Czy naziści przybyli z kosmosu? Można odnieść takie wrażenie śledząc relacje z obchodów 70. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu w Dachau

Fot. PAP/epa
Fot. PAP/epa

Kto ma władzę nad słowami, ma władzę nad definicją, nad rzeczami, ludźmi, ich sumieniami. Wystarczy zmienić słownik, usuwając niektóre słowa albo nadając im nowe znaczenie. Jest to najprostszy i najtańszy ekonomicznie sposób zmieniania świata. Niemcy opanowali tą metodę do perfekcji, jak obrazują wczorajsze obchody 70 rocznicy wyzwolenia obozu w Dachau.

Zarówno ze słów kanclerz Niemiec Angeli Merkel jak i relacji niemieckich mediów wynika, że był to obóz „nazistwoski”, a więzionych w nim Polaków i Żydów mordowali „naziści”, bo tego wymagała „nazistowska ideologia”. W większości niemieckich gazet słowo „Niemcy” nie pojawia się w tym kontekście w ogóle, nawet po to, by określić geograficzne położenie obozu. Jest nazywany na zmianę „nazistowskim” obozem, albo po prostu „obozem koncentracyjnym” (Konzentrationslager-KZ) w Dachau.

„Obóz koncentracyjny w Dachau został wyzwolony 29 kwietnia 1945 r. przez amerykańskich żołnierzy. Ci natknęli się na 30 tys. ocalałych. […] Niektórzy byli dziećmi, gdy naziści ich tam uwięzili” – pisze „Süddeutsche Zeitung”. I dodaje: „W świadomości świata Dachau stał się symbolem zbrodni nazistów”. Nazistów, nie Niemców. Przekopałam się przez co najmniej tuzin artykułów z niemieckiej prasy i wszędzie to samo: 70 lat temu naziści opanowali Niemcy, a następnie dużą część Europy i bezlitośnie mordowali.

Niemcy zaś byli albo pasywni albo nieświadomi zbrodni. Patrzyli przerażeni, jak Hitler i jego kumple - Goebbels, Heydrich, Himmler i reszta szaleńców - zabijają kogo popadnie. Skąd się ci naziści wzięli? Tego nikt  nie wie. Niemieccy politycy i media robią co w ich mocy, by nie poruszać tego tematu. Może przylecieli z kosmosu? Nawet w relacjach ocalałych z Dachau, które znalazły się w ostatnich dniach w gazetach zza Odrą, nie ma słowa o Niemcach.

Są „SS-mani”, „żołnierze Wehrmachtu”. I żaden z nich nie posiada narodowości. Można odnieść wrażenie, że ocaleli – węgierscy Żydzi– nie pamiętają kto wywiózł ich do obozów koncentracyjnych i mordował ich bliskich. A może ich relacje zostały odpowiednio zredagowane, by usunąć z nich jakiekolwiek wzmianki o Niemczech? Nawet geograficzne?

Najgorsze jest to, że niemiecką historyczną nowomowę przejmują media w innych krajach. Amerykańskie gazety piszą o „nazis”, nawet PAP w depeszy opisującej uroczystości w Dachau bezkrytycznie powtarza bełkot o „nazistowskich obozach” i mordach dokonanych nie wiadomo przez kogo, ale nie przez Niemców. To pokazuje, jak skuteczny jest ten socjotechniczny chwyt.

Niemcom udało się, po latach kajania się i posypywania głowy popiołem odciąć od własnych zbrodni - nie tylko semantycznie ale także symbolicznie. I nikt nie protestuje. Wręcz przeciwnie, wszyscy ochoczo przejmują tą nową narrację. Nawet prezydent Niemiec Joachim Gauck, człowiek znany z prawej postawy i sympatii do Polski, ją powiela.

Gauck zapowiedział, że w 70. rocznicę zakończenia II wojny światowej złoży hołd poległym żołnierzom sowieckim. Zasługują oni, jego zdaniem, na wdzięczność i szacunek, niezależnie od późniejszej roli gwaranta komunistycznych dyktatur. A dlaczego na nią zasługują? Bo wyzwolili Niemców spod jarzma nazizmu. Niemcy więc nie tylko nie mieli nic wspólnego z zagładą Żydów i rozpętaniem II wojny światowej, ale byli pierwszymi ofiarami okrutnych nazistów.

Jesteśmy świadkami próby pisania przez Niemców historii na nowo. Europa długo była dla Niemców czymś w rodzaju Ersatzu dla narodu, tej tożsamości narodowej, której nie mieli i mieć nie mogli po II wojnie światowej. Po Zjednoczeniu zaczęli tworzyć tę tożsamość narodową na nowo. I szybko się okazało, że europejska idea, którą przywłaszczali sobie przez tyle lat, nie jest im już potrzebna.

Stali się znów narodem, który ma własne interesy, poza Unią i nawet wbrew Unii. Nagle bycie Niemcem i obrona niemieckich interesów stała się z powrotem czymś zupełnie naturalnym. Pielęgnowanie pamięci o własnych zbrodniach, poczucie winy, do tej nowej tożsamości nie pasują. Muszą więc zostać wyeliminowane.


Nie wolno tej książki przeoczyć!

Sprawiedliwość w Dachau. Opowieść o procesach nazistów”. Pozycja dostępna:TUTAJ.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych