Komorowski z biegiem czasu stawał się coraz bardziej agresywny, grał niezwykle twardo. Pokory nie starczyło mu na długo. Aż biły z niego samozadowolenie i protekcjonalizm. Słowa, słowa, słowa, które mają zamalować rzeczywistość. Tym samym potwierdzał swój wizerunek. Ten sam wizerunek, który dał mu klęskę 10 maja. Wizerunek lekko, i a może więcej niż lekko, toksyczny. Próbował sprowadzić Dudę do roli, jak to sam kiedyś ujął, „czeladnika”. Bezskutecznie.

Z kolei akcentowanie przez Komorowskiego powiązań Dudy z PiS - choć zrozumiałe taktycznie - z biegiem czasu mogło sprawiać wrażenie obsesji.

Bez wątpienia sztab Komorowskiego sporo zainwestował w przygotowanie kandydata. Niby merytoryczne, ale kilkakrotnie na granicy foul. Komorowski miał jasny plan - chciał podważyć wiarygodność Dudy, przedstawić go jako polityka zmieniającego często zdanie. Jakieś sukcesy w kreowaniu tego wizerunku odniósł, ale i sam poniósł straty, bo przecież to on świeżo zmienił zdanie w sprawie JOW-ów, co Duda skutecznie wbił wyborcom Kukiza do głowy.

Duda w kilku miejscach tracił tempo, widać było chwilami brak pewności siebie. Sztab mógł też staranniej przemyśleć pytania. Jaki cel miał powrót do sprawy Jedwabnego? Może należało pytać o zlikwidowane stocznie? Chwilami przydałoby się kilka konkretów.

Jednocześnie jednak umiał zwolnić, umiał zwrócić się bezpośrednio do Polaków. Skuteczniej budował poczucie wspólnoty z odbiorcami, akcentując niezadowolenie ze stanu rzeczy. Skutecznie unikał arogancji, stale zwracając się do Komorowskiego słowami „Panie prezydencie”. Na tle agresywnego Komorowskiego wybrzmiało jego umiarkowanie, i także dobre wychowanie.

Duda dużo lepiej, bardziej wspólnotowo, jednocząco, wypadł w ostatnim słowie. Skuteczniej też odwoływał się do pragnienia zmiany wśród wyborców Pawła Kukiza.

Kto wygrał?

Żadnego nokautu nie było. I, paradoksalnie, każdy sztab zrealizował swoje najważniejsze cele.

O wyniku wyborów zdecyduje mobilizacja elektoratów.

Poniżej najważniejsze zderzenia:

Komorowski zaatakował od pierwszej minuty, wyjąwszy urodzinowe życzenia dla Andrzeja Dudy. Stwierdził, że konieczna jest zgoda narodowa w kwestii polityki wschodniej.

Pańskie ugrupowanie często łamie tę zasadę -

— stwierdził.

Duda odpowiedział równie szybką zaczepką, dziękując Komorowskiego za przybycie na debatę, o którą prosił od 4 miesięcy.

Duda początkowo nieco bardziej zdenerwowany, chwilami jego wypowiedzi były lekko zacięte. Śmielej jednak gestykulował. Później - słusznie - zaczął zwracać się również bezpośrednio, do widzów, do kamery. Lepiej wykorzystywał końcówki, regularnie „urywając” po parę sekund. Z biegiem czasu kandydat PiS czuł się swobodniej.

Ale pierwsze pytanie zakończył dobrze, zwracając się bezpośrednio do Komorowskiego z uwagą, że Polska powinna powinna wychodzić z inicjatywami politycznymi.

Komorowski chwilami szarżował, twierdząc, że „Polska armia jest jedną z najmocniejszych w Europie”. Na jakiej zasadzie tak uznał - nie wiadomo. Widać jednak, że w jego przygotowanie włożono dużo pracy - miał w gotowości liczby, choćby dotyczące wzrostu wydatków na armię o 4 mld od roku 2007. Oczywiście, to lekka manipulacja, bo przecież złotówki znacznie spadła.

Obserwował pan spokojnie, gdy pana kolega z partii Bogdan Klich dokonywał demontażu armii -

— ripostował Duda, i również podawał liczby, wskazując na cięcia w budżecie MON.

Taktyka Komorowskiego w części dotyczącej polityki zagranicznej była czytelna - próbował, chyba bez powodzenia, wepchnąć Dudę w PiS-wską kliszę, wywołując charakterystyczne skojarzenia, takie jak eurosceptycyzm, mówił stale „za waszych rządów”. Był spokojny, widać, że czuł się pewnie w tym obszarze, ale mówił, jak zwykle, rytualnie, protekcjonalnie, z wyczuwalnym zadowoleniem z siebie. Pośrednio potwierdzał więc te cechy, które zapewniły mu klęskę w I turze.

W części dotyczącej polityki społecznej Duda bardzo trafnie zaczął od apelu o odbudowanie polskiej wspólnoty. Mówił o konieczności dialogu, rozmowy, wzajemnego szacunku.

Nie będę opychał nikogo, szanuję każdego człowieka

— zakończył Duda.

Komorowski odpowiedział podziałem na polityków „radykalnych” i „umiarkowanych”, w kontrze do rzekomo zawsze umiarkowanych obywateli. I przywołał sprawę in vitro.

Ja praktykuję zgodę i porozumienie

— ciągnął Komorowski, wypominając PiS nieobecność w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, pomimo zaproszenia.

Później Krzysztof Ziemiec zapytał o pracę, której brakuje, i która wypycha Polaków na emigrację.

Tu Komorowski znów mówił o „rządach PiS-u”, podając liczbę 2 milionów miejsc pracy, które przybyły.

100 tysięcy miejsc pracy ze wsparciem z budżetu państwa

— rzucił, biorąc liczby nie wiadomo skąd, i przebijając rasowych socjalistów. Po czym stwierdził, że najwięcej Polaków emigrowało za czasów PiS-u.

Duda odpowiedział, że za rządów PiS jego studenci nie mówili, że nie mają szans na rozwój w Polsce. I przeciwstawił samozadowoleniu Komorowskiego wrażenia ze swoich licznych spotkań w Polsce. I trafnie przywołał niespełnione obietnice PO z 2007 roku - w tym „drugą Irlandię” i „cud gospodarczy”.

Ciekawe pytanie zadała Dorota Gawryluk: kto jest największym beneficjentem ostatnich 25 lat?

Pan prezydent i jego środowisko

— odpowiedział Duda. I powiedział o sprzedanym grafenie, polskim wynalazku, który miał być szansą. I z energię naszkicował konieczność wyrwania się z pułapki średniego dochodu.

Pan cytuje mój program - innowacyjność i rozwój gospodarki -

— odpowiedział (dziwnie) Komorowski. I sformułował tezę: jestem dumny z polskiej wolności, ale nie jestem bezkrytyczny, bo nie wszyscy skorzystali równo.

I zarzucił Dudzie, że głosi tezę o Polsce, która leży w gruzach.

I pan jeszcze śpiewa: Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie -

— zakończył Komorowski.

W kwestii seniorów Komorowski zaatakował PiS za chęć cofnięcia reformy emerytalnej.

Tu Duda wypomniał Komorowskiemu, że mówi ciągle o zgodzie, a chce, by ludzie pracowali do śmierci.

To ja jestem człowiekiem, który szuka zgody w tej sprawie. To nie politycy mają decydować o przyszłości narodu, to naród ma decydować

— mówił Duda, atakując Komorowskiego za podpisanie podwyższenia wieku emerytalnego. Pochwalił się spotkaniem z szefami „S” i OPZZ.

Kolejna część poświęcona była wizji i ustrojowi Państwa polskiego.

Pierwsze pytanie dotyczyło JOW-ów.

Duda odpowiedział przypominając, że opowiada się za nową Konstytucją. Z silniejszymi gwarancjami praw obywatelskich. I z gwarancją referendum w przypadku zebrania 1 miliona podpisów.

Wówczas mówił pan, że to sfrustrowani politycy, po czym zmienił pan zdanie z dnia na dzień, proponując zmianę konstytucji po przegranej.

Duda wypomniał prezydentowi, że nie chciał spotkać się z Pawłem Kukizem gdy ten zabiegał o JOW-y.

Tu Komorowski zaatakował Dudę za rzekome blokowanie etatu na uczelni.

Duda nie odpowiedział.

W sprawie JOW-ów Komorowski przekonywał, że był i jest zwolennikiem JOW-ów.

Pańskie ugrupowanie zawsze było przeciwko Jednomandatowych Okręgom Wyborczym - mówił Komorowski.

Pan jest bardzo przywiązany do partii, ja nie jestem przywiązany do partii - odpowiadał Duda.

Jest pan członkiem PiS? - ciągnął Komorowski.

Nie jestem przywiązany do partii - powtórzył Duda.

Później wypomniał Komorowskiemu, że też był członkiem partii, PO, w chwili, gdy wygrywał wybory w 2010 roku.

Pan był przekonany, że wygra w I turze, dopiero później przypomniał pan sobie o obywatelach - dodawał Duda.

I atakował prezydenta za uporczywe blokowanie Polakom wiedzy w sprawie ekspertyz dotyczących OFE.

Komorowski zaatakował Dudę za rzekome blokowanie kontroli w SKOK-ach.

Pan jest za to w pełni odpowiedzialny - mówił Komorowski.

Duda w tym wątku nie ripostował. Później dodał:

To prezydent decyduje o wniosku do Trybunału Konstytucyjnego.

W domyśle - nie prezydenccy prawnicy.

Z biegiem czasu Komorowski pokazywał, jak bardzo jest zdesperowany. Zaatakował Dudę za… reformę sądów autorstwa Jarosława Gowina.

Pan chyba zapomniał, że wtedy był pan w PO. I zmienił pan zdanie dopiero pod wpływem

Rozpoczęła się część pytań zadawanych przez kandydatów.

Pierwszy pytał Duda. Solidnie. Zapytał o zdanie „naród ofiar, który był bsprawcą” z 2011 roku, które znalazło się w liście Komorowskiego na uroczystości w Jedwabnem.

Komorowski powołał się na… Lecha Kaczyńskiego, który miał rzekomo uważać sprawę w Jedwabnem za bolesną. Przywołał też list biskupów polskich do biskupów niemieckich jako wzór do przepraszania.

Pana środowisko zawsze było zainteresowane tym, by mieć jak najgorsze stosunki z sąsiadami -

mówił Komorowski.

Wcześniej zaatakował senatora Biereckiego.

Komorowski zapytał o rzekomo zmienne zdanie Dudy w sprawie Wspólnej Polityki Rolnej.

Duda zaprzeczył, by przywołana wypowiedź była jego wypowiedzią. Komorowski upierał się, położył kartkę z rzekomą wypowiedzią Dudy na pulpicie Dudy.

W sprawie służby zdrowia Bronisław Komorowski szarżował, twierdząc, że „od waszych czasów nic się nie zmieniło”. Twierdził, że Dudę wygwizdano w trakcie zjazdu pielęgniarek. Znów jednak szkicował świat, który w zasadzie idzie ku dobremu.

Zapraszam do współpracy

— mówił, znów nawiązując do czasów PiS, do „białego miasteczka”.

W sprawie węgla Komorowski znów wyciągnął rzekomą wypowiedź Dudy popierającego dekarbonizację. Tu Duda znów zaprzeczył, by była to jego wypowiedź, i skutecznie kontratakował, zarzucając Komorowskiemu bierność w sprawie obrony węgla.

W tej fazie Duda zaatakował Komorowskiego za niespełnione obietnice PO z 2007-go roku.

Rzeczywiście nie wszystkie obietnice udaje się zrealizować, o czym Prawo i Sprawiedliwość powinno wiedzieć. Jaka jest pańska wiarygodność w sprawie obietnic, które mają kosztować 200 kilkadziesiąt miliardów.

Sugerował, że Duda podniesie podatki.

No i jednak. Komorowski atakuje za in vitro, ustawą, która miała przewidywać karę za in vitro. I przywołał opinię asystentki Dudy, która miała uznać kamieniowanie kobiet w Iranie za wewnętrzną sprawę tego kraju.

Duda zdystansował się do opinii asystentki, i przywołał autorytet Jana Pawła II. Chyba niepotrzebnie skarżył się na rzeczywiście brutalny atak Komorowskiego.

Selekcja eugeniczna nie jest szacunkiem do człowieka -

— odpowiada Duda, dodając, że „życie jest gwarantowane w konstytucji”.

Po ostatnim pytaniu Dudy - o radykalizm - Komorowski stwierdził, że owszem, był radykałem, ale już nie jest, bo się wyleczył.

Czego i panu życzę - mówił Komorowski, przywołując jednocześnie swoje kombatanctwo z czasów PRL.

No i Smoleńsk. I Macierewicz. Komorowski atakuje.

Ja ma swoje poglądy, swoje życie, jestem człowiekiem dojrzałym.

Komorowski atakuje Dudę za zmienianie zdania z wyborów na wyborów. Duda odpowiada: pan zmienia z piątku na sobotę.

Mam swoje słowo za świętość, Polacy mogą być spokojni. Rozumiem co znaczy być prezydentem Rzeczypospolitej - dodawał Duda.

Dziś opowiadał pan rzeczy, dokładnie odwrotne do tego, co pan robił w czasie 5 lat swojej prezydentury - dodał Duda.

Teraz oświadczenia:

Komorowski naszkicował Dudę jako radykała, a siebie jako człowieka kompromisy.

Czy chcecie państwa, które wietrzy spiski i knucie - głosujcie na kandydata PiS-u - mówił Komorowski. Jego Polska oczywiście „szuka porozumienia”, a Polska PiS odwraca się do Unii Europejskiej.

Na koniec: Komorowski deklaruje, że nie ma nad sobą żadnego prezesa. Środek polskiej drogi to ja.

Teraz Duda.

Ładnie podziękował Komorowskiemu za debatę.

Akcentował zobowiązanie, które niesie ze sobą bycie prezydentem. Przywołuje patriotyzm, który trzeba krzewić, akcentuje jedność, wspólnotę, niechęć do podziałów.

Polska flaga jest jedna, krew Polaków jest jedna.

Dziś czas na powrót do uczciwej polityki.

Przywołał II RP, Gdynię, i stwierdził: można, trzeba tylko chcieć.