Bronisław Wildstein dla wPolityce.pl: Zamach w Paryżu jest absolutnie wstrząsający. To efekt utopii multikulturalnej. NASZ WYWIAD

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

wPolityce.pl: Francja od lat prowadzi kontrowersyjną politykę migracyjną, która otwiera kraj na falę islamskich migrantów. Czy zamachy na jedną z redakcji w Pana ocenie są tragicznym skutkiem tej właśnie polityki?

Bronisław Wildstein: To, co dzieje się we Francji, jest oczywiście efektem utopii multikulturalnej. Jednak problem jest znacznie głębszy, tu chodzi o konflikt cywilizacyjny. Wiadomo, że najgwałtowniejsze konflikty wybuchają między kulturami, gdzie ludzie wyznają odmienne wartości, porządki norm i zachowań. Albo istnieje pewien, narzucony odgórnie, regulujący wszystko ład, albo dochodzi do walki o to, kto zdominuje resztę. Multikulturalizm to jest zaproszenie to takiej walki. Dlaczego to nie szariat ma być tym dominującym systemem wartości? Wedle tego prawa nie można kpić z religii, zwłaszcza Islamu, nie wolno odstępować od religii. Za jedno i drugie grozi śmierć. I okazuje się, że próby wprowadzenia takiego prawa są konsekwencją właśnie multikulturowości.

Islamizacja karmi się również słabością tożsamości chrześcijańskiej Europy?

Oczywiście, to również ważne. Nowoczesność uwolniła w cywilizacji europejskiej cechy samobójcze. Multikulturalizm jest przejawem właśnie takich cech samobójczych. Europa wyzbyła się poczucia, że stworzyła cywilizacje, a goście, którzy chcą do nas przyjechać, muszą zaakceptować nasz system wartości. Przecież jeśli ci ludzie przyjeżdżają do nas to znaczy, że uznają naszą cywilizację i jej owoce w jakiś sposób za lepsze czy efektywniejsze niż ich. Oni muszą zaakceptować nasze normy. Jednak jeśli my sami kwestionujemy i niszczymy nasze normy, to nic dziwnego, że ludzie zaczynają poszukiwać jakichś mocniejszych identyfikacji. To ważny czynnik związany z islamizacją Europy.

Jest Pan dziennikarzem od lat, kierował Pan niejedną redakcją. Jak Pan odebrał zamach na redakcję francuskiego pisma?

To, co się zdarzyło, jest absolutnie wstrząsające. Oczywiście miały już miejsce ataki terrorystyczne, w których ginęło znacznie więcej osób, np. w USA, Londynie, czy Madrycie. Jednak tu doszło do sytuacji niespotykanej, do wymordowania redakcji. Ja miałem do tej redakcji bardzo negatywny stosunek. Jednak bez względu na to, to wydarzenie jest szokujące. To znaczący moment dla Francji i Europy. Sądzę, że w tym wypadku terrorystom uda się osiągnąć cel. Oni w mojej ocenie zastraszą dziennikarzy.

Dlaczego Pan tak sądzi? Media nie wrócą do normalnej pracy?

Okazało się bowiem, że w środku Paryża, w strzeżonej redakcji gazety, nie można być bezpiecznym. Wyobrażenie, że dziennikarze będą spokojnie funkcjonować, bez lęku, że nie będą mieli w pamięci tego, co się działo, jest niezasadne. Dziennikarze nie są z natury rzeczy herosami. To jest więc sytuacja przełomowa. Zaczyna się coś w rodzaju wojny domowej. Dotąd ataki były właściwie ślepe i przypadkowe. Tu zaatakowano konkretnie tych, którzy pisali i rysowali nie tak jak trzeba. Oni się stali celem skutecznego ataku. Nie ataku, ale wręcz masakry. Oni zostali wymordowani, ta redakcja została wymordowana. Nie wyobrażam sobie, by powstała druga redakcja w jej miejsce. Mój negatywny stosunek do pracy tej redakcji to zupełnie inna sprawa.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...