Ewa Kopacz postanowiła mocno skręcić w lewo. I pociągnąć za sobą całą Platformę. W wywiadzie dla „Polityki” pani premier oznajmiła, że jej „priorytetem” (poza powstrzymaniem PiS) są związki partnerskie, in vitro i konwencja antyprzemocowa.

I właśnie ta ostatnia sprawa miała stać się poważnym punktem obrad wtorkowego zarządu partii. Jak czytamy w gazecie Michnika, Kopacz zapowiedziała, że kto nie zagłosuje za konwencją, nie znajdzie miejsca na listach wyborczych PO. Szefowa rządu argumentowała, że wad dokumentu nie dostrzega minister Grabarczyk, więc konwencję przyjąć należy. To o tyle zaskakujące, że kilkunastu posłów Platformy zdecydowanie sprzeciwiało się podpisaniu dokumentu. Jak zareagują w tej chwili? Nie wiadomo.

Na zarządzie pojawił się też problem dofinansowania kampanii Bronisława Komorowskiego. Mimo kręcenia nosem przez niektórych polityków PO, partia ma dorzucić Komorowskiemu ok. 15 mln złotych. Z kolei po zarządzie spotkała się z Januszem Piechocińskim, którego przekonywała, by PSL nie wystawiało swojego kandydata na prezydenta.

lw