Po konwencji lewicy z Magdaleną Ogórek w roli głównej wiadomo tyle, co i przed...

Fot. PAP/Jacek Turczyk
Fot. PAP/Jacek Turczyk

Wreszcie! Wreszcie się pokazała! Wyszła w blasku reflektorów i stanęła w całej okazałości! Taka krucha, taka delikatna, a jaka silna, jaka groźna! I jaka zdecydowana…!

Słuchajcie wszyscy, zbierzcie się wokół! Muszę mieć plan gry, muszę powalić was na ziemię…!

Nie jej to słowa, ale jakby jej własne. Zanim jeszcze królowa SLD otworzyła usta, membrany głośników zadrżały zastępczym wezwaniem „Queen” z przeboju „I want it all”, jakby oświadczeniem woli kandydatki na prezydenta Rzeczypospolitej:

Chcę tego wszystkiego, chcę tego wszystkiego, chcę tego wszystkiego, I chcę tego teraz…!

„Magdalenaaaa Ogóóóóreeek!”, ryknął do mikrofonu moderator konwencji lewicy, „brawaaa…!”

„Papa Smerf”, szef SLD Leszek Miller, choć w pierwszym rzędzie, to jednak jakby wycofany, jakby w cieniu słuchał i patrzył ze wzruszeniem na swą polityczną faworytę.

Gwiazda może być tylko jedna…

— powiedział później, nieco refleksyjnie. Jakby przez głowę przeleciały mu slajdy z przeszłości, gdy będąc pacholęciem służył do mszy w stroju ministranta, gdy po szkole zawodowej poszedł w ślady matki szwaczki i ojca krawca, i pracował w Zakładach Przemysłu Lniarskiego w Żyrardowie, gdy strzegł polskich granic na okręcie podwodnym, gdy potem służył PZPR, od sekretarza zakładowego do członka Komitetu Centralnego, gdy po upadku PRL mediował przy okrągłym stole pakiet ratunkowy dla postkomunistów, gdy został premierem, gdy jego gabinet upadł w cieniu afer, gdy ratował się w „Samoobronie” u boku Andrzeja Leppera, gdy wrócił do łask SLD, znów stanął na jej czele, aż do teraz, gdy przy mównicy stanęła ona - jego polityczna pasierbica…

Słyszę jak mówi, o tak niewiele proszę, muszę znaleźć kolejny ruch, wyjście z rutyny…

— dobiegał z tła głos Mercury’ego, nowego hymnu SLD, wybranego na inaugurację kampanii „jednej gwiazdy”. Nie ważne, że kandydatka lewicy na prezydenta RP de facto do lewicy nie należy, może kiedyś będzie należała i odwdzięczy się za tę promocję, bo przecież wcześniej była polityczną „Lady Nobody”. Jej zadanie na dziś: przyciągnąć młodych ludzi.

O tak niewiele proszę, jeśli chcecie prawdy, tu jest przyszłość dla marzeń młodości

— konkretyzował z zaświatów głos wielkiego solisty „Queen” w politycznym leasingu SLD. Więc dla spełnienia marzeń młodości Ogórek wyszła i stanęła w blasku reflektorów, i przemówiła własnym głosem. Trochę z kartki, troszkę z głowy, ale jak mówiła, to aż echo grało: że rozbije skutą lodem politykę dwóch partii, że nierób Komorowski kosztuje nas więcej niż król Norwegii, że nie chodzi jej o luksusową emeryturę. Jest kobietą czynu i na przykład nie zawahałaby się zadzwonić do Putina.

Jestem człowiekiem, któremu jedno tylko w głowie. Tak wiele do zrobienia w ciągu jednego tylko życia…

— śpiewał Mercury, a Ogórek wyliczała, co jest do zrobienia tu i teraz. Już własnymi słowami, bo - jak podkreślali jej partyjni protektorzy - sama sobie to napisała, znaczy, swoje wystąpienie. Nie wiem jak liderka SLD chciałaby urzeczywistnić je plan i powalić wszystkich na ziemię, co po prawdzie wymagałyby najpierw zmian w polskiej konstytucji i poszerzenia plenipotencji prezydenta, nie mam też pojęcia, po co chciałaby np. zadzwonić do Putina, skoro sama przywołała nazwisko prezydenta Rosji. Może, żeby mu krzyknąć w słuchawkę: „Nu Wałodia, pagadi!”…? A może chciałaby mu pokojowo zaśpiewać po rosyjsku: „Pust wsjegda budjet sołnce”…? „Wsio rawno”, kampania wyborcza ma swoje prawa. Ważne, że Magdalena Ogórek wreszcie się pokazała i wreszcie przemówiła własnym głosem. I, jak zrecenzował do kamer gejzer intelektu z SLD, szef ordynackiej komitywki Włodzimierz Czarzasty, okazało się, że… „…nie jest taka głupia, drodzy telewidzowie”.

Tego akurat przeciwnicy Ogórek nie są tacy pewni i nadal wyzłośliwiają się, że kandydatka lewicy na najwyższy urząd w państwie polskim jak ognia unika konfrontacji z dziennikarzami. Fakt, pani Magdalena miareczkuje dostęp do siebie, może jednak jest to tylko taka innowacyjna strategia wyborcza, takie hollywoodzkie budowanie napięcia. W każdym razie:

Nie jestem człowiekiem kompromisu, gdzie jest, i dlaczego, żywe kłamstwa. Więc wszystko to przeżywam i wszystkiego się pozbywam…

— że jeszcze raz odwołam się do wyborczego hymnu SLD z importu o „czającym się w ciemnej alei poszukiwaczu przygód na pustej ulicy” i o świetle, które „padło na jego stopy”. Po konwencji lewicy z Magdaleną Ogórek w roli głównej wiadomo tyle, co i przed: jest racja stanu i racja stanika. Gdyby rzecz dotyczyła wyłącznie światła padającego na buzię Ogórek i jej stricte reprezentacyjnej roli, sam głosowałbym na nią obiema rękami, choć do młodych już się nie zaliczam. A jeśli w przedwyborczym praniu okaże się, że to blichtr, zawsze będzie można powtórzyć za Pawlakiem z „Samych swoich”:

A taka była ładna, amerykanska! Szkoda…!

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych