Już by z całą mocą zajęli się rozjeżdżaniem premier Ewy Kopacz i rządzącej koalicji, ale znowu ten straszny Kaczyński im to uniemożliwił. Tyle słyszymy od „dziennikarzy” pokroju Jacka Żakowskiego, Tomasza Lisa i tabunów ich klonów z „Gazety Wyborczej”, TVN 24 czy Radia Tok FM. Już, już panie i panowie mieli zacząć młócenie rządu, mieli naostrzone pióra i wypolerowane klawiatury, ale co zrobić – Kaczyński zmusił ich do zajęcia się czym innym, czyli nim samym. Zawsze są na ostatniej prostej do rozpoczęcia gruntownej krytyki rządu, ale Kaczyński zaczyna coś podpalać, zawłaszczać, wysadzać, zohydzać itd., itp., więc muszą włączać hamulce i ratować ojczyznę.
Te głupoty nie są już nawet śmieszne, bo nawet największemu tłumokowi trudno jednak wytłumaczyć, że przez ponad siedem lat ostrzy się pióra, pucuje klawiatury i zbiera w sobie, żeby zaatakować, a potem nic się nie dzieje, bo Kaczyński. Pomijając to, że takie wstrzymywanie się może popsuć jelita, gdy się jest na rządowym łańcuchu i przy rządowej budzie, nie powinno się zawracać poważnym i zapracowanym ludziom gitary infantylnymi tłumaczeniami o wielkiej gotowości do krytyki i smaganiu biczem, które zrealizowałyby się, gdyby nie Kaczyński.
W tym miejscu powinno się napisać kilka oczywistości, które także ci stojący z piórem u nogi i klawiaturą pod pachą wiedzą, tylko udają, że ich to nie obowiązuje. Otóż pierwszym przykazaniem dziennikarzy jest pisanie, mówienie i pokazywanie prawdy, a zaraz za tym kontrolowanie władzy. Często ta funkcja kontrolna jest nawet ważniejsza. Dziennikarz nie jest od tego, by być fagasem władzy. Jakiejkolwiek. Opozycja powinna być bez porównania mniejszą częścią zainteresowania mediów niż rządzący. I to najczęściej w kontekście jej polemiki z władzą czy przedstawiania alternatywnej koncepcji rządzenia bądź rozwiązywania poszczególnych problemów. Władza ma decydujący wpływ na życie ludzi (centralna i lokalna), ma instrumenty rządzenia i zmuszania ich do różnych rzeczy oraz zbiera i wydaje pieniądze obywateli. Opozycja może sobie jeśli nie pogadać, to co najwyżej zaprotestować. Opozycja po prostu nie ma władzy, nawet gdyby jej to przypisywać przez całą dobę.
W Polsce tabuny dziennikarzy, naukowców i komentatorów rżną głupa twierdząc, że zajmują się wyłącznie opozycją dlatego, że może ona dojść do władzy. I to jeszcze metodami, przed którymi ci z piórami u nogi i klawiaturami pod pachą muszą ostrzegać dniem i nocą. A potem ta już nie opozycja będzie rządzić tymi strasznymi metodami, choć nie ma nawet cienia dowodu. Bo na przykład słynna zgroza IV RP to kompletny wymysł i bzdura. Gdyby porównać opresyjność IV RP z tą z czasów III RP Komorowskiego, Tuska i Kopacz, to wtedy były kolonie letnie, a od siedmiu lat mamy ostry surwiwal z elementami obozu pracy.
Na tej samej zasadzie, na jakiej straszy się Kaczyńskim i jego dywersyjnymi działaniami, co ma uniemożliwiać krytykę rządzących, bo trzeba alarmować i ostrzegać, można by się zajmować kosmitami. I można by 24 godziny na dobę opowiadać o ich krwiożerczości i przestrzegać przed strasznymi rzeczami, jakie zgotują ziemianom, gdy już wylądują. A na argument, że przecież nikt tych krwiożerczych kosmitów nie widział, pada odpowiedź, że mają już na Ziemi swoich emisariuszy, tylko wcielili się oni w ludzkie postacie i bardzo trudno ich wytropić. Gdyby tak jak o PiS i Kaczyńskim mówić o kosmitach oraz ich kosmicznym przywódcy, wszyscy pukaliby się w czoło, a przecież obie narracje i stanowiska niczym się nie różnią. Tyle że straszenie kosmitami lokowałoby straszących w „odmętach szaleństwa” i pokazywałoby ich kompletne fiksum dyrdum.
Po stronie dworskiego dziennikarstwa i stronniczej nauki nie ma żadnej gotowości do krytykowania władzy i obnażania jej przekrętów oraz bezeceństw. Nikt nie stoi z zaostrzonym piórem u nogi i z wyglancowaną klawiaturą pod pachą. Jest żenujące, przaśne i prymitywnie interesowne robienie klaki i włażenie bez wazeliny. Bo w III RP Komorowskiego, Tuska i Kopacz nawet nie stwarza się pozorów, czyli duża część ludzi mainstreamowych mediów nie pełni funkcji czwartej władzy, lecz jest częścią pierwszej władzy. Na jakiej zasadzie ludzie z tej samej paczki mieliby kiedykolwiek choćby mieć ochotę patrzeć władzy na ręce? Przecież to absurd. Dlatego te tłumaczenia o wielkiej gotowości i nagłych odwrotach z powodu Kaczyńskiego są tak infantylne i zabawne. Także dla przeciętnych odbiorców. Bo wbrew temu, co ci dziennikarze czy komentatorzy sądzą, ludzie jednak nie są tacy głupi, za jakich ich biorą. I łatwo wychwytują, gdy ktoś rżnie głupa i przy okazji się ośmiesza.
Infantylne wymysły, że przez opozycję mamy prawie Trzecią Rzeszę z początku lat 30. i faszyzm oraz podpalaczy u bram są po prostu groteskowe. Owszem, mamy ogromne problemy, ale z powodu nieudolności, skorumpowania, niekompetencji, alienacji i degeneracji władzy. Oraz degeneracji dużej części dziennikarstwa i świata nauki, które władzy na to pozwalają, a wręcz patologie osłaniają. Ot i cała tajemnica tych, którzy opowiadają głodne kawałki o staniu z naostrzonym piórem i wypucowaną klawiaturą pod pachą, żeby przyłożyć rządzącym, tylko ten straszny Kaczyński ich wciąż od tego odciąga.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/225718-zakowski-i-lis-ostrzegaja-przed-atakiem-na-polske-krwiozerczych-kosmitow
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.