Sześć powodów, dla których Paweł Kukiz ma już poparcie ponad 10 proc. wyborców

PAP/Krzysztof Świderski
PAP/Krzysztof Świderski

Wszystko jedno, czy kariera Kukiza wynika z potrzeb obywateli, ducha czasu, cech kandydata, naiwności, idealizmu bądź mody wśród wyborców, z kalkulacji czy słabo rozpoznanych gier. Ona jest już faktem.

Paweł Kukiz rozgrzewa emocje i to nie tylko u wyborców, bo błyskawicznie stał się ważnym graczem w prezydenckim wyścigu. U niektórych komentatorów i politologów Kukiz wydobywa skłonności narcystyczne. Bo lubują się w podkreślaniu, że są jedynymi wtajemniczonymi egzegetami zjawiska pod nazwą Kukiz. W ich mniemaniu inni tylko błądzą albo czemuś tam ulegają (złemu bądź głupiemu), albo przylepia im się partyjną naklejkę. Takie zarzuty są zwyczajnie śmieszne, bo nie ma kanonu dekonstrukcji Kukiza. Tym bardziej że każda analiza powinna przynajmniej dopuszczać czynniki i mechanizmy nieoczywiste, ukryte czy też wynikające z kreacji albo dezinformacji. Jeśli się tego nie bierze pod uwagę, popełnia się grzech naiwności i prostoduszności. Ale to w sumie tylko margines bez znaczenia dla zrozumienia zjawiska Kukiz, które opisuję poniżej. W tym opisie nie tyle chodzi o to, co świadomie zakłada Kukiz, ale jak jest postrzegane to, co robi i mówi.

Po pierwsze, Kukiz stał się dla wielu wyborców tratwą ratunkową. Część głosujących wcześniej na PO (głównie tzw. lemingów) potrzebowała wyzwolenia z niekomfortowej, przede wszystkim moralnie, pułapki, jaką było bezrefleksyjne popieranie partii Tuska i Kopacz. Nie przerzuciliby głosów na reprezentanta PiS, SLD, PSL czy kandydatów egzotycznych i niepopularnych, więc Kukiz jest dla nich honorowym wyjściem. Jest też Kukiz tratwą dla kontestatorów, którzy w większości nie chodzili na wybory. I jest właściwie pewne, że część nadal nie będzie chodzić, natomiast mają swego kandydata. I jeśli 10 maja 2015 r. uda się Kukizowi zdobyć ponad 10 proc. głosów, a potem zorganizować jakieś struktury, mogą być skłonni głosować na niego w wyborach parlamentarnych. Zwolennicy PiS raczej marginalnie przerzucają na Kukiza swoje poparcie, co nie znaczy, że nie odbiera on głosów Andrzejowi Dudzie, bo to jednak nie to samo, co PiS.

Po drugie, Kukiz tworzy (to wciąż jest niedokończony proces) doskonale eklektyczny program wyborczy, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Dla liberałów jest wolnorynkowcem: proponuje JOW-y, niższe podatki, odbiurokratyzowanie państwa, chwali wolność jednostek i wolność w ogóle. Dla innych jest socjalistą w stylu przedwojennego PPS: propaguje solidaryzm społeczny, domaga się od państwa rozwiązywania problemów społecznych (np. kwestii ucieczki młodych za granicę czy w ogóle dyskryminowania młodych), jest przeciwko dużemu rozwarstwieniu i obojętności państwa na biedę. Dla jeszcze innych jest konserwatystą: przywiązanie do wartości narodowych i tradycji, sprzeciw wobec aborcji, sprzeciw wobec lewicowej idei postępu. Dla kolejnej grupy jest patriotą: kult niepodległości i jej twórców w II RP oraz obrońców podczas wojny, znaczenie patriotycznego wychowania, pochwała patriotycznej polityki historycznej, duma z polskości. Dla jeszcze innej grupy jest anarchistą (czasem w wersji antysystemowej): przekonanie o konieczności zmiany ustroju i rozwalenia tzw. partyjniactwa, pochwała wartości, ale nie konfesyjność i dominacja Kościoła w sferze wartości, wiara w samoorganizację społeczeństwa, które lepiej zadba o własne interesy niż klasyczna machina państwowa. Dla następnej grupy obywateli jest buntownikiem (to nie to samo co anarchista, kontestator czy antysystemowiec): głoszenie potrzeby permanentnego sprzeciwu, aktywność obywatelska z powodu niezgody na status quo, sprzeciw wobec mieszczańskiej czy drobnoburżuazyjnej gnuśności, odwoływanie się do statusu rockowego buntownika z czasów PRL. Wreszcie jest Paweł Kukiz dla części wyborców nieuwikłanym: wprawdzie popierał PO, ale nie współtworzył jej systemu władzy, nie odpowiada za „dorobek” III RP, od niedawna jest tylko niezależnym radnym wojewódzkim, ale niczym nie rządził.

Po trzecie, Kukiz jest tzw. prawdziwkiem. Dla wielu wyborców ma to znaczenie, bo nie cierpią partyjnego czy salonowego oportunizmu i politycznej poprawności. Kukiz jest uznawany za autentycznego, bo nie stosuje autocenzury, mówi także rzeczy, które mu szkodzą, pokazuje słabą znajomość świata polityki i kwestii ustrojowych. W publicznych wystąpieniach ujawnia emocje, często bardzo silne, co jest odbierane jako prawdziwe zaangażowanie - w przeciwieństwie do mydłkowatej okrągłości wbitych w garnitury konformistów. Kukiz nie tylko wręcz wykrzykuje swoje poglądy, ale mówi całym sobą, „z całej duszy”, co wywołuje uznawanie go za kogoś, komu bardzo zależy, kto nie jest koniunkturalistą. Wreszcie Paweł Kukiz zmienia poglądy w miarę wdrażania się w różne problemy i w miarę lepszego rozumienia zjawisk, którymi się zajmuje, co jest traktowane jako naturalne i autentyczne. I przynajmniej ostatnio nie jest to postrzegane jako koniunkturalne, bo Kukiz jednak sporo zaryzykował: muzyczną karierę, życiową stabilizację, nastawienie własnego środowiska i powagę w oczach opinii publicznej.

Po czwarte, Paweł Kukiz staje się bohaterem bezsilnych. Niska frekwencja wyborcza w Polsce wynika m.in. z tego, że wielu ludzi nie wierzy w mechanizmy demokratyczne. Uważają, iż kartka wyborcza niczego nie zmienia. Jakkolwiek by się głosowało, zawsze wygrywa nie ten, kogo by się chciało u władzy. I ta sytuacja u wielu rodzi frustrację skutkującą niechodzeniem na wybory. Kukiz wystartował od zera osiągając w sondażach już więcej niż 10 proc. poparcia, co część bezsilnych przekonuje, że może jednak uda się (mówiąc Miltonem Friedmanem) pokonać „tyranię status quo”. Kukiz przywraca bezsilnym (przynajmniej ich części, a i to z dużymi zastrzeżeniami) poczucie sensu uczestniczenia w polityce, w demokratycznych procedurach. Jeśli część bezsilnych, kontestujących dotychczas wybory, pójdzie do urn, będzie to niewątpliwy sukces Pawła Kukiza, mający też pozytywny wpływ na całą sferę polityki i demokratyczne procedury (przynajmniej formalnie demokratyczne).

Po piąte, Kukiz jest postrzegany jako ten, kto przywraca polityce i społeczeństwu sens pojęcia empatia. Politycy często zachowują się tak, jak gdyby byli empatyczni, ale ludzie wyczuwają, że to gra, że to zachowanie pod publiczkę, bo to się politycznie opłaca. Powszechne jest natomiast przekonanie, że polityka to wielki ocean cynizmu z wysepkami pragmatyzmu. Za powszechny grzech klasy politycznej uważa się brak empatii, kompletną obojętność i nieczułość na problemy zwykłych ludzi. Kukiz pokazał autentyczną empatię: zarówno wtedy, gdy pojechał do emigrantów w Wielkiej Brytanii i Irlandii, a potem przeżywał ich problemy, jak i wtedy, kiedy bardzo emocjonalnie reagował na niesprawiedliwość w III RP, czyli chronienie przez prawo kasty wybranych i gnojenie zwykłych ludzi. Być może Kukiz tę empatię straci, gdy zostanie zawodowym politykiem, ale na razie ją ma, demonstruje i ona wywołuje w ludziach pozytywną reakcję. Oni widzą, że Kukiz się przejmuje, przeżywa i nie jest obojętnym pragmatycznym cynikiem. A wyborcy chcieliby polityków empatycznych, a nie takich, którzy się izolują we własnym sytym i zadowolonym kręgu. Paweł Kukiz odpowiada na wielkie oczekiwanie, by politycy byli po prostu bardziej ludzcy.

Po szóste wreszcie, Paweł Kukiz odpowiada na coraz powszechniejsze oczekiwanie zmiany czy też przełomu w polskiej polityce. Chodzi nie tylko o zmianę wskutek przetasowań na istniejącej scenie, ale i o coś nowego. Coś mniej wpisanego w system władzy III RP, mniej aparatczykowskiego, mniej cynicznego. To oczekiwanie zmiany w dużym stopniu wynika z narastającego w części społeczeństwa buntu, że w III RP wytworzyła się nowa klasa uprzywilejowana (także próżniacza), która dba wyłącznie o własne potrzeby i interesy, o utrzymanie i dziedziczenie swojej dominującej pozycji. Coraz więcej ludzi nie wierzy, że istotna zmiana dokona się w obrębie obecnego systemu politycznego, dlatego poszukują nowych liderów, nowych idei oraz zachowań kojarzących im się ze świeżością, spontanicznością, nonkonformizmem. Czy i na ile Paweł Kukiz na te oczekiwania odpowiada, to zupełnie inna sprawa, ale na razie z nowości jest właściwie tylko on. Dlatego to jemu tak szybko urosło poparcie.

W tym tekście nie interesowało mnie to, kogo Paweł Kukiz poprze przed drugą turą, jak zachowa się jego elektorat, gdy poprosi go o głosowanie na konkretnego kandydata, kiedy nie poprze żadnego albo zaapeluje o wolny wybór. Interesowało mnie tylko zjawisko pod nazwą Paweł Kukiz. Nie interesowało mnie też tym razem, kto się pod Kukiza podpina, kto próbuje mu „pomagać”, nim sterować i z jakich robi to motywacji oraz pobudek. Interesował mnie fenomen błyskotliwej i ekspresowej jak na polskie warunki kariery. I wszystko jedno, czy kariera Kukiza wynika z autentycznych potrzeb obywateli, ducha czasu, cech kandydata, naiwności, idealizmu bądź mody wśród wyborców, z kalkulacji czy słabo rozpoznanych gier, bo ona jest już faktem. Ściśle polityczne konsekwencje tej kariery to już natomiast temat na zupełnie inną opowieść.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...