Dotkniesz ich? „W ostatecznym rachunku to bierność obywateli tworzy Nietykalnych!”

Rys. Andrzej Krauze
Rys. Andrzej Krauze

Jest rok 1992. Dostaję książkę założonego na emigracji w 1978 przez Piotra Jeglińskiego wydawnictwa Editions Spotkania. „Sekrety książąt i szpiegów” - to wywiad rzeka z Alexandrem de Marenches, arystokratą, byłym szefem francuskiego wywiadu i kontrwywiadu. W książce moją szczególną uwagę przyciąga jedno zdanie:

Istnieją powiązania interesów tak przemożne, że nikt nie ma ochoty ich tknąć.

Pomyślałem wtedy, że obecność takich powiązań to jedna z miar jakości demokracji. I że marne są nauki społeczne, gdy tego typu powiązań rozpoznać nie próbują.

W 25. roku budowania demokracji w Polsce, warto rozważyć, co taka miara mówi o naszym kraju. Pomoże w tym właśnie wydana przez reaktywowane Editions Spotkania książka Piotra Nisztora i Wojciecha Dudzińskiego, „Nietykalni – kulisy polskich prywatyzacji. Prawdziwa historia gospodarcza III RP”.

Tytuł jest nieco na wyrost. Bliżej opisane są nieliczne prywatyzacje: Unitry Servis, Łódzkiej Wytwórni Papierosów („Przy tej transakcji Skarb Państwa wydał więcej na usługi doradcze, niż zarobił na sprzedaży”), Cementowni Ożarów, LOT-u, Stoenu, wspomniane niektóre inne. W sumie jednak model działania nieformalnych grup interesu, jaki tu się wyłania, wydaje się być na tyle dla III RP typowy, iż w pewnym sensie obietnica tytułu zostaje spełniona.

Inżyniera aferowa

Obejmuje ona: firmy prowadzone z tylnego siedzenia przez podstawione osoby; spółki rejestrowane w rajach podatkowych poza zasięgiem polskiego prawa; płatności za fikcyjne doradztwo i pośrednictwo (zapewne dla zamaskowania łapówek); ucieczki z majątkiem przez przenoszenie prawa własności przez łańcuszki spółek; tajne służby PRL i III RP i ich ulokowaną w biznesie agenturę; biznesmenów będących słupami wojskowych tajnych służb, którzy prowadzą swe własne słupy; pocięte dokumenty z usuniętymi podpisami (zapewne, by uniemożliwić wykrycie ich sfałszowania); pranie brudnych pieniędzy; zgony w dziwnych okolicznościach; wreszcie funkcjonariuszy publicznych w rażących konfliktach interesów.

Tak się tworzył etos sporej części polskiego kapitalizmu i biznesu. Wzór jest prosty – trzypunktowy: ukraść; podzielić się z ludźmi służb; kupić bierność i milczenie osób z instytucji kontrolnych państwa lub/i mediów.

Wydaje się, iż w wielu wypadkach takie dzielenie wystarczało, aby w obliczu poważnych podejrzeń korupcji nie sprawdzano - jak pokazali autorzy - oczywistych powiązań między ludźmi i firmami.

Marketing prawdy

Autorzy książki napotkali typowy problem dla osób starających się zrekonstruować i opisać złożone przekręty gospodarcze. Najpierw jest problem z dotarciem do informacji (ci, co mówią, nie wiedzą; ci, którzy wiedzą, milczą). Potem z ich sprawdzeniem – w tym z odsianiem dezinformacji. Wreszcie, po ustaleniu faktów, pozostaje problem narracji: takie zaprezentowanie ogromnych strumieni informacji, by wyłonił się z nich spójny obraz zrozumiały dla bardziej wyrobionego, ale niebędącego specjalistą - prawnikiem, ekonomistą, finansistą -odbiorcy.

W książce mamy dziesiątki nazw firm, setki transakcji, a poza grupą osób szeroko znanych (Ricardo Fanchini, Wiesław Kaczmarek, gen. Czempiński, Lejb Fogelman, rodzina Likusów) jest całe mnóstwo postaci z cienia i archiwów IPN. Można się w tym pogubić.

Kto mógłby sobie z tym poradzić? Doświadczeni dziennikarze śledczy posiadający wsparcie swych redakcji, analitycy rynków finansowych, profesorowie prawa i ekonomii; wyspecjalizowani eksperci policji, CBA, ABW, think tanków oraz partii opozycyjnych. Ale takich ludzi praktycznie w naszym życiu publicznym nie ma.

Nieprawda: są! Nie, nie są! Są - niektórych znam i wiem, jak wiele mógłbym się od nich jeszcze nauczyć. Nie – ich nie ma. Bo nie występują z otwartą przyłbicą w roli rzeczników interesu publicznego.

Drugie dno?

Nisztor pisze:

Przez ponad dwa i pół roku dziennikarskiego śledztwa próbowaliśmy dociec, w jaki sposób zniknęły miliardy złotych wspólnego majątku Polaków. Kim są ludzie, do których trafiły i co ich łączy. Dlaczego nie zajmowały się nimi policja, prokuratura i służby specjalne.

Ta książka przybliża nas do odpowiedzi na te pytania. Ale sama także rodzi pytania. Mamy do czynienia przede wszystkim z dziennikarstwem śledczym, czy raczej z przemyślanym posunięciem w konflikcie pozostających za kulisami graczy? Każda książką jest pewną grą z czytelnikiem. Czy ta książka ma także swoich specjalnych odbiorców? Nawet jeśli tak jest, to nadal warto ją przestudiować. Zwykłe jej przewertowanie nie starczy.

I pamiętajmy: w ostatecznym rachunku to bierność obywateli tworzy Nietykalnych!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...