Paweł Kukiz nie jest tak bardzo odległy od obozu rządzącego, jak sam zwykł to przedstawiać

— mówi portalowi wPolityce.pl prof. Rafał Chwedoruk, politolog (Uniwersytet Warszawski).

wPolityce.pl: Każdy następny sondaż wyborczy, to kolejna strata Komorowskiego. Czyżby agresywna retoryka i skandal z ministrem Grabarczykiem w roli głównej zaszkodziły prezydentowi?

Prof. Rafał Chwedoruk: Przede wszystkim ma to strukturalny charakter – arcywysokie notowania prezydenta Komorowskiego były pochodną zaufania, szacunku dla głowy państwa, a niekoniecznie wprost były wyrazem poparcia dla programu. Był to swoisty wskaźnik zaufania do polityka. Wiadome było, że w miarę upływu czasu, pojawiania się nowych kandydatów, padających głosów krytycznych pod adresem prezydenta, będzie zmniejszał się dystans między wysokością poparcia Bronisława Komorowskiego a notowaniami Platformy Obywatelskiej jako partii. Mam wrażenie, że był to proces trwały. Bronisław Komorowski był w tej sytuacji między młotem a kowadłem – kampania niereagowania, sytuowania się poza sporami, którą prowadził na początku, była krytykowana przez elity opiniotwórcze. Natomiast gdy rozpoczęto kampanię w tradycyjnym stylu, także z atakami na przeciwników, doszło do niekoherencji z hasłami budowania zgody narodowej. To mogło odstraszać od prezydenta wyborców, którzy bardziej ufali głowie państwa, niż popierali PO jako partię. Pamiętajmy, że tego typu elektorat od początku był bardzo luźno spojony. Spadek poparcia Bronisława Komorowskiego był po prostu procesem nieuniknionym. Po I turze będzie można tylko zastanawiać się, czy prezydent poniósł duże czy małe straty. To tak naprawdę będzie miernikiem pracy jego sztabu – czy zdołał zminimalizować to, co nieuchronne czy poniósł straty większe, niż mogło mu się to na początku przydarzyć. Pewnym paradoksem może okazać się sytuacja,  w której Bronisław Komorowski stracił na rzecz kandydatury Pawła Kukiza.

Spadkowi poparcia dla urzędującego prezydenta towarzyszy wzrost notowań politycznego debiutanta. Czy mamy do czynienia z przejściem elektoratu?

Tego nie wiemy. Paweł Kukiz to kandydat, który może czerpać z różnych kierunków. Moim zdaniem nie będzie ulegało wątpliwości w badaniach, że skupia bardzo różne kręgi wyborców, które do niego doszlusowały. Nie wątpię, że będzie to również segment wyborców Platformy Obywatelskiej, głównie ludzi w średnim wieku, którzy mogą Pawła Kukiza bardziej kojarzyć z działalności artystycznej i medialnego mainstreamu, aniżeli działalności politycznej. Jak wiadomo, Paweł Kukiz nie jest tak bardzo odległy od obozu rządzącego, jak sam zwykł to przedstawiać. Jego program bardzo przypomina program PO, zwłaszcza z pierwszych lat działania tej partii.

Programu, który odwoływał się do konserwatywno-liberalnych postulatów?

Dokładnie. Warto zwrócić uwagę, że Paweł Kukiz przedstawia się jako kandydat zmiany, a jednocześnie zapowiedział, że nie poprze nikogo w II turze. Przecież ktoś, kto deklaruje się w ten sposób, powinien dryfować w stronę kandydata PiS-u, a nie urzędującego prezydenta.

Swego czasu w podobnej sytuacji stawiał się Janusz Palikot…

To prawda. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że w interesie ośrodka prezydenckiego i Platformy Obywatelskiej jest wzrost notowań Pawła Kukiza. Jeśli spojrzymy na matrycę programową, zauważymy, że są blisko siebie. Zwróćmy uwagę na sztandarowy postulat Pawła Kukiza – wprowadzenie Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. PO również je popiera i co ciekawe, one istnieją. Nie chodzi tylko o Senat, ale również wybory w średnich miastach. Również jeśli zwrócimy uwagę na taktykę, to Paweł Kukiz staje się barierą, by młodsi, bardziej zbuntowani wyborcy nie przepływali do PiS-u, tylko zatrzymywali się gdzieś po drodze. Paweł Kukiz jest również pewną barierą przed Januszem Korwin-Mikke, który raczej nie posiada żadnych zdolności koalicyjnych w kontekście przyszłego Sejmu. Sam Kukiz nie krył tego, że z jednym z czołowych polityków Platformy Obywatelskiej zna się jeszcze z czasów NZS-u. Warto wreszcie zauważyć, że sukces wyborczy Pawła Kukiza w wyborach samorządowych miał miejsce na terenach, które są bardzo mocno związane z PO. Rzeczywiście można powiedzieć, że w przypadku Pawła Kukiza istnieje tu trochę podobieństw do casusu Janusza Palikota. Pewne analogie można w tym przypadku próbować czynić. Abstrahując od taktyki wyborczej, można zauważyć, że ujawnia się w Polsce pewna orientacja libertariańska, która prawdopodobnie jest jeszcze silniejsza, niż w Czechach czy na Słowacji. Docelowa grupa wyborców gotowych poprzeć taki sposób myślenia o polityce, to ok. 15 proc. Dlatego najbliższe wybory parlamentarne będą batalią między Pawłem Kukizem a Januszem Korwin-Mikke.

Jednak kandydat, który wprost odwoływał się do założeń libertariańskich - Waldemar Deska wycofał się z wyborów…

To prawda, ale pamiętajmy, że w karykaturalnym wymiarze najwierniejszy ideom libertariańskim, a także najbardziej konsekwentny, był Janusz Korwin-Mikke. Należy również zwrócić uwagę, że wyborcy libertariańscy byli w Polsce zawsze bliżej Platformy Obywatelskiej niż PiS-u.

Poparcie dla głównego kontrkandydata Bronisława Komorowskiego – Andrzeja Dudy utrzymuje się na stałym poziomie. Z czego to może wynikać?

Podstawową przyczyną jest pozyskanie przez Andrzeja Dudę większości wyborców PiS-u. Duda, odwrotnie niż Komorowski, musiał od początku walczyć o to, aby ci wyborcy go poznali i uznali, że jest godny zaufania, że naprawdę jest kandydatem partii Jarosława Kaczyńskiego…

… że nie jest Piotrem Dudą.

To prawda. Teraz Andrzej Duda nie ma problemów z rozpoznawalnością. W tym sensie kampania kandydata PiS-u, choć może mało błyskotliwa i trochę sztampowa, przyniosła efekty. Jeśli dojdzie do II tury, to znajdzie się w niej z bardzo bezpiecznym wynikiem Andrzej Duda. Dopiero badania po I turze czy ewentualnie II turze pokażą nam, czy jest jakaś wartość dodana i czy Duda uzyskał to, czego od niego oczekiwano – zaufanie innych wyborców, niż osoby głosujące na PiS. Jeśli dojdzie do II tury, to właśnie o to będzie toczyła się walka.

Jak rozumiem, możemy być pewni drugiej tury?

Druga tura wydaje się czymś naturalnym w polskim społeczeństwie. Nie stawiałbym jednak kropki nad „i” z jednego powodu – słabości pozostałych kandydatów. Być może geografię tych wyborów zmieni dobry wynik Pawła Kukiza. Brak stabilnego, opartego o jakieś struktury kandydata nr 3, może dawać cień nadziei obozowi prezydenckiemu na bardzo wysoki wynik w I turze. Dla Bronisława Komorowskiego dobrą wiadomością jest również słaby wynik kandydatki SLD, ponieważ prezydent może uzyskać w ten sposób osieroconych sympatyków lewicy. Podobnie może być w przypadku Adama Jarubasa, który po dobrym starcie kampanii nie przebija się ze spójnym komunikatem.

Rozmawiał Aleksander Majewski