„Co mi pan tu będzie pier....?” Dzień w KPRM: Nerwy Kopacz na postronku, chaos i lekceważenie szefowej

Fot. PAP/Wojciech Pacewicz
Fot. PAP/Wojciech Pacewicz

Niesamowity chaos, współpracownicy wchodzący na głowę, brak zborności i dyscypliny, a pośrodku wszystkiego premier Ewa Kopacz, jak przyznają współpracownicy, niezbyt lotna polityk nadrabiająca pracowitością. O kulisach codziennej pracy szefowej rządu pisze „Newsweek”.

W otoczeniu Donalda Tuska królował strach przed szefem, a u Ewy Kopacz rządzi chaos. Gdy ktoś sugeruje, że współpracownicy wchodzą jej na głowę, pani premier protestuje: - Ale ja ich tak lubię

— zaczyna swój tekst tygodnik.

Z opisu, jaki zamieszcza pismo, wynika, że w KPRM nie do końca wiadomo, kto rządzi.

Politycy Platformy, którzy mieli kontakt z otoczeniem Ewy Kopacz, mówią, że podczas spotkań w Kancelarii Premiera panuje harmider. Ktoś esemesuje, ktoś odbiera telefon. Ludzie wpadają szefowej w słowo i absorbują ją problemami, które powinni rozwiązywać sami

— tłumaczy tygodnik. Dodaje, że Ewie Kopacz zachowanie współpracowników nie przeszkadza.

Z innych fragmentów tekstu wynika, że właściwie nie wiadomo, czy to Ewa Kopacz rządzi w KPRM. Na szarą eminencję wyrasta Iwona Szulik, oficjalnie rzecznik rządu. Jednak relacje Kopacz i Sulik są więcej niż zaskakujące.

Najważniejsza jest Sulik. Pani premier ufa jej bezgranicznie i, jak się wydaje, ma do niej słabość. W każdym razie pozwala jej na na więcej niż innym i nawet gdy Sulik coś zawali, pani premier nie umie się na nią gniewać

— tłumaczy „Newsweek”.

Zaznacza, że wiele wpadek Sulik uchodzi na sucho. Często również wodzi ona za nos szefową rządu.

Podczas wieczoru po pierwszej turze wyborów samorządowych rzecznik rządu nie przyniosła na czas teczki z przemówieniem przygotowanym na wypadek porażki PO, przez co Kopacz musiała improwizować. Wyszło tak sobie, ale Sulik nie spadł włos z głowy

— relacjonuje „Newsweek”.

Jeszcze bardziej kuriozalna sytuacja miała jednak miejsce w dniu prezentacji rządu Ewy Kopacz. Sytuacja, która zakończyła się kompromitacją na Politechnice Warszawskiej rozpoczął się od takiej sytuacji:

19 września, dzień prezentacji rządu. Kopacz z ministrami siedzą już w autokarze, którzy ma ich zawieźć na Politechnikę Warszawską, gdzie odbędzie się konferencja. Wyjazd się jednak opóźnia, b w busie brakuje pani rzecznik. Szefowa rządu wystawia głowę na zewnątrz i widzi, że Sulik stoi i pali papierosa. - Iwonko, choć już. Czekamy na ciebie. - Już, już – chwilę jeszcze potrwa, zanim pani rzecznik dopali

— opisuje gazeta.

Okazuje się, że rzeczywiście to Iwona Sulik zachowuje się wobec Kopacz jak szefowa a nie odwrotnie. Ponoć w wielu przypadkach to właśnie ona ma decydujący głos w sprawach dotyczących np. kampanii samorządowej. To ona miała postanowić o przemontowaniu spotu wyborczego w czasie ostatniej kampanii.

Skąd bierze się wysoka pozycja rzecznik rządu? Jeden z moich rozmówców twierdzi, że z lojalności i niezachwianej wiary w Ewę Kopacz. Iwona Sulik to ktoś w rodzaju psychoterapeutki pani premier – choćby wszyscy dookoła ją krytykowali, ona zawsze będzie ją wspierać

— tłumaczy tekst.

To jednak nie jedyny kuriozalny obraz związany z pracą gabinetu Kopacz.

Nawet ludzie Platformy Obywatelskiej krytykują sposób organizacji pracy w rządzie.

Kopacz powinna mieć współpracowników uporządkowanych, którzy nie powielaliby jej wad i mieli zalety, których ona sama nie posiada. A Sulik działa w chaosie. Gdy pracowała w Sejmie, w jej pokoju walały się buty, dokumenty kotłowały się z opakowaniami po dezodorantach, a z popielniczek wysypywały się pety

— mówi jeden z posłów PO nieoficjalnie.

Wśród najbliższych współpracowników premier „Newsweek” wymienia obok rzecznik rządu Iwona Sulik: szefową gabinetu politycznego Jolantę Gruszkę i doradcę do spraw wizerunkowych Adama Piechowicza. Wśród osób biorących udział w pracach premier jest również Sławomir Nitras, który ostatnio pojawił się w KPRM i zajmuje się pilnowaniem terminarza i kalendarzem.

Jednak organizacja pracy nie jest mocną stroną KPRM.

Człowiek z otoczenia Kopacz, który wcześniej współpracował z Donaldem Tuskiem twierdzi, że relacje panujące dziś w Kancelarii Premiera byłyby nie do pomyślenia za poprzedniego szefa rządu. Jak Tusk wchodził do pokoju, to wszyscy wiedzieli, że to kierownik. Ludzie czuli respekt i skupiali całą uwagę na nim. O esemesowaniu czy grzebaniu w smartfonach nie było mowy

— tłumaczy. To wszystko natomiast dzieje się w czasie pracy z Ewą Kopacz.

Tygodnik wskazuje jednak, że widać również zmiany na korzyść. Okazuje się przy tym, że promowany przez lata Donald Tusk był socjopatą.

Tusk był tak zaborczy i skoncentrowany na sobie, że współpraca z nim bywała koszmarem. (…) Kopacz dla odmiany nie jest podejrzliwa i daje współpracownikom większe poczucie komfortu. Gdy ktoś w jej otoczeniu chce się wykazać, ona go nie gani. Wręcz przeciwnie, chętnie korzysta z pracowitości innych

— pisze „Newsweek”.

Wskazuje również, że premier Ewa Kopacz ma inną twarz. Jak chce, potrafi nakrzyczeć czy wręcz obrażać innych. Przekonał się o tym jeden związkowców. Dodaje, że „ich rozmowa od początku szła jak po grudzie”.

Szefowa rządu coś zaproponowała, ale związkowiec pokręcił nosem. Padła druga deklaracja, a górnik znów, że oferta nie to przyjęcia. Trzecia – to samo

— podnosi emocje autor tekstu.

I dalej relacjonuje:

  • Co mi pan tu będzie pier….? - raptem wybuchła Kopacz. - Zobaczymy, co powie pana żona, jak przestanie pan pensję do domu przynosić. Pojadę do ludzi i powiem im, jakie były propozycje i jak pan je odrzucał. Na taczkach pana wywiozą -

Nie wiadomo, czy te osobliwe negocjacje przyniosły jakiekolwiek rozwiązania. Na pewno Kopacz pokazała, że obrażać innych umie.

Umie, jak wskazują jej współpracownicy, ciężko pracować. Znacznie ciężej niż jej poprzednik.

Ona pojawia się w Kancelarii przed dziewiątą i siedzi do późnego wieczora. On czasem nie mógł się wygramolić z Parkowej na dziesiątą, o czternastej szedł na drzemkę, a o 18:30 był już w drodze na piłkę. Ona czyta wszystkie dokumenty, nawet te kilkudziesięciostronicowe. On czuł się tak pewnie, że część materiałów tylko kartkował

— opisuje różnice między Kopacz i Tuskiem tygodnik.

Na koniec wskazuje, że Kopacz brakuje polotu jaki miał Tusk, ale za to jest znacznie bardziej pracowita. To jednak nie jest trudne.

Widząc opis działania KPRM nie sposób jednak zauważyć, że chaos, jaki panuje KPRM może zniweczyć każdą pracę premiera. A tu jak widać potencjał do niszczenia jest wielki…

wrp

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...