Otoczenie prezydenta Bronisława Komorowskiego przekonuje i próbuje tłumaczyć, że nie miał on świadomości, z kim spotyka się w czasie promocji filmu o Bitwie Warszawskiej. Rzecznik prezydenta oraz prof. Tomasz Nałęcz tłumaczą, że Bronisław Komorowski pozował do zdjęcia proszono o to, ale nie miał pojęcia kim jest Piotr P. oraz Mariusz G., członkowie władz SKOK Wołomin.

Ta próba wygląda jednak mało poważnie w świetle faktu, że Piotr P. związany był przez lata z Fundacją Pro Civili, która działała również za czasów, gdy szefem MON był Bronisław Komorowski. To właśnie on, jako minister powinien nadzorować Wojskową Akademię Techniczną, a także zlecić monitorowanie Fundacji Pro Civili, która doprowadziła do wyłudzenia z WAT setek milionów złotych.

W tym czasie, gdy wokół WAT prowadzono nielegalne działania w kierownictwie MON zasiadał Bronisław Komorowski, zaś w kierownictwie Fundacji Pro Civili zasiadał P. Czy możliwe, że prezydent Komorowski rzeczywiście nie wiedział, kim jest P.? Byłby to dowód braku profesjonalizmu z jego strony.

Trudno jednak liczyć, że prezydent Komorowski wyjaśni w tej sprawie cokolwiek. Pytania o sprawę Pro Civili i WSI od dawna wyprowadzają go z równowagi. Świadczy o tym historia pewnego wywiadu, jaki z Bronisławem Komorowskim, wtedy marszałkiem Sejmu, próbował przeprowadzić Wojciech Sumliński.

Po latach dziennikarz tak wspomina krótkie spotkanie z obecnym prezydentem:

W roku 2006, pracowałem w TVP. Byłem głównym autorem programu śledczego „30 minut”, współpracownikiem programu „Misja Specjalna”. Dla pierwszego z tych programów, postanowiłem nakręcić materiał dotyczący WSI bo miałem bardzo dużo materiałów, pokazujących że jest to organizacja przestępcza a nie żadna służba kontrwywiadowcza.

Ponieważ Bronisław Komorowski bronił tamtych służb, w tamtym czasie bardzo mocno zapytałem go czy zgodziłby się jako marszałek sejmu opowiedzieć o tychże służbach, ale tak naprawdę moją intencją było aby zapytać co łączy go z pewną tajemniczą fundacją, bo wpadłem na pewien trop – bardzo szokujący, pokazujący dziwne związki drugiej osoby w państwie z organizacją przestępczą.

Bronisław Komorowski się zgodził, zaprosił mnie i ekipę telewizyjną do Sejmu. Przyjął nas bardzo otwarcie, poczęstował kawą, z uśmiechem odpowiedział na pierwsze pytanie o ocenę działalności WSI, opowiedział o tym jakie to wspaniałe służby i ile dobrego zrobiły dla Polski.

Ja zadałem następne pytanie Bronisławowi Komorowskiemu: Panie Marszałku czy zna pan fundację Pro Civili? I w tym momencie, nastąpiła scena której nie zapomnę do końca życia. Bardzo sympatyczny, uśmiechnięty gospodarz nagle poczerwieniał i mówi: nie na taką rozmowę się umawialiśmy. Odpowiedziałem: na taką rozmowę Panie Marszałku, ponieważ mieliśmy rozmawiać o WSI, a fundację Pro Civili założyły WSI. Następne pytanie marszałka było: czy pan wie, co pan robi? Ja potraktowałem to jako zawoalowaną a może wcale nie zawoalowaną groźbę. Odpowiedziałem: wiem panie marszałku, opinia publiczna ma prawo wiedzieć. Spojrzał na zegarek, i mówi: ma pan minutę na opuszczenie mojego gabinetu. Kamera cały czas to kręciła. Wyszedł zupełnie z siebie, nie panował nad sobą. Ja się nie ruszałem i zadałem następne pytanie, ono dotyczyło jakiegoś konkretu ws. WSI. Marszałek spojrzał na zegarek po raz drugi, i mówi: pół minuty. Minęło kolejne pół minuty, wstał i wyszedł.

WIĘCEJ W ROZMOWIE Z WOJCIECHEM SUMLIŃSKIM

Zachowanie Bronisława Komorowskiego już w 2006 roku sugeruje, że miał on świadomość wagi działalności Fundacji Pro Civili, a także czuł, że ten temat mu zagraża.

Czy możliwe jest, by prezydent nie miał świadomości, kto kieruje fundacją, o której działalność nie można go nawet zapytać?