Od wielu lat żyjemy w sfałszowanej rzeczywistości. Jesteśmy ofiarami wojny informacyjnej i spętania naszych mediów przez wrogie siły.

Przeciwko Polsce jest prowadzona nowoczesna agresja. Stoi za nią przede wszystkim Rosja, która po 1989 r. wycofała od nas wojska, ale te mundurowe. Cała siatka agenturalna pozostała nietknięta. W tym ta w mediach. Dlatego żyjemy w tak dziwacznym kraju.

Gdy po zamachu w Smoleńsku, Antoni Macierewicz mówił, że atak na polski samolot z prezydentem na pokładzie jest w zasadzie aktem wojny, ile to było radości i wesołości podszytej ironią, że takie głupoty można wygadywać.

I co teraz mądrale, kiedy o zagrożeniu wojną mówią już nawet z okolic pałacu prezydenckiego? Nadal wam do śmiechu?

Rozbrojono nas nie tylko militarnie i personalnie. Armia w rozsypce, a patrząc na przywódców marki: Komorowski, Kopacz, Sikorski, Borusewicz, Schetyna, widzimy mierne persony o niedopowiedzianych życiorysach. A to są nasi kochani przywódcy.

We współczesnym świecie okazuje się, że najniebezpieczniejsze jest rozbrojenie medialne. Ono właśnie umożliwia ogłupianie i podporządkowywanie obcym interesom nawet tak duże państwo jak Polska.

Została uruchomiona polskojęzyczna wersja sowieckiego portalu „Sputnik” służącego do rozpowszechniania prokremlowskiej wersji świata. Próbuje się z tego zrobić news dnia i bić na alarm. Bez sensu. Przecież to nie jest żadna nowość na naszym rynku. Dominujące telewizje od dawna reprezentują tu rosyjskie interesy. Jakaś dywersyfikacja na rynku medialnym co prawda jest. 90% tytułów prasowych jest w rękach niemieckich, a do wiadomej gazety, mającej duży udział w rynku  nie bez powodu przylgnęło określenie „koszerna”.

Przemysł kłamstw i przeinaczeń działa bez zarzutu, manipulowanie informacją odnosi wspaniałe sukcesy. Polacy są oszukiwani w sposób bezprecedensowy i coraz bardziej, tu trzeba użyć mocniejszego słowa - bezczelny

I pomimo narastającego zagrożenia nic się nie zmienia. Największym sukcesem „wajchowych” jest wmówienie społeczeństwu, uwłaczającej zdrowemu rozsądkowi, sowieckiej wersji katastrofy smoleńskiej. I to trwa nadal.

Ostatnio przy okazji „wyjaśniania katastrofy Smoleńskiej” przez Naczelną Prokuraturę Wojskową okazało się, że uległ zniszczeniu jedyny wiarygodny dowód będący w naszym posiadaniu, zapis z tzw. magnetofonu drutowego, zainstalowanego na pokładzie JAK – 40, który stał 10.04.2010 r. na płycie lotniska w Smoleńsku. W oficjalnych dokumentach jest zapisane: „podział kopiowanych zapisów na dwie części, zapisane w dwóch przedmiotowych plikach wynika z zerwania się nośnika pokładowego rejestratora samolotu JAK – 40 tj. drutu magnetycznego w czasie czynności kopiowania”. Stało się to w czasie prac Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych,   która potem opublikowała raport Millera.

Zapis z JAK – 40, mógłby podważać opublikowane przez Rosjan stenogramy rozmów wieży z załogą TU – 154M. Komisja mająca wyjaśnić okoliczności śmierci prezydenta i prawie stu znaczących dla naszego państwa osób, z premedytacją zniszczyła dowody. To jest rzecz, która jeży włos na głowie, bo tego nie można nazwać inaczej jak zdradą.

I co? Poszukuje się intensywnie winnych? Trąbi o tym na lewo i prawo? A skąd? Sprawa przemknęła, zniknęła gdzieś, nie ma jej.

I tak jest z większością zagadnień. Widzimy je w krzywych zwierciadłach ekranów, spreparowane przez funkcjonariuszy udających dziennikarzy. Zniknęły stocznie, przemysł chemiczny wyparowuje, bezpieczeństwo energetyczne nie istnieje, kopalnie czas zamykać, służba zdrowie w rozsypce, afera goni aferę. Wybory są fałszowane i rządzą nami namiestnicy. A my jako naród trwamy w lunatycznej narkozie.

Zachód dopiero teraz dostrzega, że ruska propaganda wciska się wszędzie i idzie „w pieriod”, stanowiąc osłonę dla czołgów i wyrzutni rakiet.

Gdybyśmy mieli wolne media, to ta władza by się tygodnia nie utrzymała.

Należy to powtarzać i powtarzać: bez wolnych i różnorodnych mediów nie będzie wolnej Polski. Brzmi to patetycznie, ale taka jest prawda. I o te wolne media należy się upominać jak o niepodległość. Inaczej będziemy trwać w tej obrzydliwej papce medialnej pichconej nam codziennie przez agenturę wpływu, gdzie po orwellowsku zniewolenie nazywa się „25 - leciem wolności”.