Bardzo ciekawe informacje zawiera wywiad Heleny Datner, zamieszczony przez żydowski portal jewish.org.pl. (przedruk za portalem emigrantów marcowych „Plotkies”; wywiad przeprowadził  dr Leopold Sobel (Poldek) ze Szwecji - red.)

Datner, historyk i socjolog (a przez pewien czas – przewodnicząca żydowskiej gminy wyznaniowej w Warszawie), która należała do ekipy tworzącej Muzeum Historii Żydów Polskich i rozstała się z nią, teraz krytykuje ekspozycję MHŻP. Za, na ile można zrozumieć jej wywody, zbytnią kompromisowość wobec Polaków i polskiej wrażliwości, owocującą niedostatecznym jej zdaniem uwypukleniem rozmaitych przejawów antysemityzmu.

Niewymienieni z nazwiska przeciwnicy Datner mieli uważać, że Muzeum musi „uniknąć skojarzenia z tzw.antypolonizmem”. Pani historyk wyraża szczery żal, że to „się udało, prawicowa prasa bardzo chwaliła muzeum za jego (tj.antypolonizmu – PS) brak”.

Przeciw „apologii Polski”

Przedmiotem kontrowersji miała np. być kwestia sposobu przedstawienia w ekspozycji kwestii licznego (znacznie większego, niż wynikałoby to z udziału w populacji Polski) udziału Żydów i Polaków pochodzenia żydowskiego w przedwojennym ruchu komunistycznym, a w ślad za tym – w aparacie władzy PRL w latach stalinowskich. Na ile można zrozumieć, Datner życzyłaby sobie, aby odwiedzającym Muzeum jednoznacznie powiedziano, że było to wyłącznie efektem materialnego upośledzenia mas żydowskich i będącego ich udziałem „ucisku narodowego”, a w żadnym stopniu nie jakiejkolwiek innej motywacji. Obecna ekspozycja muzeum przedstawia żydowskich komunistów rzeczowo, w duchu relacyjnym. Z wywodów Datner wydaje się wynikać, że chciała aby było o nich więcej, i w nastroju znacznie bardziej życzliwym.

Innym przedmiotem pokrewnej chyba kontrowersji była kwestia wyeksponowania roli powojennego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów oraz wydawanej przez nie gazety „Fołks-Sztyme”. Kontrowersja była pokrewna, bo tutaj Datner również chciała, aby te komunistyczne i kontrolowane przez władze PRL twory pokazać obszerniej i życzliwiej.

W innych niż dotyczące żydowskich komunistów kwestiach Datner (i jej niewymienieni z nazwiska zwolennicy wśród pracowników Muzeum) przejawiała odwrotny temperament, bo chciała nie łagodniej, tylko ostrzej. Ostrzej przedstawić pogrom kielecki, antysemityzm podziemia antykomunistycznego. Ale cóż – naciski złych ludzi doprowadziły do tego, że MHŻP stało się „apologią wzajemnych (polsko-żydowskich – PS) relacji przez tysiąclecia”, „apologią Polski”. Nad czym Datner ubolewa.

A źli ludzie żądali np., aby wyraźnie napisać, że eksponowani w części powojennej przywódcy PRL byli z pochodzenia Żydami. Aby nie sugerować natomiast, że w polskiej opozycji antysystemowej panował antysemityzm (tylko tak można zrozumieć zdanie „krytykowali też „brak pokazania Żydów w „Solidarności”(pytaliśmy: Michnika? Geremka?)”.

I w ogóle chodziło złym ludziom o to, żeby „Kościół, „Solidarność” - pokazać w dobrym, a przynajmniej nie najgorszym świetle”.

Ta antysemicka „Ida”…

To wszystko w ustach Heleny Datner nie dziwi. Jest ona przecież znana z silnych sympatii do ruchu komunistycznego, a zwłaszcza do uczestniczących w nim Żydów.

Dodajmy, iż potrafiła z ogniem atakować (w środowiskach prawicowych uznawany za kontrowersyjny z niejako przeciwstawnych pozycji - np. przez Piotra Zarembę http://wnas.pl/artykuly/6554-wsieci-zaremba-o-filmie-ida ) film „Ida”. Za to, że podobno zawiera „antysemickie klisze”, „nie burzy polskiej wspólnoty” i utrwala obraz że Polacy byli „trochę dobrzy, a trochę źli” (powinni, jak rozumiem, być pokazani jako jednoznacznie źli – no, może poza PPR-owcami….), a „obraz Kościoła jest nienaruszony”.

A tak w ogóle to „Ida” pokazuje to, co Polacy chcą zobaczyć: „żydowską, komunistyczną k…wę i dziewicę, >zmywającą< swoje niekatolickie pochodzenie w klasztorze”.

To przedstawienie bohaterek według prostej zasady - co Polacy chcieliby myśleć o Żydówce, budującej powojenny socjalizm: k…rwa, alkoholiczka, która od dwudziestu lat nie miała kontaktu ze swoją własną siostrzenicą. Pierwowzorem „krwawej Wandy” z „Idy” była przecież znienawidzona przez polską opinię publiczną prokurator Helena Wolińska, komunistka z przekonania i Żydówka z pochodzenia, oskarżona po 1989 roku za „zbrodnie komunistyczne”! – tłumaczy Datner.

Wyraźnie nie chcąca nawet ukrywać, iż nie podziela negatywnych emocji wobec Wolińskiej.

Polityczne naciski złych ludzi

Więc, jako się rzekło, niezadowolenie owej damy z tego, że Muzeum Historii Żydów „uniknęło skojarzenia z tzw.antypolonizmem” nie jest niczym zaskakującym. Ciekawe jest natomiast to, kim są źli ludzie, którzy nie dali p. Datner ukształtować MHŻ w sposób, który w wystarczającym według niej stopniu uwypukliłby polski antysemityzm.

Są to otóż, po pierwsze, „żydowscy sponsorzy Muzeum”. A po drugie – „polskie władze”. Dodajmy, że obecne, platformerskie.

Naciski polityczne

— relacjonuje Datner.

Zapewne wiele działo się za naszymi plecami, ale kulminacyjnym punktem było spotkanie w Ministerstwie Kultury (przypomnę: Muzeum podlega temu Ministerstwu, jest przez nie finansowane) w maju 2013 r.… Zakomunikowano nam wprost, że nasza część wystawy „nie spełnia oczekiwań prezydenta i ministra kultury”, jest „niezgodna z polską racją stanu”, i nie będzie mogła być zatwierdzona. Wystawa jest przecież realizowana „za polskie pieniądze”, usłyszeliśmy.

I w efekcie paroletnie starania p.Datner i jej adherentów poszły na marne.


Warto przeczytać wywiad Heleny Datner. Warto bowiem dowiedzieć się po pierwsze, że poważne międzynarodowe instytucje żydowskie (wśród sponsorów znajdujemy m.in. fundację Taube, fundację Koret, Warren Hellman Family Fund, The Jewish Community Federation of San Francisco, The Neubauer Family Foundation) nie chciały przyłożyć ręki do wzniesienia w Warszawie cytadeli antypolonizmu. W kontekście wciąż niełatwych relacji polsko-żydowskich ta wiadomość cieszy, i jest powodem do optymizmu.

A po drugie – warto też dostrzec, że według relacji Datner podobną rolę odegrały polskie władze. I potrafiły zachować się ostro (część wystawy „jest niezgodna z polską racją stanu” i dlatego „nie będzie mogła być zatwierdzona”).

Platformerskie władze (różnych szczebli) oskarżamy często o pewną narodową oziębłość. Nie bez przyczyn. Lista ich zaniechań (np.nie wybudowanie dotąd Muzeum Historii Polski czy muzeum partyzantki antykomunistycznej, długa obrona warszawskiego pomnika żołnierzy radzieckich) czy wręcz aktywnych działań (np.kilkuletnia koalicja w katowickim sejmiku z antypolskim RAŚ-em) jest imponująca.

Ale tym bardziej należy dostrzec , jeśli – jak w wypadku MHŻP -zachowują się inaczej. Nie tylko dostrzec, ale i docenić. Bo to daje nadzieję – może naiwną - na to, że kiedyś jednak Polska może się skleić.