Opozycja. "Odnowa moralna musi narodzić się w każdym z nas indywidualnie"

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Sprawa zatrzymania osób, które kierowały parabankiem w Gdańsku obnaża znacznie głębsze zjawisko wszechobecnej nieuczciwości i erozji moralności w naszym społeczeństwie. Można podnosić uzasadnione głosy oburzenia, że podobnie jak w przypadku Amber Gold, tak i tym razem państwo nie zapewniło obywatelom wystarczającej ochrony. Ale czym jest państwo? Prawo stanowią i wypełniają ludzie, więc to, że instytucje nastawione na grabież mogą działać w niezakłócony sposób jest przede wszystkim skutkiem skazy moralnej osób, które odpowiadają za praworządność oraz egzekwowanie i przestrzeganie ogólnie przyjętych zasad. Ryba psuje się od głowy. A my, jako społeczeństwo jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że „góra” kradnie, kłamie i stoi ponad prawem. Wielomilionowe afery schodzą niepostrzeżenie na dalszy plan w natłoku kolejnych „bardzo ważnych” informacji z żółtych pasków. Winni skaczą ze stołka na stołek, a w najlepszym wypadku kończą ze skromnymi wyrokami w zawieszeniu. Majątek narodowy jest rozsprzedawany bez jakiejkolwiek odpowiedzialności. Kierując się własnymi korzyściami wysocy urzędnicy państwowi dopuszczają działanie tworów typu Amber Gold. Zatrudnienie znajdują nie lepsi, ale ci z kręgu rodzinno-towarzyskiego. Nie ma szacunku dla publicznych pieniędzy, które lekką ręką wydaje się na egzotyczne delegacje, wystawne posiłki, najlepsze ubrania, luksusowe samochody, wszystko w myśl zasady - mi się należy! W czasach CBA Mariusza Kamińskiego Polacy w końcu zobaczyli na własne oczy skalę korupcji na różnych szczeblach władzy administracyjnej w całym kraju, dziś, o dziwo, pozornie korupcji nie ma. Przykłady można mnożyć. Niestety ta patologia rozbrzmiewa praktycznie w każdym aspekcie działalności państwa i związanych z nim instytucji. Notariusze, którzy z pełną świadomością ograbiają z nieruchomości swoich niewinnych klientów. Komornicy, którzy w majestacie prawa zajmują i za bezcen licytują przedmiot należący do sąsiada dłużnika. Sędziowie. Lekarze. Urzędnicy. Policja. Wojsko. Ten kryzys moralny rozlewa się od lat, tworząc u tych, którzy służą kłamstwu i nieuczciwości poczucie siły i wyższości. Wydaje się, że w wielu relacjach międzyludzkich, handlowych obowiązuje zasada „dał się oszukać, to jego wina”. Jaskrawo widać to na przykładzie procesu kupowania samochodu, gdzie cudem można nazwać znalezienie auta, którego faktyczna historia jest zgodna z tą przedstawianą przez handlarza, a firmy zajmujące się „korektą przebiegu” mogą prowadzić normalną, legalną działalność gospodarczą. Wystarczy chwila w internecie, by przekonać się, że podobnie jest w przypadku aut nowych, prosto z salonu. Byle oszukać, byle pozbyć się problemu. Te przykłady to tylko igła w stogu siana.

Nieuczciwość została przez wielu z nas uznana za coś normalnego. Nasze oburzenie na tych, którzy się jej dopuszczają, drenując nasz kraj na miliony, miliardy złotych nie ma żadnych realnych konsekwencji choćby w formie protestów lub wyników wyborów. Cóż, wybory to kolejny rozdział sagi o zgniliźnie moralnej III RP. Pozwalamy na to, aby rządzili nami ludzie moralnie dwuznaczni. Dlaczego? Najboleśniejsza jest obserwacja zjawiska, które polega na przymykaniu oka na różnego rodzaju przekręty w poczuciu, że każdy robi to samo, proporcjonalnie do pozycji, na której się znajduje. A więc rząd kradnie. A więc minister korzysta ze służbowego auta z kierowcą w celach prywatnych. ?A więc znajomy lekarz przepisuje nam drogie badanie, na które nie musimy czekać w długich kolejkach?. A więc „podpisujemy” listę obecności albo zjazdów pod ziemię w kopalni, z którą wiążą się określone korzyści finansowe. A więc nie nabijamy transakcji na kasę. Albo dajemy pracownikom pieniądze pod stołem. A więc wpychamy na stanowisko pracy członka rodziny albo znajomego. Albo wyciągamy pieniądze z ZUS, w oparciu o fikcyjne zwolnienia lub pozorując prowadzenie własnej firmy, jak to ma w przypadku kobiet idących na urlop macierzyński. A więc przepuszczamy dalej słabego studenta medycyny, gdyż jest synem kolegi. Można zejść naprawdę nisko. Trwogę budzi konstatacja niektórych ludzi: Ale kto by tak nie robił, będąc na ich miejscu? Czy to źle działać w dobrej wierze, dla dobra swoich najbliższych, rodziny, przyjaciół? Właśnie. Czy mamy prawo tak właśnie stawiać sprawę? Owoce tego działania widzimy gołym okiem. I prędzej, czy później sami zostajemy ofiarą takiego podejścia. Państwo, a co za tym idzie całe społeczeństwo biednieje, podnosi się podatki, kolejki do specjalistów i badań są coraz dłuższe, zakłady pracy stają się niewydolne, powiększa się szara strefa, rośnie frustracja i poczucie niesprawiedliwości wśród młodych, którzy bez znajomości nie mogą znaleźć pracy i zmuszani są do emigracji, instytucje publiczne stają się coraz bardziej rygorystyczne przy egzekwowaniu drobnych należności od najbiedniejszych obywateli, niedouczeni specjaliści narażają ludzkie życie i bezpieczeństwo wszystkich. Nieuczciwość indywidualna, tak samo, jak każdy grzech zawsze ma wymiar społeczny, tym rozleglejszy, im wyżej w hierarchii znajduje się sprawca.

Często drobna nieuczciwość, typu przejazd tramwajem na gapę jest wewnętrznie usprawiedliwiana brakiem pieniędzy. Niestety, ale nawet małe odchylenia od właściwej postawy wikłają nas, dając przyzwolenie na coraz większe „cwaniactwo”, którym tak szczycą się apologeci PRL-u. System zbudowany na fundamentach kłamstwa i nieuczciwości, a takim systemem jest III RP, siłą rzeczy rodzi takie właśnie owoce, zmierzając nieuchronnie w stronę jeszcze większego pogłębienia patologii. Najboleśniejsze jest to, że w wielu przypadkach uczciwi i ciężko pracujący ludzie zmuszeni przez okoliczności wchodzą na ścieżkę, która jest niezgodna z ich sumieniami. Bo nie ma pieniędzy, bo służba zdrowia jest niewydolna, bo podatki są astronomiczne, bo na wyrok w sądzie czeka się tak długo. Niestety, ale żyjemy w czasach upadku kluczowych dla budowania silnej tożsamości postaw moralnych. Bogiem stał się pieniądz. Uczciwość jest obiektem drwin. Uczy się nas, by większym szacunkiem darzyć nieuczciwego miliardera, niż biednego, byłego opozycjonistę. Znieczulica, szczególnie w zawodach zaufania publicznego staje się normą. Sądy, prokuratura, organa ścigania służą interesom własnym skorumpowanego państwa i jego popleczników albo tym, którzy mają dość pieniędzy. Dopiero „dobicie” się do telewizji może coś zmienić. Jakże to obezwładniające poczucie bezsilności, które każe upatrywać nadziei na rozwiązanie rażącej niesprawiedliwości właśnie w zakwalifikowaniu się do emitowanego raz w tygodniu programu. „Prawo w Polsce jest jak pajęczyna: bąk się przebije, ugrzęźnie muszyna” - powiadali nasi przodkowie. Czyż nie jest to aktualne także dziś?

Lecz ludzi dobrej woli jest więcej” - śpiewał Czesław Niemen. Okoliczności są niesprzyjające i aby odmienić naszą rzeczywistość powinniśmy zacząć od przeglądu samych siebie. Nie można zmieniać świata, nie potrafiąc pokonać samego siebie. Odnowa moralna, która będzie antidotum na truciznę cynizmu i zepsucia musi narodzić się w każdym z nas indywidualnie. Ludzie są z natury dobrzy, pragną dobra i chcą być takimi postrzegani. W poczuciu bezsilności i marazmu zaczęliśmy się godzić na drobne ustępstwa, usprawiedliwiając je właśnie charakterem rzeczywistości, w której żyjemy. A przecież nie jest naszą rolą pasywne stanie z boku, tylko aktywne współdziałanie w dziele kształtowania naszego „tu i teraz”. Jeśli zależy Ci na dobru Polski, naszej Ojczyzny to musisz dołączyć do Opozycji. Opozycji wobec kłamstwa, nieuczciwości, hipokryzji i egoizmu - opozycji moralnej. Nie musisz zapisywać się do partii, wystarczy, że zwrócisz się w kierunku prawdy, uczciwości, szczerości i ideowości, i zrobisz to radykalnie. Kiedy w 1978 roku Karol Wojtyła został papieżem i gdy rok później tchnął w nas nadzieję podczas spotkania w Warszawie nasze serca w końcu zdobyły się na odwagę, by zerwać kajdany, by otwarcie zatęsknić za tym, co każdemu człowiekowi bliższe. Rok po tym wydarzeniu wybuchła „Solidarność”. Dziś jest nam jakby trudniej. Ale czyż moglibyśmy pozwolić sobie na myślenie, że nasze położenie jest beznadziejne, że lepiej nie będzie? Czyż mamy pogodzić się z tym, co na naszych oczach dokonuje się z 1000-letnią Polską, za którą nasi przodkowie oddawali wszystko, co mieli, łącznie z życiem? Wątpię. Dużo pracy przed nami, ale to praca, która leży w naszym zasięgu. I jeśli wydaje Ci się, że jesteś w Opozycji - spójrz na swoje codzienne postępowanie. Szczególnie, jeśli rzeczywiście jesteś członkiem opozycji, posłem, radnym, członkiem partii. Bo ciąży na Tobie ogromna odpowiedzialność. Jeśli sądzisz, że stoisz po dobrej stronie barykady, a jednocześnie ulegasz pokusom wydawania publicznych pieniędzy, które traktujesz jak własne, jeśli powierzoną Ci władzę traktujesz jako cel sam w sobie, a nie narzędzie do poprawiania losu zwykłych ludzi, jeśli jesteś opieszały, leniwy, jeśli wszędzie szukasz siebie, poklasku, jeśli ze strachu o własną pozycję, eliminujesz ze swojego otoczenia zdolniejszych, jeśli uważasz się za uprzywilejowanego, lepszego, jeśli nie masz czasu dla ludzi, jeśli przyzwyczaiłeś się do wygodnej roli opozycjonisty i w głębi duszy nie chcesz walczyć o odmianę oblicza Polski, bo nie wierzysz w te ideały - uważaj! Bo może między Tobą, a Twoimi oponentami z partii władzy nie ma tak naprawdę żadnej różnicy. Dostałeś zadanie do wykonania. I będziesz narażony na olbrzymie pokusy. Także takie związane bezpośrednio z życiem osobistym. Popełniasz wielkie zło, zabijając dusze zdolne do przywództwa i apostolstwa, które ze wstrętem odwracają się od Ciebie i naszej wspólnej sprawy, widząc, że sam nie strzeżesz wartości, które niesiesz na sztandarach.

Dlatego też kto nie chce prowadzić spójnego życia, nigdy nie powinien stawać w pierwszym szeregu jako przywódca

– przestrzega św. Josemaria Escriva. Jeśli Ty nie jesteś w stanie dawać nam przykładu, jak mamy razem podźwignąć Polskę z tego bagna? Powtórzę za Andrzejem Zybertowiczem, który trawestując kardynała Ratzinegra powiedział w 2011 roku:

Najpewniejszy depozyt polskości jest w sercach prostych ludzi. Ale jego ocalenie to zadanie polskiej inteligencji.

Zegar tyka. I choć już setki lat temu stawiano diagnozę, iż „[…] nie ma sztuki trudniejszej niż naprawa głęboko zepsutych Rzeczypospolitych, albowiem póki zepsucie nie dotarło do fundamentów, zbyt mało obywateli zdaje sobie sprawę z zagrożenia, a gdy sięgnie do fundamentów – ci, którzy swe znaczenie i siłę zawdzięczają zepsuciu państwa są zbyt potężni, by można było ich opór przełamać”, to o ile zgadzam się z jej pierwszą częścią, to jednocześnie jestem przekonany o tym, że opór zła można pokonać. Jednak z każdym dniem cena, którą będziemy musieli za to zwycięstwo zapłacić staje się coraz wyższa.

Jeśli to, co tu przeczytałeś sprawiło, że Twoje serce zabiło mocniej, a w duszę wlał się promyk nadziei - jesteś w Opozycji. Nie zmarnuj tego.

Autor

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...