Złość pana prezydenta. Komorowski: Żadnej powtórki wyborów nie będzie! "To odmęt absurdu i szaleństwa politycznego!"

PAP/Jacek Turczyk
PAP/Jacek Turczyk

To odmęt absurdu i szaleństwa politycznego!

mówił prezydent Bronisław Komorowski, odnosząc się do pomysłu skrócenia kadencji lub unieważnienia wyników wyborów samorządowych.

Prezydent nie krył oburzenia tym, co - jego zdaniem - dzieje się w kraju. Na początku swojej konferencji prasowej stwierdził jednak, że chce podzielić się „sprawami ogólnożyciowymi”.

Są tacy, którzy żywią się problemami państwa, i są tacy, którzy te problemy rozwiązują. Drugim spostrzeżeniem, jaki chciałbym się podzielić to fakt, że w momencie trudnym ludzie się sprawdzają albo się nie sprawdzają. Jedni dolewają oliwy do ognia, a inni gaszą pożary

— mówił Komorowski.

Po czym dziękował wszystkim, którzy wzięli udział w wyborach, a także pracowali przy liczeniu głosów i opracowywaniu wyników.

To ponad 27 tysięcy obwodowych komisji wyborczych, w których pracuje prawie 240 tys. ludzi. To cała armia osób! (…) Pragnę podziękować dziesiątkom tysięcy mężom zaufania, w tym szczególnie tym, którzy reprezentowali partie, które zgłaszają zastrzeżenia co do wyniku wyborczego

— mówił.

I dodawał:

Ważne, że już są wyniki. To spóźnione wyniki, także z punktu widzenia oczekiwania opinii publicznej, ale to mieści się w regułach prawdy, które obowiązywały PKW

— zaznaczył Komorowski.

Wyraźnie zirytowany prezydent argumentował, że „o wyniku wyborczym zawsze decydują realnie głosy wyborców, an ie badania exit poll”.

Szeroko omawiana kwestia bonusu za pierwsze miejsce na liście to nic nowego w polskim systemie. Do końca zresztą nie wiadomo, czy ten mechanizm oddziałuje na wyborców. Nikt nie powinien się tym czuć zaskoczony. Wszyscy wiedzą, że pewne korzyści wybierani widzą także w ostatnim miejscu na liście. Tak to bywa. Nie było w moim przekonaniu podstaw, by ze względu na przedłużający się czas liczenia głosów, ze zmiany liczenia, czy preferencji wyborców, kwestionować wynik wyborów

— ocenił.

Prezydent szeroko odniósł się do sprawy dużej liczby głosów nieważnych. Komorowski przyznał, że to go niepokoi.

Oczywistością jest, że musi niepokoić wzrost ilości niepoprawnie oddanych głosów do sejmików. To wzrost liczący się w stosunku do i tak już wysokiego poziomu głosów nieważnych oddawanych w poprzednich wyborach. To nie jest też nowe zjawisko, ale ono musi powodować niepokój. Warto pamiętać, że w roku 2010 było to nieważnych głosów ponad 12%, a obecnie jest to prawie 18%

— twierdził.

Ubolewał, że nie podano do wiadomości podziału głosów nieważnych na te, które oddano z pustą kartkę i te, które wypełniono błędnie.

Nie ma odróżnienia pustych kart od kart wypełnionych błędnie. To nie jest przypadek, bo wiem, że ten problem był dyskutowany. Należy uwzględnić, że cześć wyborców świadomie wrzucała kartki puste traktując to jako żółtą kartkę wystawianą listom partyjnym. (…) We Francji jest osobna rubryka, w której wyborca ma prawo podkreślić, że nie oddaje głosu, bo nie identyfikuje się z żadną propozycją, w Polsce takiej możliwości nie ma

— tłumaczył.

Co ciekawe i charakterystyczne, przywołał tutaj wyniki wyborów samorządowych w województwie mazowieckim, o których charakterze alarmowaliśmy na naszym portalu.

WIĘCEJ: Alarmująca analiza w sprawie wyborów samorządowych. Dlaczego w woj. mazowieckiem wyborcy stawiali masowo dwa krzyżyki?!

Na liczbę głosów nieważnych miała także wpływ forma karty do głosowania. Chciałem tu państwu zadedykować jedną refleksję: w roku 2010 broszura była zastosowana tylko w woj. mazowieckim. Bo taka była regulacja ustawowa, że nie było to obligatoryjne. Można więc i trzeba porównywać obecne wyniki – jeśli chodzi o ilość głosów nieważnych – z efektami z roku 2010. (…) Warto rozważyć i zastanowić się, czy wszystkie partie polityczne wchodzące do parlamentu w sposób rzetelny dokonały swoistego pola doświadczalnego z woj. mazowieckiego w 2010

— stwierdził. Nie znam żadnego sygnału, by żadna partia zgłaszała zastrzeżenia, gdy przyjmowano kodeks wyborczy.

Komorowski zwrócił też uwagę na niedoskonały sposób informowania o technice głosowania.

Trzeba poznać przyczyny i strukturę zjawiska. Trzeba dojść do prawdy, jaka cześć nieważnych głosów wynika z błędów przy wypełnianiu, a jaka część jest efektem świadomego wrzucania pustej karty

— mówił.

Po czym zaapelował do socjologów i samorządowców o zbadanie tej sprawy. Wszystkich, którzy mają wątpliwości i zastrzeżenia co do wiarygodności wyborów, odesłał do sądu.

Zachęcam więc i chcę podkreślić w sposób zdecydowany do kierowania protestów do sądu – jeśli są wątpliwości, jeśli są zastrzeżenia, trzeba iść do sądu. Tylko poprzez sądy będzie można rozwiać, a może i potwierdzić zastrzeżenia co do uczciwości wyborów

— mówił.

I dodawał:

Są tacy, którzy traktują problemy państwa jako żerowisko i paliwo polityczne…

— przestrzegał.

Niezwykle krytycznie Komorowski odniósł się do pomysłów unieważnienia, powtórzenia wyborów lub skrócenia kadencji poprzez decyzję parlamentu.

Jeśli chodzi o pomysł na skrócenie kadencji, to przestrzegano mnie przed takim rozwiązaniem nie tylko z powodu wątpliwości natury konstytucyjnej, ale również z punktu widzenia ryzyka, jakie może się wiązać na przyszłość. Jeśli mógłby parlament skrócić kadencję sejmików wojewódzkich, to dlaczego nie miałby skrócić ustawą kadencji parlamentu?

— zastanawiał się Komorowski.

Nie może być tak, że o tym, czy jest kadencja czy nie, decydują politycy. O tym może decydować tylko sąd

— dodawał.

Nawiązując do problemów, zwrócił uwagę, że członków PKW powoływali także poprzedni prezydenci. Komorowski nie zgodził się również na, jak to nazwał, „upartyjnienie” PKW, wykluczając możliwość powoływania ich członków przez partie polityczne.

Sędziowie mają jeden walor, którego nie są w stanie zastąpić: to bezstronność i dystans do konfliktu politycznego. (…) Liczę na współpracę nie tylko z partiami, ale także z praktykami; samorządowców, wojewodów…

— wymieniał Komorowski.

Prezydent oburzył się na przypomnienie przez dziennikarzy faktu, że w 2011 roku PiS chciało nowelizacji kodeksu wyborczego.

To jest niepokojące zjawisko, że się coś popiera i pracuje razem, a następnie wysyła się do prezydenta pomysł na zmiany, jakby nie można było tego samemu zrobić. „Panie prezydencie, niech pan to zrobi!” Czemu pisano do mnie w tej sprawie? No czemu? Bo to element gry politycznej, bo tam jest zawarte rozwiązanie upartyjnienia PKW!

— złościł się prezydent.

Przypomniał przy tym, że zmiany w kodeksie wyborczym nie mogą zostać wprowadzone wcześniej niż sześć miesięcy od daty wyborów. Zmian nie będzie zatem przed wyborami prezydenckimi, a - jak dodał Komorowski - niemożliwe jest też przeprowadzenie zmian przed jesienią 2015 r. i wyborami parlamentarnymi.

svl

————————————————————————————————-

W najnowszym numerze tygodnika „wSieci”: Raport specjalny tygodnika na temat skandalu w Państwowej Komisji Wyborczej.

Nowy numer „wSieci” dostępny również w formie e - wydania.

Więcej informacji na: http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...