Jeszcze kilka tygodni temu, kiedy dla tygodnika „w Sieci” pisałem tekst porównujący wizerunki medialne Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy, można było się pokusić o stwierdzenie, że zarówno pozytywny obraz pierwszego, jak i negatywny drugiego tkane są na razie w białych rękawiczkach. Cóż – kampania wchodziła wtedy w fazę ogólnotematycznego nudziarstwa, naród nie żył jeszcze wyborami, a większość Polaków uwierzyła mainstreamowi na słowo (ha ha ha…), że Komorowski wygra w pierwszej turze i w cuglach. Dziś wiemy, że tak nie będzie.

Mało tego – wypadki w drugiej turze wciąż pozostają zagadką, a sytuacja, w której wspólne poparcie Kukiza i Korwina-Mikke (o ile obdarzą nim któregoś z dwóch finalistów) może zaważyć o wszystkim, przyprawia władzę o palpitację serca.

Wszystko to sprawia, że znowu, jak przed każdymi wyborami, spadają maski z twarzy ludzi bez twarzy, bielizna zsuwa im się mimowolnie i to, co mają społeczeństwu do zaprezentowania ponownie widać gołym okiem. Armaty opluwająco-wymiotujące rozpoczęły ostrzał, a cel jest jeden i niezmienny – każdy, kto zagraża obecnemu establishmentowi i pajęczynie jego wzajemnych powiązań. W przypadku wyborów prezydenckich musi być nim Andrzej Duda. Jeszcze niedawno Władysław (według Andrzeja Chyry) Komorowski pytał, o którego Dudę chodzi, dziś nikt z jego sztabu nie ma już wątpliwości: chodzi o tego Dudę, który może Komorowskiemu zgasić światło w żyrandolu.

Jakże gorąco musi być zatem na kolegiach redakcyjnych zaludnianych przez jednostki i indywidua oddane obecnej władzy całym sercem i nie tylko. Jak ruchome muszą być piaski społecznego poparcia, skoro jeden z ciekawszych programów TVN24 – „Czarno na białym” ucieka się do realizacji zadań już nie „cyngielskich”, ale wprost pałkarskich. Wczorajsze wydanie, którego część poświęcona była sztabowi Andrzeja Dudy (oczywiście - nieporozumienia, niesnaski, syf, malaria i żenada), ilustrowało zdjęcie prezydenckiego kandydata PiS w geście wyciągniętej jak do „hajlowania” ręki. Warto przypomnieć, że raz już skompromitował własne nazwisko w tej sprawie niejaki Wiesław Władyka z „Polityki”, który emocjonalne pozdrowienie tłumu przybyłego na konwencję wyborczą Dudy próbował przedstawić jako gest niemal nazistowski. W „Czarno na białym: nie było już żadnego „niemal”, tylko od razu - guten morgen, butem w mordę.

W tym czasie największy polski portal Onet.pl publikował już obszerny artykuł o kulisach życia Andrzeja Dudy. Zgadli Państwo – ten człowiek NIE NADAJE SIĘ na prezydenta RP, takie mamy z tekstu wyciągnąć wnioski. Największymi autorytetami w kwestii opisu charakteru Dudy są tu bowiem… działacze PO. Poważnie. Trzy cytaty:

Pierwszy:

Andrzej Duda nie pracuje czynnie na uniwersytecie (Jagiellońskim – przyp. KF). Tylko formalnie jest pracownikiem uczelni, przebywającym obecnie na urlopie bezpłatnym - informuje prof. Jan Zimmermann. - To utrudnia nam pracę, ponieważ Duda blokuje etat. Nie mogę nikogo zatrudnić na stałe, a dziekan zgodził się, abym przyjmował asystentów jedynie na zastępstwo, na umowę-zlecenie - zaznacza profesor. To trwa już 10 lat.

Drugi:

Andrzej Duda był pracowitym, uśmiechniętym człowiekiem. Robił u nas praktyki, dorabiając sobie na początku pracy zawodowej – wspomina prosząca o zachowanie anonimowości notariusz. Jednak dobre wrażenie skutecznie zniszczył, odwiedzając nieco później kancelarię jako wiceminister rządu PiS. – Przyjeżdżał, żeby tu agitować. Snuł wizje sieci oplatającej polskie prawo, straszył tajemniczym układem sił, w którym rzekomo mieliśmy tkwić. Stał się innym człowiekiem, sterowanym przez bardziej decyzyjne osoby – opisuje rozmówczyni.

Trzeci:

Niewielu byłych działaczy UW pamięta Dudę z tego okresu. - Był harcerzykiem, niewiele znaczącym działaczem - wspominają krakowscy koledzy, którzy przeszli przez Unię Demokratyczną i trafili do PO.

I tak dalej. Jeśli pojawia się cień zalety, to tylko po to, by autor mógł „zresetować” litanię kalumnii. Jeśli pada zdanie, że był znakomicie zapowiadającym się naukowcem, to wyłącznie po to, by zasugerować, że – niestety – szansy tej nie wykorzystał. Co gorsza – poszedł „w politykę”. Co gorsza – jest w PiS. Co gorsza – zagraża Komorowskiemu. Jakież zatem może mieć zalety?

Zastanawiam się, czy śmieszniejsze jest to, jak nisko ceni swoich odbiorców Onet, czy może to, w jak dużym procencie to może być ocena słuszna. Prymitywna jak młócka nagonka na Andrzeja Dudę dopiero się rozkręca. Nie tylko zresztą na niego. Korwin-Mikke musiał się tłumaczyć przed Moniką Olejnik (kwintesencja rodzinności), z faktu zostawienia żony. Kukiz także obrywa coraz częściej. Maszyna opluwająco-wymiotująca pracuje pełną parą. Ot, taka nowa, świecka tradycja – władza, jej medialni służący i harem wycieruchów obojga płci wrzeszczy, wyzywa od faszystów, skrzeczy, jęczy, charczy, wyje i piszczy przed każdymi wyborami. Psy szczekają, karawana jedzie dalej.

Jedno, co w tej strasznej „zabawie” naprawdę poraża, to procent ludzi, którzy wciąż dają się jeszcze na to nabierać. Wyplenić komunę, strach, który niosła i zalane czerwonym betonem szare komórki dziadków, ojców, a dziś ich synów i wnuków – to dla Polski zadanie na dekady. Co nie znaczy, że karawana ma stanąć. Da Bóg, przyjdzie dzień, kiedy ostatni wściekły kundel trafi tam, gdzie powinien. Czyli do weterynarza.


Książka, którą warto przeczytać!

Państwo jednej partii” autorstwa Zbigniewa Żmigrodzkiego. Pozycja dostępna wSklepiku.pl.