Dzień po ogłoszeniu oficjalnych wyników I tury wyborów prezydenckich, gdy opadły już pierwsze emocje można wypunktować kilka powodów, dlaczego to właśnie Andrzej Duda wygrał pierwszą rundę o Pałac Prezydencki.

1. Świetna kampania Andrzeja Dudy. Sztab kandydata zjednoczonej prawicy 7 lutego 2015 roku zaczął kampanię wyborczą mocno – konwencją w iście amerykańskim stylu. Był to pewien wyznacznik wysokiego poziomu jaki utrzymywali sztabowcy Dudy przez kolejne trzy miesiące. Niemałe zasługi położyły też osoby odpowiedzialne za kampanię internetową – prowadzone profile na Facebooku, Twitterze, YouTube i Instagramie z każdym kolejnym dniem zdobywały coraz większe grono fanów, służyły szybkiej reakcji na pojawiające się wobec kandydata zarzuty, a co istotne w kampanię w sieci zaangażował się sam Andrzej Duda, który korzystał ze swojego prywatnego konta na Twitterze i wchodził w interakcje z innymi użytkownikami. Jeśli w skrócie opisać kampanię Dudy to z pewnością była ona aktywna, dynamiczna i autentyczna, przede wszystkim dzięki zaangażowaniu wielu młodych ludzi i samego kandydata i stanowiła wyraźne przeciwieństwo kampanii kandydata PO.

2. Debaty i „debaty”. Najwięcej stracił na nich Bronisław Komorowski, który przez całą kampanię odmawiał rozmowy ze swoimi kontrkandydatami. Gdy TVP zaproponowało debatę 5 maja, prezydent od razu zaczął stroić fochy, w swoim stylu dezawuować pomysł starcia z pozostałą dziesiątką i robić z siebie ofiarę zapewniając że odbędzie się ona na zasadzie „huzia na jednego Józia!”. W ten sposób pod osłoną beznadziejnych tłumaczeń, nie przyszedł na debatę wszystkich kandydatów, co kosztowało go kilka punktów procentowych.

Zamiast rozmawiać ze swoimi przeciwnikami wolał „debatować” z dziennikarzami zaprzyjaźnionych stacji (kuriozalna rozmowa w Polsacie na godzinę przed debatą w TVP), od których nie padło ani jedno trudne pytanie. Wyjątkiem była wizyta w organizowanym przez TVN24 „Czasie decyzji”. 8 maja na cztery godziny przed ciszą wyborczą Bogdan Rymanowski zapytał Komorowskiego o najnowszą książkę Wojciecha Sumlińskiego. Prezydent był do tego stopnia zdenerwowany tym pytaniem, że wystosował nawet do Rymanowskiego zawoalowaną groźbę – „radzę panu nie pytać”. To wszystko – odmowa debaty z konkurentami, ustawki z dziennikarzami i nerwowa reakcja w TVN24 przyczyniły się wydatnie do słabego wyniku Komorowskiego.

3. Arogancja i buta. Bronisław Komorowski od początku kampanii zachowywał się tak, jakby druga kadencja należała mu się z automatu. Podbudowany sondażami, które dawały mu blisko 70% poparcia i pewne zwycięstwo w I turze z pogardą wyrażał się o swoich przeciwnikach, których nazwał między innymi „czeladnikami” i „pozbawionymi wiedzy”. „Pomogli” też ludzie tacy jak Tomasz Nałęcz i Stefan Niesiołowski, którzy chodzili po mediach i robili z przeciwników Komorowskiego bez mała ludzi tępych, ograniczonych, którzy nie umywają się do majestatu obecnego prezydenta. Nie pomogły też ustawki z dziennikarzami i wykorzystywanie mediów publicznych do swoich celów. To właśnie w nich Komorowski nie niepokojony trudnymi pytaniami mógł chwalić się rzeczywistymi bądź wyimaginowanymi dokonaniami oraz przedstawiać wizję swojej drugiej kadencji.

4. Bardzo słaba kampania Komorowskiego. Prawie trzy miesiące walki o głosy Polaków okazało się destrukcyjne dla wyniku Komorowskiego. Zamknięte spotkania, czy brak konferencji prasowych wywołały solidne wrażenie odseparowania się prezydenta od obywateli. Masowe poparcie Polaków miało zapewnić wsparcie samorządowców i różnej maści celebrytów od Rafała Sonika przez Aleksandra Dobę, na Januszu Gajosie kończąc. Niestety dla Komorowskiego gra „na znaną twarz” się nie udała, zwłaszcza że szybko okazało się, iż celebryci tak gremialnie popierający Komorowskiego zostali wcześniej nagrodzeni orderami przez obecnego prezydenta. Swoje zrobiły legendarne już tweety z oficjalnego konta Bronisława Komorowskiego na Twitterze, które obnażały kompletny brak profesjonalizmu osób prowadzących ten profil. Rozładowanie negatywnego wizerunku miał też zapewnić profil na Facebooku pod nazwą „Co na to Bronek?” Jednak zamiast pokazywać prezydenta jako fajnego gościa jeszcze bardziej go ośmieszał. A to wszystko za pieniądze komitetu wyborczego (czyt. obywateli).

5. Wpadki Komorowskiego. Kampania prezydenta okazała się też niekończącym się pasmem gaf i wpadek. Zaczęło się już pod koniec lutego, podczas wizyty Komorowskiego w Japonii, gdzie stawał do zdjęcia na siedzeniu przewodniczącego japońskiego parlamentu i wołał do S. Kozieja „chodź szogunie!”. Potem jeszcze wygrażał ciupagą, przestrzegał przed specjalistą od kur i przekręcał nazwy miast, które wizytował. Dzięki internetowi spora część z nich została zauważona i nagłośniona. Tak było chociażby z wizytą Komorowskiego na fikcyjnej budowie obwodnicy Inowrocławia. Film z tego wydarzenia na YouTube w krótkim czasie obejrzało ponad milion ludzi.

6. Paweł Kukiz. Człowiek, któremu pod koniec stycznia wielu nie dawało żadnych szans, zdołał przekonać do siebie aż 20% Polaków. Ten wynik znacząco wpłynął na drugie miejsce Komorowskiego. Wielu wyborców, którzy nie planowali iść na wybory albo którzy zawiedli się na PO poparli właśnie b. lidera Piersi. Sztab Komorowskiego do samego końca liczył, że muzyk zabierze głosy Dudzie. Stało się odwrotnie, a trzymilionowy elektorat Kukiza będzie w drugiej turze miał niebagatelne znaczenie dla ostatecznego wyniku.