Słodka niewinność cyngla w kampanii wyborczej, która rządzi się jego wilczymi prawami

fot.Fratria
fot.Fratria

Wojciech Czuchnowski zastrzega sobie niewinność na Twitterze:

Nie jest moją winą, że kelnerzy w zeznaniach mówią to co mówią. Odpowiednio się od tego dystansujemy.

Ale już w tytule artykułu żadnego dystansu nie trzyma i bez ogródek wywala na czołówce szpalty w trybie oznajmującym:

Nielegalne nagrania ważnych osób w państwie miały obalić rząd, a sprawcy mieli dostać „nagrodę od PiS”, gdy dojdzie on do władzy.

Można by powiedzieć, jacy czytelnicy, taki dystans - w tytule niedwuznaczne oskarżenie PiS, w środku tekstu ostrożne wyłgiwanie się z treści tytułu:

Informacje o jego(Falenty - przyp. mój) dobrych kontaktach z PiS są wątpliwe.

Nie można się oprzeć wrażeniu, iż redaktor słusznie liczy, że jego wierni fani zadowalają się tytułem, sam tekst jest dla nich za trudny.

Z kolei Piotr Stasiński piszący dla garstki tych, którym chce się zajrzeć do środka artykułu, generalnie czuje niesmak po lekturze zeznań kelnerów z afery taśmowej, czemu daje wyraz na końcu tekstu.Jednak nie przeszkadza mu to w głębokim namyśle nad pisowskim wątkiem kelnerów:

Czy można w wersję kelnerów wierzyć? Ostrożnie - oni bronią swojej skóry. Czy Falenta naprawdę myślał, że zdoła obalić rząd? I czy rzeczywiście działał na rzecz PiS-u? Możliwe, ale prawdopodobne jest również, że to motyw dopisany po fakcie - bo rząd jednak nie upadł.

Jak  z tego wynika, redaktor Stasiński zadbał, żeby czytelnicy nie odrzucili zbyt pochopnie wersji kelnerów, że PiS obiecał im konfitury. A z drugiej strony postarał się, żeby czytelnicy nie mieli pewności, czy on czuje niesmak z powodu nikczemności kelnerskiego procederu, czy rzekomego pisowskiego spisku. Taki dystans pozwala snuć insynuacje i jednocześnie robić za niewinność.

Najzabawniejsze w tych insynuacjach jest to, że gazeta jednocześnie przypomina, iż

biznesmen był informatorem delegatury Biura we Wrocławiu i przekazywał prowadzącym go oficerom sprawozdania ze spotkań polityków z ludźmi biznesu.

W takim przypadku bierze w łeb cała misterna kalkulacja na potrzeby kampanii wyborczej, że PiS stał za taśmami. Wtedy bowiem za stronnika PiS należy uznać szefa CBA, który właśnie oskarżył Pawła Adamowicza, pomorską ikonę partii rządzącej o ukrywanie majątku, w domyśle – zdobytego nielegalnie. I być może o to właśnie chodzi sprytnym czerskim redaktorom. To domniemanie jest równie uprawnione, jak dywagacje o PiS stojącym za kelnerami, a zważywszy na wybory, bardziej prawdopodobne.

W całej tej medialnej ściemie na użytek kampanii wyborczej, tylko gdzieś w tle majaczą jedyne twarde fakty z taśm, które nie pozostawiają wątpliwości. Pierwszy jest taki, że kilku kelnerów wodziło za nos państwo wraz ze służbami specjalnymi - to samo państwo, którego prezydent Komorowski nie może się nachwalić, że tak dobrze zdaje wszystkie egzaminy. I drugi twardy fakt – na najwyższych stanowiskach tego państwa służbę pełnią beztroscy, rozpaplani kabotyni, którym nieskończenie imponuje posiadanie karty służbowej, o limuzynie i kierowcy już nie wspominając.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych