Komorowski i trzy i pół miliona obywateli. "To nie jest wynik przemyślanej gry, ale paniki"

Fot. PAP/Obara
Fot. PAP/Obara

Bronisław Komorowski próbuje od dzisiejszego rana wmawiać wyborcom, że zawsze wsłuchiwał się w ich głos, zawsze ich szanował i zawsze wspierał ideę wprowadzenia jedno-mandatowych okręgów wyborczych. To nie jest wynik przemyślanej gry, ale paniki.

Komorowski mówi dzisiaj, że w sprawie JOW-ów uwzględnia istotny głos wyborców i dlatego ogłosi w tej kwestii referendum. (Referendum ma, nawiasem mówiąc, dotyczyć usunięcia z konstytucji zapisu o proporcjonalności wyborów do Sejmu, co wcale nie oznacza automatycznie wprowadzenia systemu jednomandatowego.)

Przypomnijmy zatem, że ruch Pawła Kukiza Zmieleni.pl wziął swoją nazwę od sposobu, w jaki Platforma Obywatelska potraktowała 750 tys. podpisów zebranych pod referendum w sprawie JOW w 2010 r. przez Ruch na Rzecz JOW. Dostępne obecnie wyniki wskazywałyby, że na Kukiza w I turze zagłosowało ok. 3 mln wyborców - mniej więcej tyle, ile osób podpisało obywatelskie projekty referendalne, które w Sejmie trafiły do kosza.

Czyli te 3 mln głosów są jest z jakiegoś powodu ważniejsze niż tamte 3 mln., które PO całkiem dosłownie wrzuciła do niszczarki?

Poza 750 tys. podpisami zebranymiws. JOW-ów chodzi o 1,4 mln podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie wieku emerytalnego, ponad milion za wnioskiem o referendum w sprawie sześciolatków, a potem ponad 300 tysięcy podpisów pod obywatelskim projektem ustawy w tej samej sprawie. Razem mamy prawie 3,5 mln obywatelskich głosów, które Platforma zlekceważyła i które pana prezydenta kompletnie nie interesowały. Dodajmy do tego niedawne kpiny z pomysłu obligatoryjnego referendum, przedstawionego przez Andrzeja Dudę i prezentowane właśnie przez Pawła Kukiza informacje o milczeniu Kancelarii Prezydenta w odpowiedzi na wszelkie przesyłane do niej pisma w sprawie JOW. Jaka jest zatem wiarygodność obecnych deklaracji Bronisława Komorowskiego? A tak się składa, że wyborcy Kukiza to w ogromnej większości lud internetowy, który zapomina znacznie mniej i trudniej niż przeciętny wyborca.

Owszem, PiS nigdy nie był zwolennikiem JOW-ów. Ale właśnie dlatego umiarkowana deklaracja Andrzeja Dudy, że warto o sprawie rozmawiać i pracować nad jakimś rozwiązaniem, brzmi znacznie prawdziwiej niż bajki pana prezydenta. Również dlatego, że sygnalizuje to jedynie możliwość poszukiwania pośredniego rozwiązania, podczas gdy w przypadku Bronisława Komorowskiego mamy do czynienia z próbą wmówienia wyborcom, że tak naprawdę zawsze gorąco popierał to, czego ewidentnie nie popierał.

W polityce możliwe są rozmaite manewry. Pozyskiwanie wyborców innego kandydata to normalna rzecz. Tyle że ma to sens, jeśli czyni się to w sposób choćby względnie wiary-godny. W wypadku Bronisława Komorowskiego mamy do czynienia z panicznym rzucaniem się od ściany do ściany.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych