W ostatnich dekadach nauka coraz bliżej przygląda się specyfice umysłów psychopatów i roli, jaką pełnią oni w rozmaitych instytucjach. W świetle ustaleń nauki zło, a przynajmniej niektóre jego przejawy, nie jest tak nieprzeniknione jak dawniej. Zło ma swoje podłoże neuronalne.
Zasada życzliwości
Ludzka krzywda niekiedy się wydarza bez udziału ludzkiej złej woli. Pacjenci w szpitalach niepotrzebnie umierają w wyniku niekompetencji i błędnej organizacji pracy. Sędziowie wsadzają za kratki niewinne osoby w wyniku automatycznych, rutynowych reakcji. Poważne starcia rodzą się nie z konfliktu interesów, lecz z nieporozumień.
Gdy coś takiego przydarza się nam lub naszym bliskim, dobrze jest stosować zasadę życzliwości. Radzi ona, by przypisywać komuś złą wolę tylko wtedy, gdy wcześniejsze uporczywe próby znalezienia innych wyjaśnień kończą się niepowodzeniem. Bez stosowania w naszym własnym myśleniu zasady życzliwości życie staje się nieznośne. I my możemy stać się nieznośni dla innych.
Niebezpieczny podgatunek
Jednak badania naukowe ostatnich lat pokazują, iż ze stosowaniem tej zasady nie należy przesadzać. Że istnieje taki „podgatunek” ludzi, zwanych psychopatami (według różnych szacunków jest ich w populacji ok. 1-2%), którzy często i systematycznie działają ze złych pobudek, z zamiarem skrzywdzenia. Czynią tak m.in. z tego powodu, iż ich umysły nie odczuwają cierpień, jakie zadają innym ludziom. Mają deficyt empatii. Jednocześnie najbardziej inteligentni z owych psychopatów, choć z drugimi sami nie współcierpią, potrafią bardzo przenikliwie odczytywać emocje innych osób i dzięki temu skutecznie nimi manipulować.
Psychopaci wyższego kalibru hodują tych kalibru niższego. By użyć języka z podsłuchanych rozmów elity TuskoKraju: „tłuste misie” zarządzają małymi, ale ambitnymi misiami, by osiągać swoje nierzadko niegodziwe cele. Badania, które wspomniałem, sugerują też iż w niektórych wielkich korporacjach, w instytucjach „przemocowych” takich jak wojsko, policja, tajne służby, oddziały specjalne, firmy ochroniarskie, występuje świadome hodowanie grup osób o psychopatycznych cechach, osób, które wykonają nawet najbardziej odrażające moralnie i estetycznie zlecenia. Przecież zawodowi zabójcy to nie jest filmowy mit.
Przypomniała mi się jedna z rozmów, które po upadku rządu Jana Olszewskiego w 1992 roku odbyłem z tymi byłymi funkcjonariuszami lub żołnierzami tajnych służb PRL, którzy chcieli dzielić się ze mną swoją wiedzą. Spytałem funkcjonariusza przeniesionego już do policji o tych, chyba nie tak licznych, jego kolegów, którzy bili i zastraszali przesłuchiwanych opozycjonistów. Odparł: każdy szef pionu śledczego lub operacyjnego musi mieć swoje wściekłe psy. Takich podwładnych, którym nawet nie trzeba wydawać poleceń, by komuś dali w mordę. Biją, bo to pasuje do ich charakteru. Trzeba tylko umieć tymi osobami kierować. Przydzielać im takie sprawy, gdzie fizyczna przemoc lub jej aura może przynieść efekty. Wystarczy takiego funkcjonariusza osobę wyznaczyć do przesłuchania osoby, którą chcemy „przycisnąć”. Ale takiego psychola (tak się mój rozmówca wyraził) trzeba umieć trzymać na uwięzi, pod kontrolą.
„Jak nie wyląduję, to mnie zabiją”
Gdy, w którymś momencie dowiedziałem się, iż te rozpropagowane w Faktach TVN słowa zostały pilotowi TU-154 przypisane zupełnie bezpodstawnie, zastosowałem zasadę życzliwości. Pomyślałem, iż doświadczeni dziennikarze zostali przez kogoś (rosyjskich agentów?) wprowadzeni w błąd. Że może błędem dziennikarzy było zawierzenie jakiemuś sprytnemu manipulatorowi.
Ale gdy w tygodniku „Wprost” przeczytałem, w jakim trybie i klimacie przez lata pracowała redakcja wspomnianej telewizji, to pomyślałem, że – w najlepszym razie - mamy do czynienia z manipulowaniem manipulatorami.
Nie trzeba wielkiej psychologicznej przenikliwości, by widzieć, że człowiek zagubiony w swych słabościach, podatny na pokusy, w tym ulegający pokusie manipulowania innymi, sam jest bardziej podatny na manipulacje. I że przed taką podatnością nie chroni go nawet najbardziej wielki talent medialny. Po prostu tłuste misie mają większe zasoby. A zasadą życzliwości wobec takich misiów należy się posługiwać oszczędnie.
Tekst ukazał się w nr 10, 9-15 marca tygodnika „wSieci”
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/237955-hodowanie-zla-by-uzyc-jezyka-z-podsluchanych-rozmow-elity-tuskokraju-tluste-misie-zarzadzaja-malymi
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.