Czy Magdalena Ogórek jako kandydatka SLD jest skazana na porażkę? Niekoniecznie. Prezydentem oczywiście nie zostanie. Ale kto wie, czy nie przyciągnie rozproszonego lewicowego elektoratu.
Bo czy nam się podoba czy nie ten elektorat w Polsce istnieje. Podzielony pomiędzy różne formacje, często zdemobilizowany i nieco zdezorientowany. Ale nie wyparował wraz z wyprowadzeniem sztandarów PZPR. Walczył o niego nie tylko Leszek Miller, śp. Andrzej Lepper i Janusz Palikot. Próbuje go zwabić także Jarosław Kaczyński i Janusz Piechociński. A od czasu do czasu także Platforma.
Co prawda start kandydatki Sojuszu wypadł nie najszczęśliwiej - w dniu śmierci Józefa Oleksego. Trochę może dziwić, że taki polityczny wyga, jakim jest Leszek Miller, zdecydował się zaprezentować swą faworytkę, mimo wszystko - w tym momencie. Pod hasłem, że umarł Oleksy, ale nie lewica. Cóż, zabrzmiało to nieco cynicznie. Ale przecież swoisty cynizm, czy jak kto woli ironia, jest od dawna znakiem rozpoznawczym Leszka Millera.
Tak czy owak kalkulacja Millera ma swoją logikę. Magdalena Ogórek jest wykształcona, ładna, ma doświadczenie medialne. Zna świat polityki, choć nigdy nie odgrywała w nim poważnej roli. Nad jej polityczną edukacją i strategią czuwa teraz sam Miller. Czy to oznacza, że jest marionetką w jego ręku ?- Być może. . Ale też jej rolą nie jest przecież prawdziwe zwycięstwo w wyborach, ale zmobilizowanie i przyciągnięcie lewicowego elektoratu. Pokazanie, że nie jest to formacja schyłkowa, na której czele stoją liderzy z poprzedniej epoki.
Wybór Magdaleny Ogórek nie zachwycił komentatorów. Wytykano jej brak doświadczenia politycznego, niesamodzielność, „celebryckość”. Poniekąd słusznie. Leszek Miller zdaje się podchodzić do tego spokojnie. Dobrze wie, że o sukcesie lub porażce jego blond - kandydatki nie będą decydowali dziennikarze i publicyści, ale ludzie polski B. Ci sami, którzy mieli kłopot z wypełnieniem kart wyborczych, ci sami którzy oglądają M- jak miłość, Klan, X-faktor i Taniec z gwiazdami. Jak to określił jeden z socjologów „elektorat serialowy”.
Nie jest trudno wyobrazić sobie, że młoda ładna kobieta pozyska sympatię tego rodzaju wyborców. Którzy nie będą za głęboko wnikać w realność jej programu. Zwłaszcza gdy Bronisław Komorowski wejdzie w, co nieuniknione, bezpośrednie starcie z Andrzejem Dudą.
Wszystko zależy od tego, czy Magdalena Ogórek nie pozwoli się za mocno skompromitować. Paradoksalnie jej wizerunkowe atuty są zarazem jej największą słabością. Bo młody wiek i okładkowa uroda, odbiera jej wizerunkową wiarygodność. Przyćmiewa tytuł doktora. W roli rzeczniczki prezydenta pewnie zostałaby „zaakceptowana” bez zastrzeżeń. Jako kandydatka na najwyższy urząd, choćby tylko formalna, budzi wątpliwości. Tym bardziej musi ważyć każde słowo. Jedna wpadka, parę złośliwych memów w internecie, może ją zdyskredytować i raz na zawsze utrwalić wizerunek „głupiej blondynki”.
Toteż nie dziwi mnie specjalnie, że Leszek Miller ogranicza na razie jej publiczne wystąpienia do oświadczeń. Ryzykuje co prawda rosnącą irytację dziennikarzy. Ale lepsze to niż kompromitacja kandydatki na starcie kampanii. (Zakładam, że równolegle przechodzi ona intensywny trening przygotowujący ją do nowej roli). Oczywiście wiecznie Sojusz chować jej nie może. Prędzej, czy później Magdalena Ogórek będzie musiała odpowiedzieć na pytania zadawane na żywo. Czy zda ten egzamin? Trudno przewiedzieć. Ale jeśli jej się uda … Dwucyfrowy wynik w pierwszej turze może być w jej zasięgu.
Miller chce, by Ogórek była synonimem lewicy nowoczesnej, umiarkowanej i atrakcyjnej. Która dyskretnie odsuwałaby w cień dawnych PZPR-owskich działaczy, PRL-owskich notabli i tych wszystkich, którzy sprawili, że PRL był w Polsce tym, czym był. A równocześnie zagwarantowała im spokojne dotrwanie do końca swych dni.
Magdalena Ogórek jest specjalistką od Kościoła. Jako przedstawicielka lewicy nastawiona jest do niego krytycznie, ale - nieagresywnie. To też może namieszać w głowach ludziom, których katolicyzm jest bardziej zwyczajowy, niedzielny, niż duchowy i świadomy. Ofensywny antyklerykalizm Janusza Palikota - okazał się „atrakcyjny” tylko na krótką metę. Umiarkowana, uargumentowana krytyka może okazać się bardziej długofalową i skuteczniejszą strategią.
Kandydatka SLD jest wciąż zagadką. Ale przy fachowej kampanii, przy umiejętnym eksponowaniu jej atutów może zdobyć sympatię i popularność. Zaś- co nie mniej ważne - w razie porażki - lewicy łatwo będzie się z niej otrząsnąć. Jest wszak osobą z zewnątrz. Partii aż tak bardzo nie obciąża. Stąd też eksperyment Leszka Millera jest mniej ryzykowny niżby to w pierwszej chwili mogło się wydawać. Gdyby jednak okazało się, że lider Sojuszu postawił na złego konia - będzie musiał za to odpowiedzieć osobiście. Prawdopodobnie końcem kariery.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/230183-milczenie-magdaleny-ogorek-eksperyment-leszka-millera-jest-mniej-ryzykowny-niz-by-sie-moglo-wydawac
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.