” To on jest nadal wicepremierem? Myślałem, że jest rzecznikiem banków, bo powtórzył dokładnie to, co proponują banki ” - tak Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorstw i Pracodawców reaguje na pytanie o propozycje Janusza Piechocińskiego dla „frankowiczów”.

W rozmowie z Super Expressem Kaźmierczak nie skąpi ironii również szefowej rządu. Na pytanie, czy Ewa Kopacz będzie w stanie uporządkować przepisy podatkowe reaguje śmiechem:

Bóg miał rację, że umieścił pychę w katalogu grzechów głównych. Ta narracja o Ewie Kopacz jako Thatcher została szybko wyciszona.

— mówi.

Nie wyklucza też, że w PO istnieje spisek, który ma na celu zmianę premiera.

Możliwe. Sporo czasu do wyborów, a pamięć wyborcy w demokracji trwa około 24 godzin. I jeśli zrobią to szybko, to ich szanse się zwiększą. Nie wiadomo, co ona jeszcze zrobi. I te jej koleżanki…

Na uwagę, że Ewa Kopacz poradziła sobie w sprawie górników - również wybucha śmiechem.

Czekam, aż zacznie pan mi zadawać poważne pytania

— mówi dziennikarzowi.

Jego zdaniem, to co zaproponowała premier, wymagałoby wystąpienia z Unii Europejskiej.

UE nie zgodzi się na pomoc publiczną dla kopalni!

— twierdzi Kaźmierczak. Ale przyznaje, że nie dziwi się irytacji górników.

Ich poziom zaufania do rządu musi być żaden. Tusk im naobiecywał pół roku temu świetlaną przyszłość, a następnie z dnia na dzień próbuje się przeprowadzić ustawę. I jeszcze mówi się, że to wina górników. Nie! To wina właściciela!

— podkreśla.

Jego zdaniem lekarstwem na złą sytuację kopalń jest prywatyzacja.

Komentując sprawę podniesionych przez Niemców stawek minimalnych dla pracowników - radzi:

Gdybyśmy mieli jakiś porządny rząd w Polsce, a przynajmniej yakuzę, to natychmiast by zapowiedział, że niemieckie firmy działające w Polsce muszą płacić swoim pracownikom co najmniej 8,5 euro za godzinę.

Skończmy z tymi kompleksami, że my tu jesteśmy cichymi Polaczkami i nie reagujemy

— dodaje. Kaźmierczak nie ma też wątpliwości, kto ponosi odpowiedzialność za kłopoty „frankowiczów”.

Przecież nie powinien za to, co się stało, płacić podatnik, ale banki, które uczestniczyły w tym procederze! Mówi się, że 270 tys. ludzi jest zagrożonych tym, że nie będą mogli spłacać kredytu, a z drugiej strony mamy bankowych spekulantów walutowych.

I jak tłumaczy:

To są kompletnie niesymetryczne umowy. Co więcej, KNF od lat odmawia profesjonalistom założenia funduszu inwestycyjnego opartego na spekulacji walutowej. I nagle KNF dopuszcza, żeby 600 tysięcy rodzin wzięło udział w spekulacji walutowej! Banki powinny ponieść tego konsekwencje. Skończy się zapewne przewalutowaniem. I pana Piechocińskiego zawiodła tu intuicja, bo to nie są jakieś taśmy z knajpy, które można rozpędzić batogami. Teraz nawet jak ludzie zapomną, to za miesiąc będzie kolejna rata. I sobie przypomną.

Jak twierdzi Kaźmierczak kredyty…

mogą przesądzić o wyniku wyborów. Kto jest zadłużony? Głównie ci, którzy uwierzyli Tuskowi! 70 proc. z nich to wyborcy PO. Rząd powinien napisać ostrzejszą ustawę niż Orban na Węgrzech i przewalutować po kursie z dnia kredytu. To może się skończyć dla banków gorzej, bo są prawnicy gotowi się procesować, że to nie był kredyt, ale zwykła pożyczka. I jeżeli ktoś pożyczył 100 tys. i oddał 110 tys., to bank mu musi oddać 10 tysięcy!

ansa/ SE