Zmanipulowana wypowiedź Andrzeja Dudy na temat ewentualnego wysłania polskich wojsk na Ukrainę (gdyby NATO podjęło jakąś decyzję w tej sprawie) pokazuje, że kampania wyborcza będzie polowaniem na kandydata PiS.
Będzie ona prowadzona przeciw głównemu rywalowi Bronisława Komorowskiego metodą przeinaczeń, insynuacji, zmyśleń, nadinterpretacji i wszelkich możliwych nieczystych chwytów. Prorządowe media już pokazały, że każda goebbelsowska metoda manipulacji jest dobra, byleby przylepić do Andrzeja Dudy jakąkolwiek etykietkę na „nie” i „anty”. Ta taktyka będzie stosowana, nawet gdyby Duda tylko odliczał kolejne liczby naturalne, odczytywał alfabet czy recytował „Pana Tadeusza”.
Po tym jak prorządowe media, z „Faktami TVN na czele, oraz z Ewą Kopacz jako główną reporterką i komentatorką zrobiły z Andrzeja Dudy militarystę, który prze do wojny z Rosją, napisałem na Twitterze, że gdyby kandydat PiS powiedział, iż po rosyjsku jeden, dwa, trzy brzmi odin, dwa, tri, zinterpretowano by to jako jego odliczanie przed wystrzeleniem rakiet na Moskwę. Od lat tak jest z ważnymi politykami PiS, że ich słowa są i będą manipulowane do granic wytrzymałości wyjściowej wypowiedzi czy tekstu. A jeśli czegoś w wypowiedzi nie będzie, to się to zmyśli, jak zrobiła np. Katarzyna Kolenda-Zaleska z „Faktów”, która przypisała Jarosławowi Kaczyńskiemu słowa o „prawdziwych Polakach”, jakich prezes PiS nigdy nie wypowiedział.
Oczywiście można sprawy najbardziej ordynarnych manipulacji kierować do sądów, lecz ich liczba będzie zapewne tak wielka, że Andrzej Duda nie miałby kompletnie czasu na prowadzenie kampanii. Dlatego wiedząc jak jest i jak będzie, trzeba do minimum ograniczyć możliwość manipulacji. I trzeba założyć, bo zostało to potwierdzone setkami przykładów, że dziennikarze prorządowych mediów zadający Dudzie „pytania” będą chcieli stworzyć materiał wymarzony dla manipulatorów. Wielu znakomicie się wywiązywało z tej roli w przeszłości, szczególnie ci, którzy pozują na tzw. obiektywnych, więc nie ma sensu mieć jakichkolwiek złudzeń. Najlepiej przekonał się o tym sam Andrzej Duda. Ci tzw. obiektywni to ta sama część goebbelsowskiego aparatu propagandy, co właściwi manipulatorzy. Nie oznacza to, że ich programy można omijać i ignorować. Nie powinno się, bo nawet one dają szanse dotarcia do szerokiego grona wyborców. Wiedząc to wszystko, na pytanie o możliwość wysłania polskich wojsk na Ukrainę powinno się odpowiadać np. tak: „Ta kwestia realnie nie istnieje”. A gdyby „obiektywny dziennikarz” drążył temat, żeby wymusić odpowiedź, można dodać: „Jeśli problem się pojawi, odniosę się do niego. Podobnie jak odniosą się do niego konstytucyjne władze RP”. Na kolejne próby wpuszczania rozmówcy w maliny, można powiedzieć: „Nie wciągnie mnie pan/pani w żadne spekulacje”. „Obiektywny dziennikarz” nie złoży oczywiście broni, bo ma inne zadanie, więc sprawę trzeba uciąć ostatecznie, na przykład tak: „W kwestiach dotyczących tak ważnych spraw, jak wysłanie wojsk poza granice Polski są odpowiednie procedury, stosowne regulacje konstytucyjne, są wymagania związane z naszym członkostwem w NATO. To nie są opowiastki na imieninach u cioci Kloci. Koniec, kropka”.
Taktyka „obiektywnych dziennikarzy” polega też na tym, by nawiązywać do wcześniejszych pytań i liczyć na to, że rozmówca nie będzie w kolejnej odpowiedzi znowu podejmował wyjaśnionych już kwestii. Jeśli więc poprzednio padło pytanie o wysłanie wojsk i pytany wskazał na kontekst NATO (jak Andrzej Duda), w kolejnym pytaniu już tego nie zrobił, co goebbelsowcy natychmiast potem wykorzystali, cytując wyłącznie tę ostatnią odpowiedź. Bez odniesienia do szerszego kontekstu. Ale i na to jest rada. Można to rozegrać np. tak:
Do kontekstu międzynarodowego i związanego z naszym członkostwem w NATO już się odniosłem. Konkretnego problemu nie ma, więc tamta odpowiedź jest aktualna także w wypadku ostatniego pytania.
Jeśli „obiektywny dziennikarz” będzie chciał mieć stanowisko w bardzo istotnej sprawie, w odpowiedź wtrącamy np. takie słowa:
Przestrzegam przed ewentualną manipulacją czy nadinterpretacją mojej wypowiedzi. Jeśli odmawiam zajęcia konkretnego stanowiska, to znaczy, że sprawa tego nie wymaga. I proszę niczego za mnie nie dopowiadać. Gdybym chciał powiedzieć coś innego niż powiedziałem, to bym to zrobił.
Wielu pułapek można uniknąć, nie odpowiadając długimi, wielokrotnie złożonymi zdaniami. „Obiektywnych dziennikarzy” najbardziej wybija z konceptu i miesza im szyki oraz zmysły krótkie „tak”, „nie”, „za wcześnie”, „nie ma potrzeby o tym mówić”. Po takich krótkich odpowiedziach natychmiast pojawiają się próby ich interpretowania przez „obiektywnego dziennikarza”. Wtedy ucinamy sprawę krótko: „To nie moje słowa”, „nigdy tak nie powiedziałem”, „proszę nie manipulować moimi słowami”, „nie, nie można tego tak odczytywać”, „proszę nie zamieniać się ze mną rolami”, „nie wiem, co siedzi w pana/pani głowie”. „Obiektywny dziennikarz” będzie mimo to jakoś chciał wpuścić rozmówcę w maliny i zamiast pytań będzie formułował jakieś publicystyczne tezy. Wtedy ucinamy to mówiąc np.: „Proszę o tym napisać w felietonie, artykule. Nie jestem tu od komentowania pana/pani publicystyki”, „proszę nie wchodzić w rolę polityka (do wyboru: moralisty, katechety itp”.).
Ulubionym chwytem osób chcących zdobyć dobry materiał wyjściowy do manipulacji jest namawianie rozmówcy, by wcielił się w kogoś, kim akurat nie jest. Chodzi o pytania typu: „A co by pan zrobił, gdyby był pan…?”, „a gdy pan już zostanie prezydentem/ministrem/posłem, to co pan zrobi?”. Odpowiadamy, że to nie teatr. Jeśli będziemy tym, kim chcemy zostać, zajmiemy odpowiednie stanowisko. Pytany może się za to odnieść do tego, kto obecnie sprawuje funkcję, o którą się ubiega i wskazać jego błędy czy wyliczyć, czego ten nie robi dobrze. Zamiast wcielania się w rolę wystarczy odwołać się do programu własnego bądź reprezentowanej partii i streścić tezy tego programu w konkretnej sprawie. Nie należy się też dawać wpuszczać w rozważania o psychice osób trzecich, spekulować, co może siedzieć w ich głowach. Odnosimy się tylko do faktów decyzji i stanowisk.
Konkretnych rad można by jeszcze udzielić wiele, ale nie ma na to miejsca. Generalnie chodzi o to, żeby maksymalnie utrudnić zadanie manipulatorom i fałszerzom. I żeby już w trakcie rozmowy demaskować i obnażać nieuczciwe chwyty, wychodzenie z roli czy ewidentną stronniczość. To wymaga sporej pracy i wielkiej koncentracji, ale może naprawdę zniechęcić wielu manipulatorów, a przynajmniej utrudnić ich goebbelsowskie metody.
——————————————————————————————————
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/230932-czego-by-andrzej-duda-nie-powiedzial-bedzie-zmanipulowane-ale-jest-na-to-rada?wersja=mobilna
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.