PÓŁ PORCJI MAZURKA: Prezesi najważniejszych sądów jawnie wystąpili przeciw opozycji. To rzecz bez precedensu

fot. Joanna Karnat/GFDL/CC/wikimedia commons
fot. Joanna Karnat/GFDL/CC/wikimedia commons

Czegoś takiego jeszcze w III RP nie było: prezesi Sądu Najwyższego (Małgorzata Gersdorf), Naczelnego Sądu Administracyjnego (Roman Hauser) i Trybunału Konstytucyjnego (Andrzej Rzepliński) ostro zaatakowali lidera opozycji.

De facto stali się stroną w sporze politycznym. I co? Sprawa stała się tematem jednodniowej sensacyjki i znikła. A jest poważna.

Po kolei. Po wyborach samorządowych i towarzyszącej im kompromitacji PKW opozycja, czyli PiS wraz z SLD, zaproponowała unieważnienie wyborów i rozpisanie nowych. W odpowiedzi prezydent wezwał do siebie troje najważniejszych sędziów. Wszyscy zgodnie uznali, że to niemożliwe, a Bronisław Komorowski spuentował to odesłaniem protestujących w „odmęty szaleństwa”. Czy jeśli przed rozpoznaniem spraw o protesty wyborcze prezydent wzywa najważniejszych sędziów w Polsce i razem sugerują, że protesty to pieniactwo, to mamy do czynienia z naciskiem na sądy czy nie?

Trzy lata temu przeprowadziłem wywiad z prezesem Andrzejem Rzeplińskim. Oto fragment:

Ciekawi mnie pańskie zdanie, czy można mówić „mamy durnia za prezydenta”…

Nie będę się w tej sprawie wypowiadał.

Dlaczego? Przecież i tak się pan wyłączył?

Moje zdanie mogłoby być odczytane jako forma nacisku na sędziów.

Jak widać wtedy samo zabranie głosu na temat błahej w sumie sprawy sędzia Rzepliński uważał za „formę nacisku na sędziów”. Dziś występując u boku prezydenta tego nacisku nie widzi. Jarosław Kaczyński jednak ów nacisk dostrzegł i na manifestacji 13 grudnia zaatakował:

Władza […] wpływa na sądy, można powiedzieć, wręcz terroryzuje sądy i to z udziałem prezydenta RP i z udziałem prezesów sądów.

Mocno? Politycy na wiecu nie dzielą włosa na czworo. Okazało się, że sędziowie również. Wezwani do tablicy zakrzyknęli z oburzenia:

Jest to bezprzykładny w Europie atak polityka pretendującego do sprawowania władzy wykonawczej w Polsce, na władzę sądowniczą. Jest to pełen pogardy atak wymierzony w każdego z tysięcy sędziów wszystkich sądów w Polsce

— napisali w oświadczeniu. I stwierdzili, że przypomina im to miniony system. Czyli Kaczyński naciska na sądy bardziej niż Łukaszenka i komuniści. Ale przecież komuniści nie byli tacy źli! Zaświadcza o tym sama …I prezes Sądu Najwyższego:

Nie uważam, że przed uzyskaniem nowej niepodległości sądy były manipulowane. Moja mama była sędzią, ja kończyłam studia w 1975 roku, już wtedy tej manipulacji na wielką skalę nie było. Uważam, że wymiar sprawiedliwości oparł się – generalnie – naciskom partii rządzącej.

— powiedziała prof. Gersdorf w rozmowie z TVP Info. Argument „z mamy” musi przekonać każdego niedowiarka, prawda? Posłuchajmy tego jeszcze raz: I prezes Sądu Najwyższego uważa, że – poza wyjątkami – sędziowie w procesach radomskich, sędziowie w stanie wojennym, sędziowie w procesie morderców ks. Popiełuszki byli ludźmi prawymi, uczciwymi i niezależnymi. Nie to co Kaczyński, chciałoby się rzec.

Dziś sędziowie też są daleko od polityki. Zacytujmy prezesa Trybunału Konstytucyjnego mówiącego o Leszku Millerze:

To był dobry moment, żeby zejść, a nie został wykorzystany tak, jak ja bym oczekiwał od tego polityka

— klarował swe oczekiwania wobec polityka opozycji apolityczny i „niezależny aż do trzewi” (wywiad dla „Rzeczpospolitej”, styczeń 2011 roku) Andrzej Rzepliński 22 listopada 2014 roku. Zdziwieni? To przypomnijmy jeszcze szczerą deklarację prezesa Rzeplińskiego z tej samej rozmowy w 2011 roku:

Mój system wartości konserwatywnego liberała jest bliski systemowi wartości Platformy Obywatelskiej.

Dziś prezes Rzepliński pokazuje jak bliski. I to jest bardzo smutny fakt.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...