Zlikwidowanie lokali wyborczych za granicą, gdzie Polacy zazwyczaj głosują na prawicę, to pośrednie wpływanie na wynik wyborów – powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl dziennikarz i publicysta Wojciech Reszczyński.

wPolityce.pl: Klub PO złożył w Sejmie wniosek o odrzucenie w pierwszym czytaniu obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej „Uczciwe wybory”, która zmierza do nowelizacji Kodeksu wyborczego. Jest pan zaskoczony?

Wojciech Reszczyński: Nic innego nie spodziewałem się po Platformie Obywatelskiej, która wszystkie inicjatywy obywatelskie na etapie pierwszego czytania wyrzuca do kosza. Podobnie jest z projektami proponowanymi przez Prawo i Sprawiedliwość. Taka sytuacja ma miejsce dobrych kilka lat. Wniosek jest taki, że w naszym państwie, w tym ustroju politycznym, obecnej władzy nie jest potrzebna opozycja. Bo skoro rządzący każdy pomysł, każdą inicjatywę, każdą ustawę opozycji odrzucają tylko ze względów politycznych to jak to inaczej nazwać? A dodatkowo mając za sobą media to społeczeństwo nawet nie ma zielonego pojęcia jak wiele ważnych ustaw, dobrych rozwiązań przez Platformę Obywatelską zostało wyrzuconych.

Pod projektem podpisało się 130 tys. obywateli, którzy chcieli pewności, że wybory będą przeprowadzone rzetelnie…

Nie ma wątpliwości, że u podstaw tej inicjatywy leżało właśnie zapewnienie rzetelnych i uczciwych wyborów. Niestety w moim przekonaniu wszystkie wybory w Polsce począwszy od 1946 roku i słynnego referendum „3 x TAK” były fałszowane! No może z wyjątkiem wyborów w 2005 roku, kiedy to PO, PSL i SLD byli absolutnie przekonani, że Lech Kaczyński ma tak słabe sondaże, że żadne fałszowanie nie jest to konieczne. Zabrakło im tutaj czujności, ale już w dyskusji po tych wyborach można było usłyszeć, że ta sytuacja się już nigdy nie powtórzy. I na własne oczy zobaczyliśmy to w zeszłorocznych wyborach samorządowych, w których ilość głosów nieważnych była porażająca.

Dlatego też, powstał Ruch Kontroli Wyborów, który informuje o licznych nieprawidłowościach podczas głosowań.

Właśnie dzisiaj podał on do publicznej wiadomości kolejne niepokojące „praktyki” w przygotowaniach do wyborów. W gminie Jaktorów losowania członków komisji wyborczych nie zostały podane do publicznej wiadomości. W innym miejscu, zaś znaczone były koperty z nazwiskami członków komisji i w efekcie w jej składzie są tylko zwolennicy opcji rządzącej. To oznacza, że do fałszerstw dochodzi już na etapie sporządzania list komisji wyborczej. Mam nadzieje, że finał tych dwóch spraw będzie miał miejsce w prokuraturze.

W takim wypadku propozycja zawarta w projekcie „Uczciwe Wybory” dotycząca możliwość transmitowania pracy komisji wyborczej podczas głosowania i tak nie zapewniła by uczciwości wyborów?

Obawiam się, że takie rozwiązania są konieczne mimo wszystko do uwiarygodnienia procesu wyborczego. Tak samo koniecznością jest przezroczysta urna wyborcza, w której będzie jasno widać ile kart znajduje się w środku. Bardzo ważne jest także informowanie przez media społeczeństwa o tym jak będzie przebiegać głosowanie. Niestety rządowi nie na rękę jest uświadamianie społeczeństwa.

W takich aglomeracjach jak Detroit, Boston, Dortmund czy Limerick, gdzie bardzo liczną grupą są Polacy zostały zlikwidowane komisje wyborcze. Czy to może wpłynąć wynik wyborów prezydenckich?

To działanie polityczne. Jeśli Polakom mieszkającym za granicą, którzy mają prawa wyborcze, odbiera się to prawo, bo zazwyczaj głosują oni na prawicę, to absolutnie niedopuszczalne. To pośrednie wpływanie na wynik. Zmniejszenie ilości lokali wyborczych za granicą ma na celu zmniejszenie frekwencji wśród osób, które  nie głosują na rządzących establishment. To próba utrzymania za wszelką cenę władzy przez Bronisława Komorowskiego. Takie działania muszą być zaskarżone do Państwowej Komisji Wyborczej.

Rozmawiała Marta Milczarska