Jednak odczytano treść nośnika utopionego w Wiśle. Polaków czeka ogromny wstrząs. Zbliża się polityczne tsunami

Wiadomość o niemożliwości odczytania treści nośnika utopionego w Wiśle przez zatroskanych o swój los kelnerów okazała się nieprawdziwa. Czego nie mogli dokonać specjaliści wynajęci przez ABW, udało się trzem policjantom, zajmującym się na co dzień identyfikacją samochodów, na podstawie dźwięku ich silników. Często bowiem zapis obrazu zawodzi, ale piraci drogowi nie mogą się czuć bezpiecznie, ponieważ zostaną rozpoznani na podstawie analizy głosu motoru. I właśnie owi policjanci, na razie wciąż anonimowi, podjęli się rozwiązania umoczonej Wiśle zagadki i w znacznym stopniu rzecz im się udała.

Ich dokonanie może mieć wielką wagę dla dalszych losów państwa, albowiem odtworzono, prawie w całości kolejne rozmowy w znanej restauracji, w tym tak ważnych osób, jak Radosław Sikorski i Bartłomiej Sienkiewicz. Wprawdzie obaj już występowali w tym upiornym teatrzyku cenionego restauratora, ale były to duety z innymi jeszcze politykami. Poznane wczoraj treści pochodzą ze spotkania byłego ministra spraw wewnętrznych z byłym ministrem spraw zagranicznych. Na razie podajemy tylko nieliczne fragmenty odcyfrowanej rozmowy, zachowując resztę do wykorzystania w najbliższym czasie. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z trwającą kampanią prezydencką i zbliżającą się parlamentarną. Kto myśli inaczej, nie jest przy zdrowych zmysłach, albo uległ peowskiemu zaślepieniu i zwyczajnie bełkocze.

Przy znanym już stoliku w znanej restauracji zasiedli więc Sikorski z Sienkiewiczem i jeszcze przed podaniem przekąsek wymienili ważne uwagi.

Rad. Sik. – Czemu ten kelner tak strasznie się ślimaczy? Przecież mamy tylko trzy godziny, o siódmej muszę już być w niemieckiej ambasadzie. Chcę im pokazać nasze stanowisko, które szykuję dla Londynu.

Bar. Sien. – W jakiej sprawie?

Rad. Sik. – Sam jeszcze nie wiem. Donek kazał, bym przy każdej okazji zawiadamiał Berlin o planowanych rozmowach z ludźmi Camerona. Niemcy się wściekają, gdy powiem coś bez konsultacji z nimi.

Bar. Sien. – Wiem, mam podobnie. Czy masz pojęcie, co by się działo, gdybym tak na własną rękę gadał z Belką?

Rad. Sik. – O Rostowskim?

Bar. Sien. – Nie tylko. O tym, jak rozp…ić tych od Jarka. Wymyśliłem, że można im tak przyp…ić, że się nie podniosą. I to częściowo za ich pieniądze.

Rad. Sik. – I Twój plan się spodobał?

Bar. Sien. – Jaki tam mój plan. Jak Donka zapoznałem z tym wszystkim, to mało mu oczy z orbit nie wyskoczyły. I w chwilę później kazał sobie pogratulować pomysłu.

Rad. Sik. – I zgodziłeś się na taką grabież?

Bar. Sien. – A Ty, jak zaproponowałeś Araba do Madrytu? Też pękłeś. Donek wszystkim opowiadał, że to jego strzał w dziesiątkę. Bał się, że gdy Arab nie wyjedzie może wszystko spartolić. Wołodia proponował radykalniejsze rozwiązanie, ale tym razem Donek stchórzył. Już po śmierci chorążego Musia popadał w stany depresyjne. Tyle tych samobójstw! Nawet ruski ambasador się dziwił…

Rad. Sik. – Tym się nie przejmuj. Oni zawsze dziwią się programowo, ważne, że ich zdziwienia teraz stale pasują do naszych. Ktoś to, myślisz, koordynuje?

Bar. Sien. – Nie udawaj durnia, gdyby było inaczej, już dawno bylibyśmy tam, gdzie chciałby Jarek. Ale jego niedoczekanie! No, nareszcie ten jesiotr. A gdzie wino, do diabła? Może być Chateau Gruaud Larose. Najlepiej rok 2000.

To tylko fragment pierwszej rozmowy. Trzej zdolni policjanci pracują . I wiemy, że owocnie. Ich personaliów nie podamy. Chcą pracować i być nadal.

Od redakcji: Tekst ma formę ironicznego komentarza. Słowa w nim zawarte są fikcją publicystyczną.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...