Dziś mija pierwsza rocznica wydarzeń na Majdanie. Sięgnąłem do komentarza, który napisałem prawie rok temu, kiedy po zajęciu Krymu wojska rosyjskie skoncentrowały się przy wschodniej granicy Ukrainy. Było to dokładnie 13 marca 2014 roku. Niedługo po tym separatyści wspierani przez dywersantów z Moskwy wszczęli rebelię. Wtedy napisałem:
Trzeba przyznać, że Władimir Władimirowicz Putin konsekwentnie realizuje swój scenariusz. Nie był on zresztą taki trudny do przewidzenia.
Punkt pierwszy: podburzyć ludność rosyjskojęzyczną na Krymie przy wsparciu wojska udającego siły lokalnej samoobrony, zrobić referendum z wiadomym wynikiem i przesunąć wojska (po tzw. referendum już oficjalne) na północ do granicy z Ukrainą. Z wielkim prawdopodobieństwem nie spotka się to ze zbrojnym oporem Ukraińców i jak do tej pory nie spotkało. To logiczny przebieg wydarzeń dla obu stron ponieważ, gdyby padły strzały sytuacja mogła by się stać nieodwracalna. Ale to pierwszy etap. (…) Putin wbrew pozorom jest bardzo przewidywalny. Robi to, co nakazuje mu logika konfliktu.
Punkt drugi wdrażany jest w życie właśnie teraz. (…) Po referendum (na Krymie), przyjdzie czas na fazę destabilizacji okręgów graniczących z Rosją. Bo po co Putinowi tylko Krym. Zajmując go sprawdził reakcję Stanów Zjednoczonych oraz Unii Europejskiej i wie, że USA powoli szykuje się do mocniejszej odpowiedzi, ale Europa poza słowotokiem nie zrobiła i nie zrobi praktycznie nic. Cięciwa nie jest jeszcze ostatecznie napięta i wg prezydenta Rosji można sobie pozwolić jeszcze na więcej. W przyszłym tygodniu, po krymskim referendum, rozpoczną się sterowane niepokoje we wschodnich rejonach Ukrainy i z dużym prawdopodobieństwem stwierdzam, że poleje się tam krew. Po prostu, Moskwa zaszła zbyt daleko, żeby się teraz wycofywać z podkulonym ogonem. Jedynym logicznym wyjściem z sytuacji jest wsparcie zbrojne V kolumny, która rozpocznie destabilizację wschodnich regionów naszego sąsiada przez rosyjskie bagnety. Dopiero wtedy być może przyjdzie czas na negocjacje i wszyscy odetchną z ulgą. Chyba, że Stany Zjednoczone wymyślą coś, co powstrzyma Kreml. Zaatakowanie „przy okazji” Polski lub krajów bałtyckich wydaje się mało prawdopodobne, bo Rosja jeszcze nie jest gotowa na konfrontacje zbrojną z NATO. (…) Normalnych ludzi w Polsce czeka długi czas napięcia – może nawet miesiące, pogorszenie koniunktury, spadek złotego i inne niedogodności związane z wiszącym w powietrzu konfliktem zbrojnym na wielka skalę. Jednak sytuacja w kraju również nie napawa optymizmem. Rząd Tuska nagle wstał z kolan i w panice jeździ po całej Europie mobilizować tamtejszych polityków przeciwko Rosji. Choć skutek tych zabiegów nie jest imponujący, to niestety robi to, co robić musi. Można by zaryzykować stwierdzenie, ze po 7 latach rządów, jak strach chwycił za gardło, wziął się do pracy. Ale do tej pory zaniedbał wszystko. Nasza armia jest w stanie powstrzymać Rosjan przez kilka dni, jak nie krócej. Co nam z 46 myśliwców F-16, jak nie mamy sprawnej obrony przeciw rakietowej.
Miesiąc później, 25 kwietnia 2014 r., kiedy rebelia na wschodzie Ukrainy zaczęła przybierać na sile dodałem:
Strategia Kremla jest następująca. Wojskowa agentura podburza najbardziej zagorzałych przeciwników niepodległości Ukrainy – lokalnych Rosjan i przy wsparciu pododdziałów specnazu, bez oznak, organizuje cywilbandę w tzw. jednostki samoobrony. (…) Z rosyjską strategią należy walczyć też jak ze złośliwym nowotworem. Im wcześniej się go wytnie, tym mniejsze ryzyko przerzutów. Niestety Ukraińcy, nie pomni doświadczeń krymskich dopuścili do rozprzestrzenienia się choroby praktycznie na całym wschodzie swojego kraju. Nie wiadomo, czy to z powodu niemocy decyzyjnej rządu w Kijowie, niezdolnej do działania ze względu na dużą ilość oficerów myślących po rosyjsku armii, czy też z powodu postawy Zachodu z USA na czele, które z obawy przed rozlewem krwi sugerują Ukraińcom siedzieć cicho.
Tak długo jak rząd w Kijowie będzie udawał, że prowadzi operację antyterrorystyczną, Rosjanie nie wkroczą. Jeśli uderzą naprawdę, rozbijając rosyjskich terrorystów w Słowiańsku i stawiając bandziorów pod ścianą, 40 tysięcy „bojców” wraz z całym ciężkim sprzętem runie na Ukrainę.
A co zrobi Zachód? To co do tej pory. Wyrazi „ubolewanie”, a może nawet „stanowczy protest” i wprowadzi mocniejsze sankcje, czyli oficjalny zakaz wydawania wiz do USA i UE (tego jednak nie byłbym taki pewien) Władimirowi Władimirowiczowi.
Jak długo jeszcze będzie trwało zwiększanie napięcia? Może kilka dni, może kilka tygodni? Jedno jest pewne. Putin na pewno się nie cofnie. Od wkroczenia moskiewskiej agentury wraz z siłami specjalnymi na wschodnią Ukrainę rozpoczęła się logika wojny. I żadne zaklęcia, udawane sankcje, tego nie zmienią. Albo Moskwa zagarnie Wschód w formie referendum, albo wkroczy zbrojnie. (…) Świat pozwala w ciszy i spokoju dojrzewać Putinowi do ostatecznej rozgrywki.
Dlaczego przypominam ten tekst? Ponieważ wynika z niego, że każdy w miarę logicznie myślące człowiek, a tym bardziej polityk mógł w 90 procentach przewidzieć zachowanie Putina. Nie tylko mógł, ale również powinien. Co będzie dalej? Też nie tak trudno się domyślić.
Punkt pierwszy. Rosjanie przy wsparciu rebeliantów i najemników (nie odwrotnie) odczekają jakiś czas i będą nękać Mariupol, by konsekwentnie przebijać korytarz wzdłuż wybrzeża do Krymu. W ten sposób osiągną dwa cele za jednym strzałem. Będą się starać połączyć linią komunikacyjną półwysep z „macierzą” i zmęczą Kijów wojną. Liczą na niepokoje społeczne (III Majdan), czego symptomem jest nagła reaktywacja przestępcy - Janukowycza. Jeśli się nie uda (to może nawet trwać pół roku a nawet dłużej) z powodu determinacji części wolnościowo myślących Ukraińców, musimy się bardzo poważnie liczyć ze zmianą kierunku operacyjnego i uderzeniem na Kijów z przejęciem całej Ukrainy włącznie. Punkt drugi. Dopiero potem nastąpi na Kremlu podjęcie decyzji, czy wszczynać niepokoje na Litwie, Łotwie bądź Estonii (są tam liczne mniejszości rosyjskie) czy też nie. Jeśli Zachód w przypadku dywersji w państwach bałtyckich będzie postępował jak do tej pory z Ukrainą, pakt NATO przestanie realnie istnieć. Jeśli bowiem „runą mury, każda droga prowadzi do piekła” – śpiewał Bob Dylan. Od tego momentu możemy rozpocząć odliczanie, kiedy bojcy Putina zapukają do naszych drzwi.
Jedno jest pewne. I to pozostało niezmienione. Tak długo, jak trzyma się Kijów jesteśmy bezpieczni i zyskujemy na czasie. Ale jak do tej pory nasze 46 myśliwców F-16 i 110 nowoczesnych Leopardów nie jest dla armii rosyjskiej wielką przeszkodą. Obrony przeciwlotniczej jak nie było tak nie ma, marynarka wojenna praktycznie nie istnieje, siły samoobrony nie wyszły jeszcze poza ramy „gorącej” dyskusji, a Niemcy odmówiły dostarczenia kilkudziesięciu transporterów opancerzonych małej Litwie. Tylko wygląda na to, że Putin wcale nie chce robić powtórki z historii i zdobywać Berlina. Granica na Odrze i Nysie powinna go całkowicie zaspokoić.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/234789-czas-w-ktorym-wali-sie-mur-czyli-pierwsza-rocznica-majdanu
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.