Liczba absurdów w tych wyborach przekroczyła już dawno poziom spotykany  w filmach Barei. I końca nie widać. Ale w przeciwieństwie do filmów tego znakomitego reżysera, to, co obserwujemy od niedzieli wcale nie jest zabawne. Bo kogo z Polaków może cieszyć widok rozsypującego się naszego państwa?

Może kiedyś zostanie naprawiony system informatyczny. Może nawet nie popsuje się od razu ponownie. Ba, nawet przetrawi i wydrukuje dane, które zostaną do niego wpisane. Ale to nie zmieni faktu, że znaczna część komisji wyborczych rozeszła się do domów. Gdzie są karty do głosowania wrzucone do urn w tych komisjach? Gdzie projekty protokołów? Czy ktoś tego pilnuje? I kto?

Na te pytanie nie ma odpowiedzi, bo Państwowa Komisja Wyborcza nawet nie wie, ile komisji się rozeszło.

Ważność wyborów zawsze stwierdza Sąd Najwyższy. Czy w takiej sytuacji to zrobi? Co powiedzą sędziowie, gdy jakichś obywatel zaskarży wyniki, stwierdzając, że w tym chaosie mogło dojść do fałszerstw? PKW, oczywiście, trzeba rozgonić na cztery wiatry. A może komuś chodzi o to, żeby tak samo stało się z wynikami tych wyborów?