Komorowski ewidentnie nie był przygotowany do wyzwań związanych z wiecami i spotkaniami z wyborcami na ulicy. Tu należy dokonać jak najbardziej krytycznej oceny pracy sztabu prezydenta. Należało nie zmieniać stylu kampanii ze stonowanego, zdystansowanego i spokojnego na bardziej dynamiczny, jeśli nie potrafi się takiej kampanii prowadzić
— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Rafał Chwedoruk, politolog (Uniwersytet Warszawski).
wPolityce.pl: Szef klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej Rafał Grupiński usiłował nas dziś przekonać, że prezydent Bronisław Komorowski dobrze wypada w bezpośrednich kontaktach z ludźmi. To próba wybrnięcia z wizerunkowej katastrofy?
Prof. Rafał Chwedoruk: Komorowski to polityk, który lepiej czuje się w świetle telewizyjnych lamp, w telewizyjnych studiach, aniżeli na politycznych wiecach i przypadkowych spotkaniach na ulicach. Warto przy tym pamiętać, że był on politykiem Unii Wolności, partii, która odegrała dużą rolę w polskiej transformacji, a jednocześnie miała ogromne problemy w pozyskiwaniu wyborców poza kilkoma największymi miastami. Była to w istocie partia głównie inteligenckich dzielnic Warszawy i Krakowa. Donald Tusk w odpowiednim czasie zerwał z dworsko-arystokratycznym stylem uprawiania polityki tej formacji i dzięki temu zrobił karierę. Wydaje się, że pan prezydent odziedziczył etos Unii Wolności. W obrębie PO. To jest taki trochę styl uprawiania polityki Unii Demokratycznej/Unii Wolności z lat 90-tych. Elastyczność i łatwość nawiązywania kontaktów z różnorodnymi grupami społecznymi nie należała do mocnych stron tej partii. I nie należą do mocnych stron Komorowskiego.
Po co więc ten cyrk? Te wymuszone spacery po ulicach Warszawy, gdzie na pana prezydenta czyhają działacze PiS i sympatycy Andrzeja Dudy. A on potrzebuje suflerki, inaczej najwidoczniej nie wie czy przytulić obywatela, czy go kopnąć..
Polityka zawsze jest w jakimś stopniu wyreżyserowana. Politycy wręcz powinni mieć suflerów, na temat budżetu, polityki międzynarodowej, gdzie jedno źle wypowiedziane słowo może być bardzo brzemienne w skutkach. Jeśli kandydat potrzebuje jednak suflera na spotkaniu z wyborcami na ulicy, to świadczy to o tym, że sztab tego kandydata, jego zaplecze, nie przygotowało go do tej kampanii. Nie każdy rodzi się z umiejętnością łatwego nawiązywania kontaktów międzyludzkich, ale każdy potrafi dostosować się do wymogów, które stawia przed nim walka wyborcza. Komorowski ewidentnie nie był przygotowany do wyzwań związanych z wiecami i spotkaniami z wyborcami na ulicy. Tu należy dokonać jak najbardziej krytycznej oceny pracy sztabu prezydenta. Należało nie zmieniać stylu kampanii ze stonowanego, zdystansowanego i spokojnego na bardziej dynamiczny, jeśli nie potrafi się takiej kampanii prowadzić. Obecnie jest ona na granicy katastrofy. Im dłużej trwa tym bardziej sprawia wrażenie nieprzemyślanej, improwizowanej. Jeśli polityk już nie może się obyć bez suflera, to niech to będzie sufler niewidoczny. To nie jest zresztą pierwsza wpadka polskich polityków z suflerami. Rok albo dwa temu Leszek Miller stał się przedmiotem licznych żartów i memów, ze względu na obecność suflera na wiecu lewicy z okazji 1-go maja. To pokazuje jak wiele nam brakuje do standardów zachodnioeuropejskich, nie wspominając o amerykańskich. W USA kandydaci są z reguły dobrze przygotowani. Kampania w Polsce, zwłaszcza w wykonaniu Komorowskiego, jest nastawiona na ilość a nie jakość. Na przełamanie różnych barier był czas przed pierwszą turą.
Sugeruje pan, że na ocieplenie wizerunku Komorowskiego jest już za późno?
Bardzo trudno będzie mu teraz pozyskać wyborcę neutralnego, nie zaangażowanego. Komorowski został silnie utożsamiony z Platformą Obywatelską i ci ludzie nie pójdą na niego głosować. Jedyna szansa na zwycięstwo w II turze, która mu pozostała, to mobilizacja tej części wyborców, którzy na niego i Platformę głosowali sytuacyjnie, warunkowo. Nie czując większych więzi emocjonalnych, programowych z tą formacją. Istnieje krąg takich wyborców, ale jest to dość wąski krąg. I PO grozi powtórka scenariusza z 2005 r., kiedy za pomocą hasła „Solidarna Polska” Lech Kaczyński przekroczył naturalne granice elektoratu konserwatywnej prawicy. I jednocześnie wtłoczył PO i Tuska w krąg zamożnych wielkomiejskich zwolenników. I struktura elektoratu z pierwszej tury wyborów prezydenckich pokazuje, ze coś podobnego zaszło i teraz. Warto zauważyć, że pan prezydent dziś wyszedł na ulice Warszawy, która, w mniejszym lub większym stopniu, jest zapleczem PO. Następnie odbył się wiec Komorowskiego w Łodzi, kolejnym mieście zdominowanym przez PO. Takich miejsc już nie ma jednak zbyt wiele i na tym polega problem ośrodka prezydenckiego i stąd wzięła się nagła zmiana paradygmatu kampanii.
Komorowski dwoi się i troi by pozyskać w drugiej turze głosy zwolenników Pawła Kukiza. Referendum nad JOW-ami ma się odbyć już we wrześniu. Przekona młodych, sfrustrowanych do siebie?
Nie będę tu oryginalny, jeśli powiem, że także i na to jest już za późno. Gdyby Bronisław Komorowski przedstawił ten temat, temat JOW-ów, przed pierwszą turą, byłby zdolny narzucić tempo całej kampanii. Za pomocą tego typu haseł populistycznych można było dokonać nowych podziałów elektoratu, i skupić liberalną cześć wyborców wokół siebie. Ten sam postulat wysuwany teraz, chwilę po pierwszej turze, zawsze będzie spotykał się z pytaniami o wiarygodność. I, szczerze powiedziawszy, może zaszkodzić Komorowskiemu. To widać po reakcjach części środowisk popierających go, fanów „zgody i bezpieczeństwa”, że nie za bardzo im się to nowe otwarcie podoba. Oto prezydent dużego kraju, strażnik konstytucji, pod wpływem wyników w I turze wyborów, w ciągu kilkunastu godzin proponuje referendum, w którym co najmniej jedno pytanie ma dotyczyć jednego z najważniejszych postanowień konstytucji, mechanizmu wyboru władzy ustawodawczej. Konstytucje nie powinny być łatwo zamienialne. Po to jest prezydent, by najpierw rozpocząć, a następnie ukierunkować debatę nad taką zmianą konstytucji, na właściwe tory. A tu ma dojść do zmian całkowicie bez debaty. Wielu wyborców pana prezydenta ceni stabilność i przewidywalność władzy. I obawiało się PiS, jako partii, która mogłaby zdestabilizować sytuację. Zwołanie ustawowego referendum między jednymi a drugimi wyborami na tle trudnej sytuacji międzynarodowej i gospodarczej, bardzo ciężko obronić, właśnie biorąc pod uwagę takie wartości jak „zgoda” i „bezpieczeństwo”. Krytyczne reakcje niektórych sympatyków pana prezydenta pokazują, że sprawia to wrażenie działania bardzo raptownego i nie koreluje z wizją prezydenta zgody i dialogu.
Rozmawiała Aleksandra Rybińska
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/244503-prof-rafal-chwedoruk-kampania-komorowskiego-oscyluje-na-granicy-katastrofy-im-dluzej-trwa-tym-bardziej-sprawia-wrazenie-improwizowanej-nasz-wywiad
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.