Projekty, systemy, instytucje, programy, itp., itd… Takie słowa klucze na dobre zdominowały debatę o polskiej państwowości w ciągu ostatnich lat. Obok nich występują liberalne frazesy dopełniające klucza ideolo. Jest super. Tylko mosty płoną, drogi są praktycznie nieprzejezdne, a ludzie uciekają z kraju.

Jak grzyby po deszczu powstają nowe think-tanki i stowarzyszenia, które zajmują się głównie debatowaniem nad -izmami i referatami o przelewaniu z pustego w próżne. I chociaż mały przedsiębiorca martwi się o to, jak sprawnie złożyć ofiarę Lewiatanowi zwanemu Zakładem Ubezpieczeń Społecznych, problemem dla rządzących i ich przyd… pardon – zaplecza intelektualnego pozostaje „integracja europejska”, „rozwój demokracji” i „udzielanie wsparcia innym państwom w dążeniach do Europy”.

Co z tego, że we wspomnianą „integrację europejską” nie wierzy już sama Europa, że rozwój demokracji brzmi groteskowo w obliczu totalnego niedowładu instytucji państwowych w czasie wyborów samorządowych, a jeszcze zabawniej - chęć świecenia przykładem innym państwom w sytuacji, gdy ludzie uciekają z własnego kraju w poszukiwaniu chleba. Wszyscy są zadowoleni, bo nad mityczne „projekty” sprowadzają się głównie do produkowania propagandowych… pardon - promocyjnych spotów robionych za pieniądze niewspółmierne do ich jakości.

W materiałach robionych za nasze pieniądze mosty i drogi są piękne, stadiony okazałe (w końcu trudno byłoby ukryć ich zawyżone koszty), a ludzie uśmiechnięci (w końcu ci, co wyjechali się nie liczą). W dodatku Polska jak na prawdziwego „Tygrysa Europy” przystało dba nie tylko o gospodarkę, ale również sferę duchową, oczywiście dostosowaną do czasów i skrojoną pod świeckie standardy UE – tolerancja i prawoczłowieczyzm mają się dobrze, czego przykładem jest ocalona przed hordami faszystów Tęcza na pl. Zbawiciela w Warszawie, na której utrzymanie lud pracujący miast i wsi składa swoją daninę jako przebłaganie za nietolerancję wyssaną z mlekiem matki.

Sterty makulatury w postaci raportów, programów i planów oznaczonych dwunastoma gwiazdkami nie przykryją kiepskiej infrastruktury, skrępowanej więzami biurokracji gospodarki i utrudnień – mówiąc Kisielewskim – niespotykanych w żadnym innym ustroju.

Dajmy już spokój ideologii – w tej Okrągłostołowej Nibylandii po prostu nie da się żyć. Nawet druga (sic!) linia metra w stolicy dużego europejskiego państwa tego nie zmieni.

Czytaj również: Rzeczpospolita Świętego Spokoju. Jacy obywatele, taka władza