Naturalnie nadzieje związane z większościowymi wyborami mają pewne podstawy. Można w teorii zakładać, że wybierani w jednomandatowych okręgach politycy będą bardziej dorzeczni i lepiej kontrolowani przez opinię publiczną niż dotychczasowi, wyłaniani z list. I że ich pozycja będzie silniejsza, bardziej partnerska, wobec liderów traktujących dziś stronnictwa jako swoją własność.
Jak rozumiem z takich ogólnikowych przesłanek Kukiz wyprowadził nadzieję na totalne uzdrowienie przy pomocy tego systemu całego państwa. Mam do tego stosunek sceptyczny: główne patologie nie rodzą się bynajmniej z wadliwych przepisów konstytucji.
Co więcej, Kukiz nie wie, albo zapomniał o tym, że w każdym kraju system wyborczy nakłada się na specyfikę kształtu społeczeństwa i życia politycznego. W USA i w Anglii jest on dość racjonalny, bo to on ukształtował de facto system partyjny. Partie stały się dzięki niemu społecznie pojemne, absorbowały różne nurty ideowe, zagospodarowywały najróżniejsze typy kontestacji.
Natomiast system taki nałożony na gotowe już życie partyjne będzie dużo mniej otwarty. Może posłużyć po prostu nagiej przemocy większych wobec słabszych i de facto zgubić główny cel samego Kukiza: społeczną zmianę.
Jeśli towarzyszyć mu będzie dotychczasowy system finansowania partii, prezesi w dużej mierze zachowają swoją pozycję. Jeśli z kolei to finansowanie zostanie skasowane, możliwe, że autonomia polityków lokalnych się zwiększy, ale wraz ze wzrostem pokus korupcyjnych i groźbą zwiększenia przewagi tych co mają pieniądze.
Rozumie to Bronisław Komorowski wybierając taką wersję antypartyjnej kontestacji. Jest ona w dzisiejszych warunkach korzystna dla PO. Przyznam szczerze: nie pamiętam z samej kampanii wypowiedzi Kukiza na temat finansowania partii z budżetu, Jeśli uważa rozmontowanie tego systemu za prezent dla demokracji, w warunkach polskich myli się, i to gruntownie.
Niektórzy z tej dziwacznej wspólnoty wyprowadzają radykalną konkluzję: że aktywność Kukiza to następstwo spisku, przegrupowywania się sił inwestujących w PO. Ja tak nie sądzę. Równocześnie bowiem Kukiz doraźnie rozszczelnił ten system tworząc potencjalną większość prezydencką umożliwiającą, choć nie gwarantującą pokonanie Komorowskiego.
Co więcej wybory parlamentarne na jesieni będą się odbywały według starej ordynacji. Umożliwiając ich połączenie z kampanią referendalną, Komorowski uderzył w PiS, bo ten był zawsze przeciw JOW-om, ale też i we własną partię: w PO – zapewne pod wpływem panicznego strachu o swój wynik. Uderzył, bo emocje na rzecz JOW-ów ułatwią Kukizowi doraźny sukces w budowaniu własnego ruchu politycznego. W teorii umożliwić to może stworzenie centroprawicowej koalicji odsuwającej PO od władzy.
Ale w dłuższej perspektywie, jeśli Kukiz będzie się upierał przy swojej „antypartyjnej” wersji demokracji, de facto stworzy warunki do czegoś jeszcze gorszego niż polityka dzisiejsza. Nie mam do nikogo pretensji o to, że myśli kategoriami dwóch najbliższych kampanii wyborczych i cieszy się w tym kontekście z jego sukcesu. Sam tak w dużej mierze myślę.
Ale zastanawiam się, czy na miejscu niektórych oligarchów nie obstawiłbym w gorącej wodzie kąpanego muzyka rockowego. Jest zręczny, charyzmatyczny, a zarazem pozbawiony elementarnej wiedzy o państwie i bardzo labilny, gdy chodzi o poglądy. Jest pustym naczyniem, które, przy jego szczerym i niekwestionowalnym patriotyzmie, łatwo jest wypełnić.
Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu.
Naturalnie nadzieje związane z większościowymi wyborami mają pewne podstawy. Można w teorii zakładać, że wybierani w jednomandatowych okręgach politycy będą bardziej dorzeczni i lepiej kontrolowani przez opinię publiczną niż dotychczasowi, wyłaniani z list. I że ich pozycja będzie silniejsza, bardziej partnerska, wobec liderów traktujących dziś stronnictwa jako swoją własność.
Jak rozumiem z takich ogólnikowych przesłanek Kukiz wyprowadził nadzieję na totalne uzdrowienie przy pomocy tego systemu całego państwa. Mam do tego stosunek sceptyczny: główne patologie nie rodzą się bynajmniej z wadliwych przepisów konstytucji.
Co więcej, Kukiz nie wie, albo zapomniał o tym, że w każdym kraju system wyborczy nakłada się na specyfikę kształtu społeczeństwa i życia politycznego. W USA i w Anglii jest on dość racjonalny, bo to on ukształtował de facto system partyjny. Partie stały się dzięki niemu społecznie pojemne, absorbowały różne nurty ideowe, zagospodarowywały najróżniejsze typy kontestacji.
Natomiast system taki nałożony na gotowe już życie partyjne będzie dużo mniej otwarty. Może posłużyć po prostu nagiej przemocy większych wobec słabszych i de facto zgubić główny cel samego Kukiza: społeczną zmianę.
Jeśli towarzyszyć mu będzie dotychczasowy system finansowania partii, prezesi w dużej mierze zachowają swoją pozycję. Jeśli z kolei to finansowanie zostanie skasowane, możliwe, że autonomia polityków lokalnych się zwiększy, ale wraz ze wzrostem pokus korupcyjnych i groźbą zwiększenia przewagi tych co mają pieniądze.
Rozumie to Bronisław Komorowski wybierając taką wersję antypartyjnej kontestacji. Jest ona w dzisiejszych warunkach korzystna dla PO. Przyznam szczerze: nie pamiętam z samej kampanii wypowiedzi Kukiza na temat finansowania partii z budżetu, Jeśli uważa rozmontowanie tego systemu za prezent dla demokracji, w warunkach polskich myli się, i to gruntownie.
Niektórzy z tej dziwacznej wspólnoty wyprowadzają radykalną konkluzję: że aktywność Kukiza to następstwo spisku, przegrupowywania się sił inwestujących w PO. Ja tak nie sądzę. Równocześnie bowiem Kukiz doraźnie rozszczelnił ten system tworząc potencjalną większość prezydencką umożliwiającą, choć nie gwarantującą pokonanie Komorowskiego.
Co więcej wybory parlamentarne na jesieni będą się odbywały według starej ordynacji. Umożliwiając ich połączenie z kampanią referendalną, Komorowski uderzył w PiS, bo ten był zawsze przeciw JOW-om, ale też i we własną partię: w PO – zapewne pod wpływem panicznego strachu o swój wynik. Uderzył, bo emocje na rzecz JOW-ów ułatwią Kukizowi doraźny sukces w budowaniu własnego ruchu politycznego. W teorii umożliwić to może stworzenie centroprawicowej koalicji odsuwającej PO od władzy.
Ale w dłuższej perspektywie, jeśli Kukiz będzie się upierał przy swojej „antypartyjnej” wersji demokracji, de facto stworzy warunki do czegoś jeszcze gorszego niż polityka dzisiejsza. Nie mam do nikogo pretensji o to, że myśli kategoriami dwóch najbliższych kampanii wyborczych i cieszy się w tym kontekście z jego sukcesu. Sam tak w dużej mierze myślę.
Ale zastanawiam się, czy na miejscu niektórych oligarchów nie obstawiłbym w gorącej wodzie kąpanego muzyka rockowego. Jest zręczny, charyzmatyczny, a zarazem pozbawiony elementarnej wiedzy o państwie i bardzo labilny, gdy chodzi o poglądy. Jest pustym naczyniem, które, przy jego szczerym i niekwestionowalnym patriotyzmie, łatwo jest wypełnić.
Strona 2 z 2
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/244652-pawel-kukiz-doraznie-ulatwia-przelom-wymierzony-w-po-w-dluzszej-perspektywie-moze-sie-okazac-sojusznikiem-polskich-oligarchow?strona=2
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.