Prof. Andrzej Nowak: „Putin nas ograł. Płacimy za błędy Tuska i Sikorskiego”

Fot. wpolityce.pl
Fot. wpolityce.pl

„Rosja dąży do tego, żebyśmy nie stali się taką samą częścią Europy Zachodniej, za jaką rosyjska elita polityczna uznaje Niemcy, Francję, Włochy czy Hiszpanię. Rosja może stopniowo przejmować kontrolę nad ważnymi dziedzinami naszego życia ekonomicznego i przez to mieć wpływ na nasze życie polityczne – mówi prof. Andrzej Nowak, historyk, znawca Rosji i były redaktor naczelny pisma „Arcana” w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Według niego na szczęście odparte zostały próby przejęcia gdańskiego Naftoportu w 2002 r.

Nie pozwolono jak dotąd na przejęcie tarnowskich Azotów przez firmę Acron pana Kantora. Wskazane tutaj cele podejmowanych przez zależne od Kremla firmy prób przejmowania strategicznych firm to tylko przykłady ze znacznie dłuższej listy obrazującej możliwość szantażu ekonomicznego wobec Polski

—podkreśla prof. Nowak. Jak zaznacza, odnośnie postrzegania Polski przez Putina, ważne są dwa elementy.

Po pierwsze, świadomość historyczna, jaką on podziela z dużą częścią społeczeństwa rosyjskiego: Polska była w obozie socjalistycznym i w ich odczuciu ten obszar nie powinien należeć do Zachodu. To jest perspektywa nawet dłuższa niż ten okres po II wojnie, to ostatnie 200-300 lat, perspektywa strefy dominacji Imperium Rosyjskiego w tej części Europy: „Nam się to należy!”. Przecież Zachód uznawał tę strefę przez wiek XVIII i XIX, uznawał po Jałcie, więc dlaczego nie miałby zaakceptować jej znowu, skoro Rosja odzyskała siły i ambicje?

—wyjaśnia historyk. Jego zdaniem wiele osób lekceważy fakt, że Putin był niegdyś w KGB.

Niesłusznie, bo tu nie chodzi o samego Putina, tylko o niemal całą elitę polityczną dzisiejszej Rosji. Tworzą ją w 40-70 proc. oficerowie, pracownicy GRU, KGB, FSB albo SWR. […] Świat postrzegają jako składający się z wrogów, których można albo zmanipulować, albo zastraszyć, a jeśli się nie da, to zniszczyć

—przekonuje prof. Nowak. I podkreśla, że jeden punkt widzenia jest określony przez imperialną tradycję, niestety głęboko zakorzenioną w społeczeństwie rosyjskim i wzmocnioną przez państwową propagandę historyczną ostatnich kilkunastu lat.

Drugi zaś to punkt widzenia postsowieckich służb specjalnych, który traktuje politykę światową jak grę o sumie zerowej. To znaczy: Polska jest po naszej stronie albo po wrogiej

—dodaje historyk. I wyraźnie zaznacza, że trzeba stawiać opór Putinowi. Jednak sama Polska tego nie zrobi.

Może to zrobić, mobilizując różne lobby, począwszy choćby nawet od Zielonych w Niemczech, już znienawidzonych w Rosji - i vice versa. Zwróćmy też uwagę, że wśród biznesmenów z firm zachodnich są nie tylko ci z Ruhrgasu czy Gaz de France, które robią krociowe interesy z Putinem. Są także ci, których on „puścił w skarpetkach”. Z nimi też można rozmawiać i wpływać przez nich na zachodnią opinię publiczną

—wyjaśnia. Jego zdaniem polski rząd nawet nie próbował stawiać oporu, co obrazuje klęska, którą poniósł ws. Smoleńska.

Można było wywalczyć więcej. Ja rozumiem stres, szok po tak strasznej tragedii, rozumiem, że może nie każdy sprosta potrzebie błyskawicznej reakcji, ale można było skorzystać z tego, że Polska jest w NATO, i wzywać kraje NATO do pomocy, np. za pomocą satelitów, w wyjaśnianiu przyczyn tej katastrofy. Zrezygnowano z tego

—utrzymuje historyk. I dodaje:

To, czy chodziło o katastrofę lotniczą, mogło pomóc wyjaśnić NATO. Bo zginęło w Smoleńsku pięciu generałów Paktu i zwierzchnik sił zbrojnych jednego z krajów członkowskich. Przekaz PO był jednak od pierwszego dnia jasny: to była katastrofa, jeśli zawiniona przez kogoś, to przez prezydenta. Nie ma co wyjaśniać. Szczegóły może ustalić generał Anodina. Wszystko w stosunkach polsko-rosyjskich jest OK

Według niego taka była ówczesna filozofia polskich władz: przymkniemy oczy na oczywiste nieprawidłowości, złóżmy to na ołtarzu dobrych stosunków z Rosją z nadzieją, że ona się zmieni na lepsze.

Unormowanie stosunków z Rosją jest koniecznością. I obowiązkiem każdej władzy w Polsce jest dążyć do tego. Pytanie o warunki tej normalizacji. Myślę, że 10 kwietnia te okoliczności normalizacji stały się przełomowe. Wtedy należało się zastanowić, czy dalej bawimy się w grę: zły prezydent Kaczyński, dobry premier Tusk, skoro ten „zły” prezydent nie żyje. Co więcej, polityka ostrożności wobec Rosji, którą prowadził prezydent Kaczyński, tragicznie się potwierdziła. Donald Tusk wybrał inną linię. Zmienił to w 2014 r., o kilka lat za późno

—grzmi prof. Nowak. I podkreśla, że na poddańczych ukłonach przed Rosją „nie zyskaliśmy prawie nic”.

Korzystając z tych budowanych z mozołem przez rząd Donalda Tuska jak najlepszych stosunków z Rosją, płacimy za gaz od Gazpromu cenę o wiele wyższą niż nasi sąsiedzi. Może warto zapytać, czy dobrze zrobiliśmy, angażując się na rosyjskim rynku? Czy nie lepiej byłoby szukać innych rynków, nie tak narażonych na ryzyko politycznych retorsji jak rosyjski

—zastanawia się historyk. Oraz wskazuje na to, że handel z Rosją jest uzależniony bezpośrednio od decyzji politycznych Kremla.

Za zgodę na dostęp do rosyjskiego rynku płacimy interesami politycznymi. To nie za uśmiech Rosja zgadza się otwierać rynek, ale za to, że Polska zawarła skrajnie niekorzystny kontrakt gazowy i że zrezygnowała z aktywnej polityki wschodniej w latach 2008-13

—mówi. Jego zdaniem Polska ma bowiem sprzeczne interesy z Rosją imperialną.

Niemcy nie mają takich sprzecznych interesów. Rosja postrzega nas jako przeciwnika i emanuje tą propagandą ustawiającą Polskę w roli oszołomskiego rusofoba w stosunku do krajów zachodnich

—zaznacza historyk.I przypomina artykuł Radosława Sikorskiego w ”Gazecie Wyborczej” z 29 sierpnia 2009 r., „najbardziej haniebny tekst, jaki wydrukował polski minister spraw zagranicznych”.

Nie tylko dlatego, że pan minister opluł tam całą tradycję II Rzeczypospolitej, to jest kwestia historyczna, ale dlatego, że stwierdził, że Rosja nigdy nie była tak demokratyczna, tak szanująca prawa człowieka jak wtedy, pod rządami Putina. W tym samym momencie w jednym z więzień moskiewskich dogorywał Siergiej Magnicki - bo odważył się wskazać korupcję organów władzy. W tym samym momencie Rosja ćwiczyła taktyczny atak nuklearny na Warszawę w obecności polskich obserwatorów na manewrach „Zapad”

—grzmi. Według niego „Partnerstwo Wschodnie” zaś, wymyślone przez Carla Bildta i Radosława Sikorskiego to tylko „listek figowy zastępujący realną politykę wobec Europy Wschodniej”.

Potrzebne jest spojrzenie z lotu ptaka na politykę zagraniczną tej władzy, przedstawienie rachunku błędów i jasnej wizji, planu realistycznego, a nie opartego na mrzonkach, na naiwnych wyobrażeniach, że Putin kiedykolwiek będzie traktował Polskę jak równorzędnego partnera. I w tym sensie historia przyznała rację śp. Lechowi Kaczyńskiemu

—mówi.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...