Według jeszcze niepotwierdzonych informacji, ale pochodzących z wtajemniczonego źródła, Hanna Gronkiewicz-Waltz nie będzie prezydentem Warszawy. Po przeliczeniu 267 procent głosów, oddanych i nie oddanych, oraz uwzględnieniu wszelkich możliwych znaków na kartach do głosowania oraz na ziemi i na niebie, pretendentka do dalszego rządzenia stolicą uzyskała niewiele ponad 37 procent głosów, z czego większość pochodzi z wiadomej kamienicy. Jacek Sasin uzyskał blisko 63 procent. To jednak zbyt mało. Po opróżnieniu wszystkich urn, kieszeni oraz piwnic członków komisji wyborczych okazało się, że 2450 procent głosów uzyskał działacz PSL-u, Janusz Piechociński.

Według osób zbliżonych do wyników, PKW w pierwszych dniach po wyborach zwróci się do Piechocińskiego o wyrażenie przez niego zgody na kandydowanie w Warszawie i wpisanie jego nazwiska na wszystkie karty do głosowania. Warto podkreślić, że ta żmudna praca zostanie wykonana  w czynie społecznym - przez żony, mężów i innych krewnych zaufania PSL w komisjach wyborczych. To może wyglądać na nieistotną formalność, ale w państwie prawa i demokracji, właśnie z takich drobiazgów składa się uczciwe państwo. Dobrze, że PKW o tym pamięta i o to dba.