Druga tura to starcie starszych oszukanych i młodych wściekłych Dudy i Kukiza z sytymi zgredami Komorowskiego

fot. PAP/Jacek Turczyk/Jakub Kamiński
fot. PAP/Jacek Turczyk/Jakub Kamiński

„Komorowski - prezydent naszej wolności” - głosi najnowsze hasło obecnej głowy państwa. I pokazuje ono kompletne oberwanie kandydata oraz jego sztabu od rzeczywistości. A nawet nie oderwanie, lecz totalny odjazd. Zresztą pierwsze hasło - „zgoda i bezpieczeństwo” było równie księżycowe. Oba te slogany wynikają z przekonania, że Polska jest obecnie w takiej samej sytuacji, jak była w 2007 r. Wtedy PO wygrała wybory trafiając przede wszystkim do ludzi, którzy mieli już coś do stracenia. Od tego czasu w dorosłość weszło pokolenie, które nie osiągnęło nic, bo wszystko jest zabetonowane i w Polsce nie mają szans. Z kolei obecni trzydziestolatkowie zostali po prostu wzorcowo wyrolowani. W przeciwieństwie do 2007 r., najbardziej dynamicznymi i politycznie świadomymi grupami są obecnie nie starzejący się bądź wiekowi syci i zadowoleni, tylko młodzi niespełnieni i wściekli. Najwięcej jest ich w elektoracie Pawła Kukiza, ale i duża część wyborców Andrzeja Dudy pod takie kryteria podpada.

Atakowanie młodych i wściekłych „zgodą”, „bezpieczeństwem” i „wolnością” jest przez nich odbierane jako kpina, obelga i prowokacja. Bo oni są wykształceni, tylko tymi dyplomami mogą się podetrzeć. Oni są ambitni i mają aspiracje, ale czeka na nich co najwyżej słabo płatna praca na umowach śmieciowych. Oni chcieliby mieć rodziny i dzieci, lecz nie stać ich na mieszkania albo wpadli w kredytowe pułapki jeszcze nie mając dzieci albo mając jedno. I tych ludzi pokolenie sytych zgredów poucza o regułach wolnego rynku („zmienić pracę, wziąć kredyt”). Tym bardziej to wkurza młodych wściekłych, że wielu z tych zgredów nie osiągnęło swej pozycji dzięki ciężkiej pracy i wybitnym kwalifikacjom, ale dzięki układom własnym bądź dziedziczeniu układów rodziców. Układów wyrobionych w PRL. Ci młodzi widzą, jak po stronie zgredów różne niedojdy i inteligentni inaczej są świetnie ustawieni i wścieka ich, że za tym nie stoją żadne realne osiągnięcia. A ich się poucza, żeby ciężko pracowali i brali kredyty.

Dla młodych wściekłych syte zgredy to w wielkiej części wstrętne pasożyty. Takie poczucie umacnia np. nazywanie ich „gówniarzami” przez Adama Michnika, jednego z ojców założycieli III RP. Michnik się ich boi, bo chcą zburzyć jego świat i mają gdzieś jego autorytety. Prof. Janusz Czapiński modli się o to, żeby  jak najszybciej wyemigrowali, bo jak nie, świat sytych zgredów („porządek”) legnie w gruzach. Podobnie działa na młodych i wściekłych histeria zadowolonego z siebie i sytego do wymiotów prawie 44-letniego aktora Tomasza Karolaka. Ten beniaminek salonu, ulubieniec oraz kumpel wielu przedstawicieli klasy próżniaczej III RP oraz bardzo hojnie finansowany przez spółki skarbu państwa beneficjant systemu działa jak płachta na byka. Głosy takich ludzi oraz opowiadanie młodym wściekłym, jak to Polska przeżywa „złoty wiek” i jest „zielona wyspą” wywołują w nich tylko jeszcze większą wściekłość i oburzenie.

Wolność, zgoda i bezpieczeństwo Bronisława Komorowskiego, jego samozadowolenie, pycha i propaganda sukcesu dla młodych wściekłych są pluciem w twarz. To są dla nich kompletne dyrdymały, obrażające ich inteligencję. bo oni potrzebują stabilnej i satysfakcjonującej pracy, mieszkań, odblokowania ścieżek kariery, a przede wszystkim zdjęcia z III RP brzemienia bananowej republiki, za jaką wielu z nich państwo Bronisława Komorowskiego i PO uważa. To wszystko pokazuje, że Bronisław Komorowski lewituje w kosmosie, a jego otoczenie i polityczne środowisko (PO) kompletnie nie rozumieją tego, co się dzieje z najbardziej dynamiczną częścią polskiego społeczeństwa, co się w ogóle w Polsce dzieje. To są ludzie zamknięci w wieży z kości słoniowej, dla których prawdziwym obrazem społeczeństwa są kłamliwe i zmanipulowane przekazy reżimowych telewizji, stacji radiowych oraz gazet. Nic nie zmieniają w tym względzie populistyczne spacery Bronisława Komorowskiego po Warszawie, bo przecież na Nowym Świecie, jednej z najdroższych ulic w Europie, nie sposób się dowiedzieć niczego o tym, co się naprawdę w Polsce dzieje.

Odlot kampanii Bronisława Komorowskiego to zmartwienie jego i jego sztabu, tyle tylko, że ten odlot jest - jak to mawiał Stefan Kisielewski o realnym socjalizmie - rezultatem. To jest wynik kompletnie odjechanego postrzegania rzeczywistości - z puntu widzenia pałaców władzy, dworków, willi i apartamentów beneficjantów obecnego układu. Bronisław Komorowski oraz syte zgredy udają, że to jest świat dostępny młodym wściekłym w uchwytnej perspektywie. Tymczasem ten świat jest przed nimi nie tylko zamknięty, ale wręcz zaryglowany i otoczony murem z fosą oraz drutem kolczastym. Dlatego młodzi wściekli postrzegają Polskę Komorowskiego oraz sytych zgredów jako bananową republikę. Skądinąd w dawnych bananowych republikach jest już dużo lepiej niż kiedyś. W Polsce natomiast procesy „bananizacji” się pogłębiają.

To nie żadne błędy w kampanii czy potknięcia samego Bronisława Komorowskiego, decydują o tym, jakie uzyskał on poparcie w pierwszej turze. Ono było takie z powodu podziału Polski na tę sytych zgredów oraz młodych wściekłych, za którymi stoi dużo większa liczba oszukanych, zawiedzionych, marginalizowanych czy niemogących rozwinąć skrzydeł. W końcówce kampanii część wyborców niebędących sytymi zgredami, ale mających takie ambicje można jeszcze zaczarować, ale to ani na jotę nie zmieni warunków życia w Polsce i nie wpłynie na poprawę perspektyw. Buntownikom i milczącym, czyli przede wszystkim wyborcom Kukiza i Dudy nie chodzi tylko o wymianę Bronisława Komorowskiego oraz odsuniecie PO od władzy. Im chodzi o to, żeby Polska nie była bananową republiką, w której tylko syte zgredy i ich dzieci czują się u siebie.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...