Bezradność profesorów. Przepaść między podejściem uczonych i decydentów politycznych

fot. wikimedia commons, autor: Minimus
fot. wikimedia commons, autor: Minimus

Jest rok 2009. W Kancelarii Prezydenta RP działa Zespół ds. Bezpieczeństwa Energetycznego. Zajmując się od lat kwestiami bezpieczeństwa państwa, wcześniej koncentrowałem się na sprawach tajnych służb, teraz pilnie dokształcam się w kwestiach energetyki.

Spotykam się z przedstawicielami firm tego sektora i ekspertami. Jak to badacz uniwersytecki czytam opracowania naukowe i spotykam się z kolegami, którzy na temat bezpieczeństwa energetycznego publikowali. Na kolejne spotkanie Zespołu przynoszę jedno z takich opracowań. Pokazuję je Piotrowi Woźniakowi, b. ministrowi gospodarki w rządzie Prawa i Sprawiedliwości. Przegląda materiał i wyśmiewa jego tezy (i mnie przy okazji) bezlitośnie. W kilku zdaniach celnie ukazuje, jak bardzo tekst badacza jest jałowy z punktu widzenia polityka oraz z punktu widzenia zadań Zespołu, który Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu przekazuje konkretne rekomendacje.

Inna materia

Uświadomiłem sobie wtedy przepaść między podejściem uczonych i decydentów politycznych. Badacz chce napisać tekst, który przejdzie procedurę recenzyjną i ukaże się w dobrym czasopiśmie naukowym. W tym celu synchronizuje swoje myślenie z poznawczymi schematami swego środowiska badawczego. Polityk, który chce utrzymać się w grze, stoi w obliczu wyzwań innego rodzaju. To nie schematy myślenia typowe dla narracji akademickiej są dla niego głównym punktem odniesienia.

Polityk zmaga się z inną materią. Działa w ramach umocowania politycznego – np. minister może być z dnia na dzień odwołany przez premiera. Działa – jeśli działa, bo może np. ograniczyć się do bywania na przyjęciach w ambasadach – wchodząc na pola grup interesów. Gdy narazi się zbytnio, grupy te mogą sięgnąć po media i wywrzeć na ministra taką presję, iż nie bardzo utrudni mu to działanie. Co więcej poprzez nacisk medialny można skłonić premiera do pozbycia się cennego współpracownika, gdyż… „psuje” wizerunek rządu. Polityk działa w ramach prawa, a prawo, jak wiadomo, zależy od… od prawników, a prawnicy, jak wiadomo… Polityk jest częścią drużyny, która zależy od swojego elektoratu – jeśli drużyna chce utrzymać się w pierwszej lidze, to ma niewielki margines błędu w komunikowaniu się z opinią publiczną. Polityk stoi także w obliczu oporu czegoś, co teoretycznie ma być jego narzędziem - czyli podległej mu administracji. A wszystkie powyższe wymiary „zanurzone” są w ideologicznie uwarunkowanym poczuciu słuszności i dopuszczalności pewnych działań.

Tymczasem większość badaczy, w tym badaczy polityki, słabo zdaje sobie z tego sprawę. By opublikować tekst, „zaliczyć” rozprawę na stopień, często wystarczy po prostu trafić w oczekiwania recenzentów. Pobłażliwość recenzentów bywa po stokroć większa od pobłażliwości materii społecznej. Wprowadzić reformę, to uwzględnić wszystkie konteksty wyliczone powyżej. Poważna reforma to przedsięwzięcie, którego wyrafinowanie często przerasta modele badawcze, jakimi posługują się uczeni.

Lament profesora

Przypomniało mi się to wszystko, gdy celny komentarz Stanisława Januszewskiego (zresztą profesora) umieszczony na portalu „wPolityce.pl” zwrócił mą uwagę na lament prof. Marcina Króla. Lament opublikowany w „Dzienniku Gazecie Prawnej”, a nagłośniony przez „Gazetę Wyborczą” i „Tok.fm”. Otóż zgrozę u prof. Króla wzbudziła dwójka kandydatów na prezydenta: Andrzej Duda i Magdalena Ogórek. Stawia te postacie w jednym szeregu jako dowód lekceważenia stanowiska prezydenta. Zarzuca obu kandydatom sztuczność i brak powagi i łka: „mamy do czynienia z obrażaniem uczuć politycznych Polaków”. Czytając prof. Króla, przypomniał mi się - zasłużenie głośny – jego ważny wywiad z 2014. Król mówi, iż politycy przestali zmagać się z niekorzystnymi społecznymi trendami. Uczciwie – słowami „Byliśmy głupi” – przyznaje, że przez lata błędnie rozumiał faktyczne siły naszej transformacji ustrojowej. Ale dziś nie rozumie, że sam także przyczynił się do degradacji polskiej polityki.

Szanowny Panie Profesorze, bardzo proszę jeszcze raz przeczytać swój wywiad z ubiegłego roku, wrócić do tamtego stanu pokory intelektualnej i zachować ją, gdy zadzwonią do Pana z redakcji po kolejny telefoniczny komentarz na temat kampanii prezydenckiej.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...