Poczucie humoru naszej pani minister od edukacji nie ma granic. Chwilę po tym, gdy posłała do szkół sześciolatki, których miejsce jest w przedszkolu, a nie w szkolnej ławie, pani minister, wraz z rzecznikiem praw dziecka zachęca do rozmów o prawach dziecka właśnie. Nietrudno jednak wymienić choćby kilka z nich, złamanych w wyniku uporu i działania na polityczne zamówienie przez Joannę Kluzik-Rostkowską.

O podjęcie 20 listopada rozmów z uczniami o prawach dziecka i jego potrzebach, nie tylko edukacyjnych, zachęcają we wspólnym liście skierowanym do nauczycieli i rodziców minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska i rzecznik praw dziecka Marek Michalak

— informuje portal ABC.

W czwartek, 20 listopada, po raz pierwszy będziemy obchodzić w Polsce Ogólnopolski Dzień Praw Dziecka.

Mamy nadzieję, że ustanowienie takiego dnia, uświadomi dzieciom, iż mają swoje prawa i powinny wiedzieć, jak z nich korzystać, a dorosłym przypomni, że mają tych praw zawsze przestrzegać

— napisali w liście Kluzik-Rostkowska i Michalak.

Chcielibyśmy, aby ten dzień trwale wpisał się w szkolną tradycję. Mamy nadzieję, że mądrej dyskusji będzie towarzyszył uśmiech i zabawa, a od tego roku 20 listopada stanie się Wielkim Dziecięcym Świętem

— życzą sobie szefowa MEN i Rzecznik Praw Dziecka.

Idea byłaby ze wszech miar szczytna, gdyby nie fakt, że pani minister nie rozczulała się tak na prawami sześciolatków, gdy posyłała maluchy do pierwszych klas, przy wyraźnej niezgodzie na reformę rodziców ( 1 200 000 podpisów pod wnioskiem o referendum w tej sprawie).

Szefowa MEN odebrała maluchom w ten sposób choćby:

prawo do zabawy

—bo nauka przez zabawę w polskich szkołach jest mitem;

prawo do korzystania z toalety

—bo w wielu szkołach maluchy mogą korzystać z toalet, dopiero gdy zbierze się odpowiednia grupa dzieci, co często kończy się dramatami;

Czytaj także: Zdradzone sześciolatki

prawo do przebywania w bezpiecznym, przyjaznym otoczeniu

— w kilku szkołach w Polsce zabrakło dla maluchów miejsc w klasach i dzieciom postawiono przy szkołach specjalne kontenery;

prawo do ruchu

— w szkołach panuje taki ścisk, że często dzieci nie mogą nawet wyjść na przerwę;

prawo do odpoczynku

— z powodu kumulacji dzieci, szkoły są tak przepełnione, że maluchy uczą się na zmiany, dla wielu często oznacza to konieczność wytrzymania w szkole 10, a nawet 11 godzin;

prawo do bezpieczeństwa

— zwłaszcza tam, gdzie maluszki chodzą do szkół łączonych z gimnazjami i narażone na niebezpieczny często kontakt z dużo starszymi dziećmi.

Itd., itp.

Dziś pani minister przypomina dorosłym, że praw dzieci mają zawsze przestrzegać. Sama już nie wiem czy to tupet, złośliwość, beztroska czy specyficzne poczucie humoru.

Czytaj także: Szefowa MEN kłamie, mówiąc, że debata z rodzicami miała miejsce