Lista zaskoczeń. “Urzędujący prezydent jest psychicznie kompletnie nieprzygotowany do spotkania z twardą rzeczywistością”

Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk/PAP/Radek Pietruszka
Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk/PAP/Radek Pietruszka

Wbrew marudzeniom, dobiegającym szczególnie ze strony komentatorów przychylnych rządowi, dobiega końca kampania nie tylko nie nudna, ale wręcz zaskakująco ciekawa (Dobiega końca, bo to, co będzie się działo przed II turą, to już całkiem inna historia.) Oto lista moich zaskoczeń.

Po pierwsze - okazało się, że urzędujący prezydent, mający za sobą długie lata politycznego doświadczenia, aparat administracyjny i aparat partyjny, wszystko to hojnie opłacane z publicznych pieniędzy, nie jest w stanie prowadzić zbornej i profesjonalnej kampanii wyborczej. Ba, nie jest nawet w stanie odbyć solidnego treningu ze szkoleniowcami, którzy nauczyliby go choćby przemawiać w sposób niepowodujący u wszystkich słuchających napadów ziewania.

Po drugie - okazało się, że tenże urzędujący prezydent jest psychicznie kompletnie nieprzygotowany do spotkania z twardą rzeczywistością i gdy zostaje skonfrontowany na żywo z niechętną mu publicznością, wpada w widoczną wściekłość, traci panowanie nad sobą i zaczyna bredzić jeszcze potężniej niż zwykle.

Po trzecie - okazało się, że polityk z drugiego szeregu, jakim był do niedawna Andrzej Duda, zdołał w krótkim czasie zyskać dużą rozpoznawalność, a przede wszystkim realnie zagrozić prowadzącemu w wyścigu. Objawił przy tym liczne talenty, w tym do wystąpień publicznych.

Po czwarte - okazało się, że wbrew ponawianym wielokrotnie naciskom SLD (a właściwie jednoosobowo Leszek Miller) nie zdecydowało się wycofać z rywalizacji Magdaleny Ogórek, co czyni tym ciekawszym ewentualną konfigurację polityczną po wyborach parlamentarnych.

Po piąte - okazało się, że Paweł Kukiz bez grosza publicznych pieniędzy, mając charyzmę i determinację, zdołał zbudować strukturę, dzięki której udało mu się wedrzeć do czołówki stawki, zarezerwowanej dotąd wyłącznie dla ugrupowań działających w polityce od dawna. Czyli, wbrew dotychczasowemu przekonaniu, jednak się da.

Po szóste - okazało się, że wśród kandydatów drugiej części peletonu są tak pozytywne zaskoczenia jak Marian Kowalski (niemal kabaretowy kontrast pomiędzy wyglądem tępego mięśniaka a często rozsądnymi i wyważonymi sądami oraz sposobem ich formułowania) czy Jacek Wilk, będący rozsądniejszą i poważniejszą wersją Janusza Korwin-Mikkego. Życzyłbym sobie, żeby ci ludzie z polskiej polityki nie zniknęli, bo wydają się wnosić do niej więcej niż wielu zawodowych posłów, których dyrdymały płyną codziennie z ekranów telewizorów.

Po siódme - okazało się, że Grzegorz Braun kompletnie odleciał.

Drobniejszych zaskoczeń znalazłoby się jeszcze przynajmniej kilkanaście. I to daje nadzieję, że rządy PO nie będą jednak polską wersją kilkudziesięcioletniego niepodzielnego panowania Partii Instytucjonalno-Rewolucyjnej w Meksyku, nawet jeśli te wybory - co wciąż bardzo prawdopodobne - skończą się pozornym utrwaleniem trwającego dotąd układu.


Doskonała lektura na weekend! Tygodnik „wSieci”. A w nim jak zawsze ważne i aktualne tematy, ciekawe teksty i znakomite fotografie.

Tygodnik dostępny również w wersji elektronicznej!

Szczegóły na: http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych