Ogórek spycha ciocię Ewę i wujka Bronka w obszar obciachu. Dlatego budzi nienawiść w Platformie

PAP/Jacek Turczyk/YT/Radek Pietruszka
PAP/Jacek Turczyk/YT/Radek Pietruszka

Platforma Obywatelska i jej „zaprzyjaźnieni” dziennikarze dostali białej gorączki na wieść o wystawieniu Magdaleny Ogórek jako kandydatki SLD w wyborach prezydenckich. Niby taka decyzja nie powinna robić na nich większego wrażenia, a jednak strasznie się z tego powodu spinają. Przyczyny są całkiem proste. Magdalena Ogórek zbyt jasno i w zbyt oczywisty sposób uświadamia Polakom, kim są Ewa Kopacz i Bronisław Komorowski. Niechęć do Ogórek nie wynika więc z oceny jej kwalifikacji czy ich braku, lecz z jej, przyznajmy – mimowolnej, siły demaskatorskiej.

I Kopacz, i Komorowski są kreowani jako przywódcy na miarę przeciętnych ludzi. Na miarę aspiracji opisywanych przez autorów najpopularniejszych polskich telenowel. Mają być swojscy, zwykli, jakby wprost wyciągnięci z tłumu, tylko jakoś tam doświadczeni w sprawach państwowych i w miarę nowocześni. Ot, ciocia Ewa i wujek Bronek. Ten wizerunek szczególnie mocno, żeby nie powiedzieć nachalnie, lansowano w okresie świąt Bożego Narodzenia. I, mówiąc językiem młodych, to wszystko poszło się gonić wraz ze wskazaniem Magdaleny Ogórek przez Leszka Millera. Bo na jej tle ciocia Ewa i wujek Bronek wyglądają jak – znowu warto się odwołać do młodzieżowego określenia – kompletne „paździerze”. To określenie oznacza kogoś zawstydzająco zahukanego, zakompleksionego i kulturowo cepeliowskiego, choć pozującego na nowoczesnego. „Paździerz” oznacza barierę kulturową i świadomościową oraz estetyczną. I pewną męczącą pretensjonalność. Magdalena Ogórek nie jest oczywiście jakimś wzorcem z Sevres współczesnej Polki, ale jest na tyle różna od cioci Ewy i wujka Bronka, że szczególnie młodym Polakom zwraca uwagę na „paździerzowatość” pani premier i pana prezydenta. I rodzi bardzo widoczny kulturowy dysonans. Bo zarówno Ewa Kopacz, jak i Bronisław Komorowski reprezentują formację od początku swego istnienia aspirującą do nowoczesności, mającą się kojarzyć z modernizacją. Tymczasem na tle Magdaleny Ogórek kojarzą się z prowincjonalnością i cepeliowską „paździerzowatością” właśnie. Jakby ich wyjęto z PRL (z czasów „Misia” Stanisława Barei), odkurzono, trochę podmalowano, ale wciąż są postaciami z jakiegoś zapyziałego zaścianka.

Z punktu widzenia zwolenników Platformy Obywatelskiej perfidia pomysłu Leszka Millera i Włodzimierza Czarzastego, bo to oni są autorami kandydatury Magdaleny Ogórek, polega na tym, że przede wszystkim rzuca się w oczy jej estetyczna odmienność od Kopacz i Komorowskiego. A ten czynnik ma ogromne znaczenie w porównaniach i ocenie tego, co się ma, z tym, co chciałoby się mieć. Miller i Czarzasty odwołali się do aspiracji sporej części Polaków, którzy znają świat i chcieliby widzieć wokół siebie ładnych ludzi, ładne otoczenie, ładne przedmioty. Bo to im się kojarzy z nowoczesnością, z państwami, które cywilizacyjnie stoją wyżej od Polski. A na tle „ładnej” pani Magdy ciocia Ewa i wujek Bronek natychmiast ujawniają te cechy, które młodzi ludzie kwalifikują jako „paździerzowatość”.

Magdalena Ogórek nie szkodzi kandydatowi PiS Andrzejowi Dudzie, bo on jest niewiele od niej starszy, dobrze się prezentuje, ma dobre wykształcenie i europejski szlif, więc kompletnie nie kojarzy się z „paździerzowatym” wizerunkiem zapyziałej cioci i wujka z flintą. Wizerunkowo i estetycznie Magdalena Ogórek i Andrzej Duda stoją po tej samej stronie i nie jest to na pewno strona cioci Ewy i wujka Bronka. Wyborcy PiS to czują i kandydatura Ogórek kompletnie im nie wadzi. Natomiast wyborcy i sympatycy PO, a tym bardziej politycy tej partii, widzą, jak bardzo na tle Ogórek ujawnia się to, co nie powinno się kojarzyć z pewnym już kandydatem ich partii na prezydenta oraz z szefową rządu, bo czyni z nich relikty gorszej przeszłości, żeby nie powiedzieć wykopaliska.

Wściekłość polityków PO oraz ich dziennikarskich czy komentatorskich naganiaczy na Ogórek jest zrozumiała, choć nie jest racjonalna. Bo ujadanie na Magdalenę Ogórek, poniżanie jej i kpienie z niej tylko jeszcze bardziej eksponuje to, co chcieliby przykryć, czyli zaklasyfikowanie ich liderów do kategorii „paździerzy”. Atak na Magdalenę Ogórek pokazuje kompleksy ludzi PO i odwrócenie kulturowego stereotypu. Dotychczas to oni piętnowali politycznych rywali i ich elektorat w kategoriach „obciachu”, teraz to oni stali się tego „obciachu” ucieleśnieniem. A to boli. Bardzo boli.

——————————————————————————————————

Super oferta dla czytelników tygodnika „wSieci”! Zamów roczną prenumeratę naszego pisma a oszczędzisz nie tylko czas, ale i pieniądze! Tylko dla prenumeratorów ceny niższe niż w kiosku nawet o 47%!

Więcej informacji o warunkach prenumeraty na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...