Półnagie modelki na seksistowskich billboardach nie są dla mediów tematem do debaty o uprzedmiotowieniu i dyskryminacji kobiet w reklamie. Pewnie dlatego, że „osoby głęboko znerwicowane, nieraz zapite i zaćpane” – jak określiła dziennikarzy mainstreamu naczelna „RdC” - nie są w stanie ich nawet dostrzec. Dostrzegają jednak inny plakat, który nie wiedzieć czemu mocno ich uwiera. Wielkopostna akcja archidiecezji lubelskiej spotkała się błyskawicznym atakiem mainstreamu, który zabrał się za udzielanie lekcji ewangelizacji.

TVN-owi nie wystarcza już poszturchiwanie Kościoła w kwestiach społeczno-politycznych. Akcja „Konkubinat to grzech” tak rozsierdziła mainstream, że debata przeniosła się na poziom teologii. Od tej pory ateiści z TVN-u będą wyznaczać definicje grzechu. Szóste przykazanie stanowczo odpada. Przyłączają się do nich zastępy dyżurnych „katolików”, gotowych na zawołanie skrytykować działania Kościoła. Przekaz ma być czysto pozytywny, broń Boże zakazowy. Strach pomyśleć co by zrobili z Mojżeszem, gdyby im przyniósł kamienne tablice.

Tefałenowska debata o tym, czy konkubinat jest grzechem, sięgnęła granice kuriozum. Antyklerykalna fundacja „Wolność od religii” zamartwia się na przykład, że lubelska akcja odciągnie ludzi od Kościoła. Ta sama fundacja rozklejała niedawno billboardy o treści „Nie zabijam! Nie kradnę! Nie wierzę!” i naciskała na kuratorium, by jedna ze szkół wycofała ze ślubowania „wierność Bogu i Ojczyźnie”.

W podobne tony uderza zadeklarowany ateista i antyklerykał – prof. Jan Hartman, twierdząc że mówienie o grzeszności odsunie ludzi od wiary.

Para, która zobaczy taki billboard poczuje się molestowana, napiętnowana i z pewnością w mniejszym stopniu będzie skłonna chodzić do kościoła zobaczywszy coś takiego. Z punktu widzenia sztuki PR-u, marketingu ideologicznego, to to jest przeciwskuteczne

— pouczał Hartmann, zdradzając w jakim kręgu się porusza. Biorąc pod uwagę jego antyklerykalne, chybione happeningi, trudno mu przypisać sprawność w owym „ideologicznym marketingu”.

W materiale nie mogło zabraknąć „zwykłych ludzi”, którzy potępiliby niestosowne działania Kościoła.

Wytykanie ludziom, że są w konkubinacie jest bardzo ale to bardzo niesmaczne, zwłaszcza że to jest Kościół, który powinien dawać przykład

— stwierdził mieszkaniec Lublina wytypowany przez TVN na reprezentanta całej społeczności.

Nie skończyło się na jednym materiale. Temat wałkowany jest już kolejny dzień. Zdumiewające, że można prowadzić debatę, o czymś co – z punktu widzenia ateistów - nie istnieje. Bo przecież grzech to pojęcie czysto teologiczne, związane ściśle z kategorią wiary. Ludzi niewierzących nie powinno w żaden sposób obchodzić. A jednak obchodzi. I nie chodzi tu wcale o naiwnie pojętą troskę o wierzących, którzy mogliby się poczuć dotknięci przypomnieniem im Dekalogu. Chodzi o trwałe wyeliminowanie kwestii wiary z przestrzeni publicznej. Mówienie o religii może być obecne tylko w takim wymiarze, na jaki pozwoli mainstream. Skoro mówienie o grzechu jest według Hartmanna „molestowaniem” i „dyskryminacją” możemy sobie wyobrazić jak zostanie zaatakowany Kościół, gdy Polska ratyfikuje Konwencję przemocową, przyjęta przychylnie przez większość sejmową i senacką pod wpływem szantażu Ewy Kopacz. Naprawdę chcemy takiej Polski? Bronisław Komorowski może nam ją urządzić jednym podpisem pod ratyfikacją, jeśli nie podejmiemy błyskawicznych działań.

CZYTAJ TAKŻE:

Rząd przemocą wprowadza Konwencję antyprzemocową. Strach pomyśleć co będzie po ratyfikacji

Koniec z udawaniem katolicyzmu. Czas na decyzje. Czy Komorowski potrafi stanąć po stronie prawdy?


Polecamy wSklepiku.pl książkę naszej publicystki Marzeny Nykiel „Pułapka Gender. Karły kontra orły, czyli wojna cywilizacji”.