Piotr Duda: Polacy wyjeżdżają bo muszą, a nie dlatego, że chcą. To jest sytuacja niedopuszczalna. NASZ WYWIAD

Fot. wPolityce.pl/TVN24
Fot. wPolityce.pl/TVN24

Nie po to wydajemy pieniądze podatnika, nie po to wydajemy na kształcenie młodych ludzi, by oni wyjeżdżali i zasilali firmy w Anglii, Irlandii i innych krajach UE. Oni tam płacą podatki, tam płacą składki, tam zakładają rodziny. Nie tędy droga…

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Piotr Duda, przewodniczący „Solidarności”.

wPolityce.pl: Z raportu firmy workservice.pl wynika, że aż 1,2 mln Polaków rozważa emigrację zarobkową w tym roku. Jak Pan ocenia takie dane?

Piotr Duda, przewodniczący „Solidarności”: To jest ogromny problem dla Polski. Wiadomo było, że otwarcie granic rozpocznie falę emigracji. Zapewne niektórzy wyjeżdżali, ponieważ chcieli szukać nowych doświadczeń. Niektórzy po latach izolacji chcieli również „odżyć”. Jednak w tej chwili mamy sytuację krytyczną. Przecież nie po to wydajemy pieniądze podatnika, nie po to wydajemy na kształcenie młodych ludzi, by oni wyjeżdżali i zasilali firmy w Anglii, Irlandii i innych krajach UE. Oni tam płacą podatki, tam płacą składki, tam zakładają rodziny. Nie tędy droga.

Należy zamknąć granice?

Jestem zwolennikiem migracji, otwartych granic. Jednak Polacy, szczególnie młodzi, powinni wyjeżdżać, emigrować dlatego, że chcą, a nie dlatego, że muszą.

Obecnie muszą?

Tak, obecnie Polacy wyjeżdżają bo muszą, a nie dlatego, że chcą. To jest sytuacja niedopuszczalna. Jednak problem jest poważniejszy. Marszałek Sikorski apelował ostatnio do Polaków, by wracali do kraju. Ja jednak pytam, do czego oni mają wracać? Wiemy, jak wygląda rynek pracy, jak żyje się w Polsce, jakie są możliwości dla młodych. Nie dziwię się, że emigrantów nie ciągnie do kraju.

Rząd ostatnio chwalił się, że bezrobocie spada, że jest lepiej.

Minister Kosiniak-Kamysz rzeczywiście mówił, że bezrobocie spada. I to zrozumiałe, jeśli część ludzi wypada w ogóle z obszaru bezrobocia, ponieważ nie rejestruje się, ale wyjeżdża, zasilając armię tych, którzy nie pracują dla naszego kraju, ale obcego.

Jak w kontekście szans dla Polaków, a także emigracji ocenia Pan ostatnią decyzję rządu ws. śmigłowców? Nie kupujemy w firmach, które mają w Polsce zakłady, ale u Francuzów, którzy być może zakłady będą w Polsce mieć…

To jest kolejne kuriozum. To jednak nie dotyczy tylko kwestii śmigłowców. Już od lat obserwujemy przetargi na zamówienia specjalne. Okazuje się, że np. w zakupach dla policji jest to samo. Policja w Polsce jeździ KIAmi, Hyundaiami i innymi egzotycznymi samochodami.

Polskiej marki nie ma.

Wiem, że nie mamy rodzimej marki samochodów, ale przecież mamy fabryki w Polsce. Mamy fiata, volkswagena, czy GM. Można sobie wyobrazić, by w Niemczech czy Austrii policja jeździła samochodami nie z rodzimej produkcji? W mojej ocenie to wykluczone. Takie działanie jest przeciwko polskiej racji stanu.

A sprawa śmigłowców również? Jak to oceniać?

Byłem w tej sprawie wraz z kolegami ze Świdnika, czy Mielca kilka razy na spotkaniu u premiera. W skład komisji przetargowej powołany został z kolei przedstawiciel „Solidarności”. Pełnił funkcję męża zaufania. Został jednak szybko wycofany, ponieważ okazało się, że nie miał żadnego wpływu na nic, a możliwości kontroli były również niskie. Jak widać sytuacja jest bardzo trudna i niezrozumiała. W mojej ocenie w tym przetargu powinny brać udział jedynie te firmy, które produkują swoje produkty w Polsce, czyli zakłady w Mielcu i Świdniku. Firma Airbus Helicopters nie powinien w ogóle brać udział w tej procedurze.

Dlaczego?

Przecież ta firma już raz nam obiecała, że będzie budować zakłady w Polsce. Takie obietnice słyszeliśmy, gdy firma wygrywała przetarg na śmigłowiec sanitarny. Wtedy też konsorcjum miało tworzyć miejsca pracy w Polsce. Jednak nic takiego nie miało miejsca. Dziś Airbus znów zapewnia, że będzie budował montownie, że będzie budować miejsca pracy. Skończy się jednak tak, że maszyny będą przewożone w paczkach, i tyle. Jakie to będą miejsca pracy… Co innego w Świdniku, czy Mielcu. Byłem tam, tam śmigłowce budowane są od podstaw, nawet śrubki są wytwarzane na miejscu. Skąd Airbus nagle weźmie fachowców do swoich fabryk? Dla nas to sytuacja bardzo dziwna. Związkowcy byli na spotkaniu u premiera. Są wątpliwości dotyczące odrzucenia oferty Świdnika i Mielca. Władze zakładów będą sprawdzać co dalej można z tym zrobić.

Czego Pan by oczekiwał w tej sprawie?

W mojej ocenie ten przetarg powinien zostać rozpisany od nowa. Do nowego przetargu powinny stawać jedynie firmy, które mają zakłady w naszym kraju. To jest nasza racja stanu. Tu przecież chodzi o miliardy złotych. Panowie generałowie i inni decydenci powinni pamiętać, że dysponują pieniędzmi z naszych podatków. To nie są ich środki. Wydatkowane sumy powinny więc zasilać polską gospodarkę, powinny budować miejsca pracy w kraju.

Rozmawiał Stanisław Żaryn


Zachęcamy do kupna aktualnego numeru tygodnika „wSieci”! Teraz z nowym stałym dodatkiem ekonomicznym „wGospodarce”.

Tygodnik dostępny również w wersji elektronicznej!

Szczegóły na: http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...