Nie wpuścić „Wilków” – to zadanie dla państwa. Chodzi o obraz Polski i na Wschodzie, i na Zachodzie

Fot. news.motorbiker.org
Fot. news.motorbiker.org

W ramach czczenia okrągłej rocznicy zwycięstwa nad IIIRzeszą, przez Polskę – w drodze do Berlina – mają zamiar przejechać „Nocne Wilki”, czyli członkowie nacjonalistycznej organizacji motocyklistów, powiązanych bezpośrednio z Putinem.

Twórca i szef tej grupy (określanej mianem gangu), Aleksander Załdostanow (pseudo: „Chirurg”), spotykał się zresztą z Władymirem Władymirowiczem niejednokrotnie; Putin odwiedzał „Wilki” na ich zgrupowaniach, nota bene prowadząc ogromny, trzykołowy motor (najwyraźniej nie miał czasu, by nauczyć się jeździć na klasycznym, dwukołowym…).

„Wilki” uczestniczą we wszystkich proputinowskich demonstracjach i zapowiadają, że stłumią „rosyjską kolorową rewolucję”, jeśli komukolwiek uda się ją kiedyś wywołać. Uczestniczyli też – jako wsparcie – w zajmowaniu Krymu przez rosyjską armię. A „Chirurg” w swoich wypowiedziach kreśli wizje biednej Rosji, będącej ostatnią na świecie redutą Dobra, i dlatego otoczoną i atakowaną przez skoncentrowane siły Ciemności.

Wszystko to razem skłania do uznania, że przejazd „Wilków” przez Polskę można rozpatrywać w kategoriach prowokacji. Przecież na Ukrainie trwa wojna. Wojna, toczona również w przestrzeni symbolicznej. Wojna, prowadzona przez Moskwę nie tylko z Kijowem, ale ze wszystkimi wpierającymi Ukrainę siłami Zachodu.

W tej sytuacji manifestacja rosyjskiego nacjonalizmu na terenie Polski musi być odebrana jako jeden z aktów tej wojny (między innymi to, nawiasem mówiąc, różni obecną sytuację od tej z 2012 roku, kiedy to rutynowy przemarsz rosyjskich kibiców przez Warszawę spowodował po polskiej stronie reakcje nieadekwatne i histeryczne). A ich niezakłócony (nawet spokojny) przejazd przez terytorium Polski zostanie odebrany przez część Rosjan jako zwycięstwo w tej wojnie; jako realizację symbolicznej dominacji.

Dlatego „Wilki” nie mają prawa przejechać przez nasz kraj. Polskie władze powinny do tego nie dopuścić. Oczywiście oznacza to też straty. Bo jakaś inna z kolei część Rosjan, mniej lub w ogóle nie nacjonalistycznie nastawiona, ale ukształtowana przez mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej uzna to za niesprowokowaną antyrosyjską prowokację, i nastroje antypolskie w ich kraju się zwiększą. A władze rosyjskie zastosują oczywiście retorsje, i zapewne – jak przewiduje były dyplomata Witold Jurasz – uniemożliwią naszym motocyklistom organizację tradycyjnych Rajdów Katyńskich.

Trudno. Wszystko to przykre, ale lepsze od symbolicznego zwycięstwa rosyjskich nacjonalistów. Zwłaszcza że przecież rzecz będzie głośna, i nie da się tego w powszechnym odbiorze zinterpretować inaczej, niż jako takie zwycięstwo właśnie. Dlatego polskie państwo musi – pod byle jakim pretekstem – nie wpuścić „Wilków” na nasz teren. To jest możliwe, są precedensy, jak niewpuszczenie do Polski rowerowego rajdu ku czci Bandery w 2012 roku:

Rajd śladami Bandery. MSW zakazało uczestnikom wjazdu

Tym bardziej, że alternatywą może być nie spokojny, choć tryumfalny przejazd ludzi „Chirurga” przez Polskę, tylko wielka i może nawet krwawa zadyma między nimi a polskimi motocyklistami, którzy już – jak dobiegają wieści – szykują się do takiej konfrontacji.

Dodajmy, że trudno im się dziwić. Dodajmy jednak zarazem, że ze wszystkich możliwych względów (w tym PR-owskich – chodzi o obraz Polski i na Wschodzie, i na Zachodzie) znacznie lepiej będzie, jeśli wyręczy ich polskie państwo.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...