Okupacja siedziby PKW i interwencja policji, a także aresztowanie dziennikarza tv Republika, Jana Pawlickiego tworzą ciąg zdarzeń układających się w scenariusz, który można by zatytułować „Między prowokacją a pacyfikacją”.

Prezydent Br. Komorowski umiejętnie podsycił emocje mówiąc o „odmętach szaleństwa” (wiadomo, że chodzi o PiS), a Pani Premier, znając (?) treść wyroków, które zapadną na posiedzeniach Sądów Okręgowych, rozpatrujących protesty wyborcze obywateli już dzisiaj arbitralnie rozstrzyga: Absolutnie wykluczam powtórzenie wyborów.

To, że nie kto inny, lecz redaktor Jan Pawlicki od 10 godzin siedzi na dołku po wyprowadzeniu osób okupujących siedzibę PKW dowodzi, że wybór aresztowanego był profesjonalny - dziennikarz jest świetny, młody (to ważne!), wiarygodny, więc łatwiej rozhuśtać emocje (młodych!) w uczciwej, prawicowej telewizji.

Ale to wciąż nie znaczy, że uda się „wzburzyć tłumy” i skutecznie je spacyfikować. Po ostatnim Marszu Niepodległości wiadomo jak i po co się to robi. Opozycja parlamentarna - a więc PiS - stoi w obliczu bardzo skomplikowanej sytuacji i bez wybitnych umiejętności politycznych i wewnętrznej solidarności tym razem się nie obejdzie.

Dodam, że jeśli poważnie (a nie tylko dla poczytnej sensacji) pisało się i mówiło, że III RP to kontynuacja PRL, a strategia PO to dążenie do zbudowania „demokracji obywatelskiej” z jedną, dominującą partią której „bezkonkurencyjność” usprawiedliwia „szaleństwo opozycji”, to skąd zaskoczenie? Skąd dziennikarskie emocje? Jest, jak miało być. A będzie tak, jak sobie z tą sytuacją poradzimy.

W 1980 roku, po 31 sierpnia było nieporównanie trudniej, nikt nie wiedział, czy NSZZ „S” zostanie zarejestrowany (zgodziliśmy się na aneks z zapisem o kierowniczej roli partii) i ilu Polaków zostanie jego członkami. Nie wiedzieliśmy, czy w pierwszych demokratycznych wyborach, które w „S” przeprowadziło 10 milionów Polaków wygrają autentyczni liderzy, czy uzależnieni od SB jej współpracownicy. Najwyraźniej proporcje były na tyle niekorzystne, że na Zjeździe przeszło Posłanie do narodów Europy Wschodniej i władze „światłych reformatorów PRL” musiały wprowadzić stan wojenny.

Dzisiaj możemy zrobić kilka ważnych i zwyczajnych (?) rzeczy; po pierwsze składać protesty wyborcze, (czy organizacje społeczne lub Komitety Wyborcze PiS pomagają obywatelom w pisaniu tych protestów?) Przy ogromnej liczbie skarg posłom PO i PSL trudniej będzie odrzucić projekt złożonej przez PiS ustawy skracającej kadencje sejmików wojewódzkich i zmieniającej organizacyjne rozwiązania (kamery, szklane urny, informacja jak glosować do sejmików etc). Jeśli to wszystko skończy się niepowodzeniem - będzie czas na dobrze przygotowane pikiety i manifestacje. To nieprawda, że mamy do dyspozycji tylko pełne oburzenia przymiotniki oraz bezradne wyrażanie emocji.

CZYTAJ TEŻ: Wiemy co robić, by zgodnie z prawem i demokratycznymi zasadami, zapobiec wprowadzeniu w życie wyników wyborów liczonych w niewiarygodny sposób