Melak: Prezydent Komorowski wykorzystuje w kampanii sprawę pomnika ofiar 10/04. NASZ WYWIAD

Fot. PAP/Paweł Supernak
Fot. PAP/Paweł Supernak

wPolityce.pl: Zmienia się klimat polityczny wokół pomnika upamiętniającego ofiary tragedii smoleńskiej. Pięć lat po zdarzeniu prezydent Warszawy i prezydent Komorowski pozytywnie wypowiadają się o pomniku i organizują spotkanie w tej sprawie. Sądzi Pan, że ten pomnik może powstać w tym roku?

Andrzej Melak: Staję w poprzek takim przypuszczeniom. Ja się nie daję nabrać. Jestem przekonany, że obecna ofensywa to tylko i wyłącznie potrzeba prezydenta. I z niej wynika być może spektakularnie wyglądający gest Bronisława Komorowskiego i prezydent stolicy. Podchodzę do tej sprawy w sposób logiczny. Przecież prezydent mógł rozwiązać tę sytuację w lipcu 2010 roku, i to po najniższych kosztach, poprzez wypełnienie porozumienia, jakie zawarła jego kancelaria z Kurią Warszawską i harcerzami. Gdyby wtedy postawił krzyż na Krakowskim Przedmieściu i małą tablicę, sprawa byłaby rozwiązana. Jednak prezydent świadomie poszedł na wojnę. Zabrał krzyż, złamał wszelkie ustalenia. Tym, którzy składali hołd ofiarom tragedii, powiedział: „wypchajcie się”.

Może jednak władze się zreflektowały i obecnie zależy im na pomniku?

Prezydent Komorowski nie chce uczcić tej tragedii i jej ofiar. On wykorzystuje sytuację, jaka jest obecnie. Wykorzystuje rzekomy list rodzin, który wyszedł zapewne z Kancelarii Prezydenta, jako dodatkowy swój bonus w kampanii wyborczej. Dlaczego prezydent nie wsłuchuje się w głos Polaków? On realizuje to, co zostało narzucone z góry. Wirtualnie ma powstać jakiś projekt, ma zostać wskazane miejsce. Jednak sądzę, że żadnego pomnika nie będzie.

Dlaczego Pan tak sądzi?

Przecież pomnika w Smoleńsku też nie ma. A miał być, były nawet pieniądze, oficjalne wizyty, spotkania. Gdyby nie to, co rodziny smoleńskie zrobiły w listopadzie 2010 zawieszając potajemnie płytę na głazie w Smoleńsku, nie byłoby żadnych śladów pamięci. Ta tablica wisiała pół roku, ale przed wizytą prezydenta została zrabowana przez Rosjan i zastąpiona tablicą nie mówiącą niczego o kontekście wydarzeń. Wtedy pan Komorowski nie zabierał głosu, nie bronił polskiej racji stanu. Sądzę, że obecna inicjatywa to jedynie gra, która ma kolejny raz oszukać Polaków, wskazując, że Bronisław Komorowski jest tym, który chce uczcić ofiary. Gdyby chciał, pomnik stałby już dawno. Nic takiego się nie zdarzyło, a sam prezydent Komorowski, jak pamiętamy, śmiał się i chichotał z premierem Tuskiem, gdy do Polski przylatywały trumny z ciałami ofiar. Mamy do czynienia z cynizmem i dlatego zupełnie prezydentowi nie wierzę. Widzę jego cynizm.

Obecnie w mediach pojawiają się jednak konkretne wiadomości. Mowa o pomniku, który ma stanąć na ulicy Trębackiej.

Jedynym miejscem na ten pomnik są najbliższe okolice Pałacu Prezydenckiego. Jeśli doszłoby do odbudowania Pałacu Saskiego i przeniesienia tam pomnika księcia Poniatowskiego, pomnik smoleński mógłby stanąć w miejscu, gdzie dziś stoi ten monument. Jednak to pieśń przyszłości. Wiadomo natomiast, że to ma być godny pomnik, godny sposób uhonorowania narodowej tragedii, która się wydarzyła. Ona jest od pięciu lat zamiatana pod dywan przez rządzących. Władze chciały, byśmy o niej zapomnieli. Nie udało się, więc teraz się odgrywa scenkę zatroskanych, spolegliwych. Prezydent chce uchodzić za męża opatrznościowego. Dla mnie jednak nigdy nim nie będzie.

Obecnie mamy rok wyborczy, a sytuacja rządzących jest coraz trudniejsza. Czy sądzi Pan, że nagle wrak i inne ważne smoleńskie dowody mogą wrócić w tej atmosferze do Polski?

Panie redaktorze! To już jest po ptakach. Gdy w lipcu Rosjanie zestrzelili nad okupowanym przez siebie terytorium Ukrainy samolot, szczątki maszyny już w grudniu był w Holandii. A nasz gdzie jest? W polu, zaorany, zniszczony, pocięty i zdewastowany.

To jednak wciąż dowód…

Nie wiem, czy wrak wciąż przedstawia jakąś wartość dowodową. Nie jestem specjalistą.

Powrót wraku do Polski byłby ważnym wydarzeniem politycznym. Może władzy przydałoby się takie show?

Każde działanie obecnej władzy, które nagle doprowadzi do zwrotu Polsce wraku, wskaże kolejny raz na to, że działania Rosji i części naszego społeczeństwa są ukierunkowane w jedną stronę. To pokaże, że zapewnienia o mobilizacji wobec działań Rosji są niczym innym jak picem na wodę. Doprowadzono do zrujnowania polskiej armii, zatrzymano zbrojenia, pozbawiono wojska poboru. To sytuacja, jak przed rozbiorami…

Rozmawiał Stanisław Żaryn

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...