Tak czy owak wygrywa Nowak. Te wybory zostały spaprane od samego początku

Fot. PAP/Marcin Bielecki
Fot. PAP/Marcin Bielecki

Te wybory zostały spaprane od samego początku. Przepisy są nielogiczne i umożliwiają manipulacje, a ich twórcy mają wyborców za idiotów.

Wpadlibyście na coś takiego, że oddanie kilku głosów na jedną listę jest oddaniem ważnego głosu? Nawet, gdy wyborca chce np. skreślić kilku kandydatów na liście, aby zaprotestować w ten sposób, to nie oddaje nieważnego głosu.

Podczas kampanii przed wyborami i nauczania, wyborcom tłuczono do głów, że:

W jednym okręgu w mieście na prawach powiatu do podziału może być od pięciu do dziesięciu mandatów. Miejskie rady mogą liczyć maksymalnie 45 członków, z wyjątkiem Rady Warszawy, która liczy 60 radnych. Wyborca może oddać zawsze tylko jeden głos, niezależnie od przypadającej na okręg liczby mandatów. Mandaty są dzielone proporcjonalnie do liczby oddanych głosów między komitety, które przekroczyły 5-proc. próg wyborczy (metodą d’Hondta). Mandaty trafiają do kandydatów z danej listy, którzy otrzymali najwięcej głosów.” (cytat za PAP, i ta wersja była obowiązująca we wszystkich mediach)

Nie wiem, czy to niedopatrzenie, czy kampania dezinformacyjna, ale art. 440 § 4 Kodeksu wyborczego mówi:

Jeżeli znak „×” postawiono w kratce z lewej strony obok nazwisk dwóch lub większej liczby kandydatów, ale z tej samej listy, głos uznaje się za ważny i oddany na wskazaną listę z przyznaniem pierwszeństwa do uzyskania mandatu temu kandydatowi, przy którego nazwisku znak „×” jest umieszczony w pierwszej kolejności

Najczęściej pozycja kandydata na listach zależy od jego pozycji w partii (ugrupowaniu). Nie trudno wyobrazić sobie na przykład sytuację, że „mąż zaufania” danego ugrupowania „eliminuje” na listach tych lepszych od lidera, dyskretnie stawiając krzyżyki przy właściwych nazwiskach.

Dlaczego zatem nie wprowadzić innego przepisu, ot na przykład, że „w przypadku skreślenia kandydatów na innych listach, głosy są zaliczane kandydatom z komitetu wyborczego nr 1”? W tym roku wygrałoby PSL.

Kolejnym absurdem jest przepis o tym, że kandydat na prezydenta, wójta czy burmistrza nie musi mieszkać w mieście, którym chce rządzić. Natomiast kandydat na radnego musi stale zamieszkiwać na obszarze gminy, w której kandyduje, ale niekoniecznie już na obszarze okręgu wyborczego, w którym kandydat zostanie zgłoszony. I tu pole do nadużyć.

W wielokrotnie opisywanych Świętochłowicach podczas wyborów faceta, który został prezydentem doszło do, zdaniem jego konkurentów, nazwijmy to delikatnie, nieprawidłowości. Otóż Dawid Kostempski „na wszelki wypadek” kandydował też na radnego z listy PO. Jego konkurenci ujawnili, że pomimo zameldowania w Świętochłowicach, nie mieszka w tym mieście, ale w Katowicach, o czym niejednokrotnie informował chętnie opinię publiczną, chociażby wpisami na Facebooku.

Jeszcze w czasie kampanii wyborczej Kostempski – „mieszkaniec” Świętochłowic korzystał ze służbowego samochodu Urzędu Miejskiego w Świętochłowicach, którym był wożony z Katowic do pracy w magistracie i odwożony z powrotem. Do domu, gdzie czekała stęskniona żona i dzieci.

Jestem bardzo ciekaw, jakich to prawnych wygibasów użyje sąd, do którego trafi protest wyborczy. Podpowiadam jeden, ale wierzę w pomysłowość sędziów: „Katowice leżą blisko Świętochłowic, a Kostempski ma zdolność bilokacji”.

Kodeks wyborczy nie zakazuje natomiast jednoczesnego kandydowania na radnego i na wójta, burmistrza, prezydenta w tej samej lub innej gminie. Dopuszczalne jest także jednoczesne kandydowanie na radnego powiatu lub radnego województwa i na wójta lub burmistrza lub prezydenta.

W przypadku jednoczesnego wyboru tego samego kandydata na radnego i na wójta, burmistrza, prezydenta jego mandat radnego wygasa z mocy prawa. Taki totolotek.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...