W obronie swej władzy rządząca koalicja PO-PSL gotowa jest odwrócić każdego kota ogonem, wybielić każde świństwo i oszustwo, zrelatywizować każde matactwo i nadużycie.

Rządzący walczą o śladowe resztki wiarygodności przy pomocy dwóch argumentów, które śmiało można nazwać wyjątkowo odrażającymi świństwami. Jedno najpełniej sformułował marszałek Sejmu Radosław Sikorski. Polega ono na zakwestionowaniu oszustw wyborczych w taki sposób, w jaki kwestionuje się oszustwa przy wyjaśnianiu katastrofy smoleńskiej. Drugie wyraził m.in. szef MSZ Grzegorz Schetyna. Polega ono na nazwaniu nieledwie zdradą, a przynajmniej wielkim szkodzeniem Polsce akcji informowania o szwindlach wyborczych takich instytucji jak Parlament Europejski, OBWE czy Rada Europy.

Sikorski stwierdził 26 listopada w Sejmie: Kaczyński wiedział, że w Polsce nie było żadnego zamachu, a starał się rozhuśtać całą Polskę tymi skandalicznymi oskarżeniami, na które nie znalazły się żadne dowody. Tutaj tak samo próbuje rozhuśtać całą Polskę, sądząc że mu to pomoże politycznie. W ten sposób kłamstwa smoleńskie zostają uznane za prawdę, a sprzeciw wobec tych kłamstw za coś wyjątkowo nagannego. Jednocześnie oszustwa wyborcze są negowane, a ich podnoszenie piętnowane.

Z moralnego punktu widzenia to zestawienie jest wyjątkowo obrzydliwe, bo wprawdzie wyborcze szwindle są bardzo groźne dla demokracji, poszanowania prawa i sensu samych wyborów, lecz są czymś zupełnie nieporównywalnym z katastrofą, w której zginęło 96 wybitnych polskich osobistości, w tym wszyscy dowódcy rodzajów sił zbrojnych oraz prezydent RP. Takie zestawienie jest tym bardziej obrzydliwe, że usprawiedliwianie wyborczych kantów jest jednocześnie wybielaniem szalbierstw, kłamstw i oszustw funkcjonariuszy Putina w sprawie bezprecedensowej katastrofy.

Kierunek wskazany przez Sikorskiego podjęli już inni politycy PO i PSL oraz część ich medialnych kamerdynerów wyciągając haniebne określenie „obłęd smoleński” i zestawiając je z utworzonym właśnie określeniem „obłęd wyborczy”.

Uznanie dochodzenia prawdy za „obłęd” jest już samo w sobie wyjątkowo podłe, ale też staje się usprawiedliwieniem wszelkiego łamania prawa, norm etycznych i zasad przyzwoitości. Bo normalną w demokracji dbałość o standardy i zasady oraz konsekwencję w dochodzeniu do stanu faktycznego uznaje się za aberrację. Tymczasem skrajną aberracją jest uznawanie za „obłęd” tego, co jest absolutną normą w demokracji. W ten sposób usprawiedliwia się oszustów, a ewidentne przestępstwa i łamanie zasad traktuje jako coś normalnego.

Obecnie rządzący kwalifikują jako zdradę polskich interesów coś, co w latach 2005-2007 robili nagminnie i do n-tej potęgi, wielokrotnie alarmując międzynarodowe instytucje, organizacje i zachodnie media jakoby w czasach rządów PiS dochodziło w Polsce do łamania prawa i zasad demokracji. Gdy we wrześniu 2007 r. wiadomo już było, że będą przyśpieszone wybory, Bronisław Komorowski grzmiał na konwencji PO, że powinni je monitorować obserwatorzy OBWE, czyli w imieniu swej partii dążył do jak najszerszego umiędzynarodowienia polskich spraw.

Po siedmiu latach okazuje się, że podobne działania „godzą w reputację państwa polskiego” i są właściwie zdradą i donosem na Polskę. Nie było natomiast donosem na Polskę przedstawianie w latach 2006-2007 działań CBA przeciwko osobom skorumpowanym jako zamachu na demokrację. Tak jak nie było donosem na Polskę przedstawianie jako zbrodni przeciwko demokracji lustracji wedle ustawy z października 2006 r. Ówczesny eurodeputowany Bronisław Geremek rozpętał wiosną 2007 r. w Parlamencie Europejskim wielką aferę, nie podporządkowując się ustawie lustracyjnej i przedstawiając Polskę jako nieledwie państwo totalitarne. Jeszcze w październiku 2011 r., tuż przed wyborami parlamentarnymi, byli ministrowie spraw zagranicznych Władysław Bartoszewski, Włodzimierz Cimoszewicz, Andrzej Olechowski, Dariusz Rosati i Adam Rotfeld napisali wiernopoddańczy list do kanclerz Angeli Merkel, potępiając byłego polskiego premiera Jarosława Kaczyńskiego. I nikt nie mówił o donosie na Polskę i realizowaniu niemieckich, a nie polskich interesów.

W obronie swej władzy obecnie rządząca koalicja PO-PSL gotowa jest odwrócić każdego kota ogonem, wybielić każde świństwo i oszustwo, zrelatywizować każde matactwo i nadużycie. Ale postawienie na tej samej płaszczyźnie obnażania kłamstw i oszustw w sprawie katastrofy smoleńskiej z tuszowaniem wyborczych szwindli jest tym, co młodzież nazywa „grubym przegięciem”. Tak jak ogromnym nadużyciem jest nazywanie zdradą normalnych działań na forum europejskim. Bo niby na jakim miałyby być prowadzone? W Rosji Putina? Natomiast nie jest zdradą to, co uczyniono przed, a szczególnie po katastrofie smoleńskiej. Dlatego ostatnie działania ratunkowe rządzących z PO i PSL są tak obrzydliwe i moralnie nie do przyjęcia.