Prawica tak się upaja sukcesami Dudy i defensywą Komorowskiego, że traci kontakt z rzeczywistością

PAP/Radek Pietruszka
PAP/Radek Pietruszka

Doceniam piarowską sprawność PiS w przygotowaniu konwencji prezydenckiej Andrzeja Dudy. Jej sukces to jednak w ogromnym stopniu zasługa samego kandydata i nie przysłania on wszystkich wad tej kampanii. Przyznajmy, Duda prowadzi ją sprawnie: jest bystry, uśmiechnięty, ma autobus, ładny klip i ciężko pracuje. To już coś.

Przypomnijmy sobie jednak punkt startu. Oto polityk z drugiego szeregu PiS (to nie wada, Bronisław Komorowski w 2010 roku też nie był liderem swej partii) staje naprzeciwko starego wyjadacza, obecnego w polityce od 25 lat. Mało tego, ów wyjadacz ma za sobą nie tylko rząd, wpływowych prezydentów miast, ale niemal wszystkie media i wszystkich dziennikarzy na wyprzódki prowadzących jego kampanię. W końcu to dziennikarz (?) radiowej Jedynki Krzysztof Grzesiowski deklamuje prezydentowi bez skrępowania:

My, czyli ci, którzy popierają pana osobę,

a Konrad Piasecki z RMF i TVN 24 żarliwie go broni mówiąc o „lapsusie”.

Może się PiS na to oburzać, ale startując do tej kampanii z góry wiedział jakie będą jej zbójeckie warunki i jak będą wyglądały codzienne wydania „Faktów”. Dlatego aby owa kampania przyniosła mu sukces musiałby wymyślić coś ekstra, coś co nadałoby całej batalii inny ton. Przypomnijmy, że Lech Kaczyński zwyciężał, kiedy potrafił narzucić nowy język i nowy podział na „Polskę liberalną” i „Polskę solidarną”.

Na razie sztab Dudy tego nie dokonał. Nie przeszkadza to jednak jego kibicom upajać się sukcesami i czuć niemal zwycięzcami wyborów. Oczywista słabość kampanii Komorowskiego polegającej jak dotąd na mnożeniu wpadek tylko im w tym pomaga. A sondaże wskazujące na zwycięstwo prezydenta w pierwszej turze są gniewnie odrzucane jako sfałszowane.

Do fanów nie trafiają wyliczenia, że Dudzie może nie wystarczyć nawet 36 proc. jakie pięć lat temu w pierwszej turze zgarnął Jarosław Kaczyński, bo wcale nie jest pewne czy Ogórek, Palikot i Korwin-Mikke będą mieli razem niezbędne 15 proc. A swoją drogą Andrzejowi Dudzie do owych 36 proc. jeszcze bardzo dużo brakuje.

Nie twierdzę, że wybory rozstrzygną się w pierwszej turze. Proszę jednak wybaczyć, ale świat, w którym „wszyscy głosują na Dudę” jest rzeczywistością równoległą. A lodowaty prysznic w dniu wyborów może okazać się bolesny.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...