PiS powinien żądać wywrócenia stolika na pewno wtedy, kiedy wyniki ostatecznie ogłoszone będą radykalnie różne od exit pollu. Czy w innym przypadku? Mam wątpliwości

PAP./Jakub Kamiński
PAP./Jakub Kamiński

Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin zażądali powtórzenia wyborów samorządowych (lub ich ponownego zarządzenia w niedługim czasie). Zrobili to po naradzie z Leszkiem Millerem.

Zwracam jednak uwagę, że od lidera SLD różni ich wszystko. Miller to główny przegrany, która szuka usprawiedliwień zewnętrznych dla swojej porażki. Kaczyński z Gowinem jeszcze dzień, dwa dni temu świętowali pierwszy od wielu lat sukces prawicy.

Oglądam „Gazetę Polską”. Tam na okładce pojawia się komunikat: „PiS idzie po miasta”. Z tyłu numeru dziennikarze rozważają, czy potworny blamaż PKW nie jest de facto wstępem do zmanipulowania wyników.

Tyle, że jeśli powiemy teraz: wywracamy stolik, teza „PiS idzie po miasta” się nie ostanie. Nie da się powiedzieć kwestionujemy wybory, ale zachowujemy własne pierwsze miejsce. W tej chwili nie ma się już na co powoływać.

Co więcej, powtórzone i dajmy na to przyzwoitsze wybory, mogą prawicowej opozycji pierwszego miejsca nie dać. Choćby dlatego, że część wyborców o opozycyjnym nastawieniu uzna je za stratę czasu.

Nastąpił potworny blamaż PKW, powiązany z nieprawidłowościami, które w niektórych miejscach zapewne zmieniły wynik. Choć sprawa nie jest tak jednoznaczna, jak się zdaje najgłośniej protestującym. Mam z kilku komisji pilnowanych jak trzeba przez ludzi PiS raporty, że głosów nieważnych było naprawdę więcej z powodu wyjątkowej komplikacji tych wyborów. Ludzie rozumieli na przykład wezwanie do oddania jednego krzyżyka na jednej karcie jako prawo stawiania go na każdej kartce. Tymczasem karta to plik kartek – oddzielnie dla rad gminnych, oddzielnie powiatowych, oddzielnie sejmików itd. Zresztą opozycja także na to się powołuje.

Ale powiedzmy sobie szczerze: jeśli ktoś naprawdę chciałby poprawić wyniki wyborów w skali kraju, to w Polsce, gdzie jest jednak opozycja i istnieją wolne media, zrobiłby to ukradkiem. A nie fundował nam totalny zamęt.

Zamęt to albo przejaw autentycznego bałaganu. Albo… Michał Karnowski napisał już, że może chodzić o unieważnienie właśnie tych wyborów, po tym jak exit poll wykazał sukces opozycji.

O ile prezydent Komorowski sprzeciwia się choćby myśli o takim powtórzeniu, wicemarszałek z PO Cezary Grabarczyk, a jak się okazuje i Janina Paradowska, biorą to pod uwagę. Paradowska ma dziś lepsze wejścia do centrali PO niż lokator pałacu prezydenckiego. Oglądam debatę posła PO Marcina Święcickiego z posłem PiS Jarosławem Sellinem. Słysząc postulat nowych wyborów, reaguje bardzo miękko. Widać, że żadna decyzja na „nie” w tej partii nie zapadła.

Na miejscu PiS podważałbym wybory tylko w jednym przypadku: gdyby wyniki ostateczne do sejmików, na które wciąż czekamy, drastycznie rozmijały się z exit pollem. Na przykład, gdyby PiS stracił prowadzenie na rzecz kogoś innego (PSL?). W takim przypadku stawka byłaby jasna.

Ale jeśli PiS zachowałoby prowadzenie, nie powinno się lekkomyślnie wyrzekać dopiero co odtrąbionego sukcesu. Naturalnie trzeba by nadal głośno narzekać i domagać się wymiany PKW, składać najbardziej drastyczne wnioski, poza tym jednym.

Bo wybory powtórzone nie dadzą prawdopodobnie lepszego wyniku. A tak można się dziś kontentować pierwszym miejscem, a uczynić z naprawy systemu wyborczego ważny temat na następne miesiące. Przed wyborami prezydenckimi. Wyobraźcie sobie sytuację, że powtórzone wybory kończą się owszem korektą, ale na rzecz PO i PSL. Po czymś takim opozycja może się nie podnieść przez długie lata.

Komentarz ten pisałem jeszcze przed wystąpieniem Kaczyńskiego i Gowina. Myślałem, że wyprzedzę tę decyzję. Nie udało się. Prezes PiS wiele razy lubił jechać po bandzie i w końcu wygrywał. Miewał rację. Tym razem wynik, ba satysfakcja z wyniku, interesuje go mniej. Stawia na totalną rozgrywkę, być może jej celem jest zakwestionowanie legitymacji systemu III RP, w paradoksalnym sojuszu z Gowinem i nawet Millerem.

Czy w tym przypadku wygra? Nie wiem. Moim zdaniem istnieje ewentualność, że opozycja da się w tej sprawie rozegrać. Ale może się mylę.

Oczywiście nie wykluczam, że za parę godzin dowiemy się jeszcze czegoś, co jaskrawo zmieni obecną sytuację. Wtedy sam powiem: trzeba krzyczeć jak najgłośniej, a może nawet tworzyć polski Majdan.

Autor

Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...