Na Ukrainie zakończyło się liczenie głosów po ostatnich wyborach parlamentarnych, które odbyły się według ordynacji większościowo-proporcjonalnej. Dość wcześnie były znane rezultaty głosowania na listy krajowe. Wyglądały one następująco:

Front Ludowy Aresnija Jaceniuka – 22,14 proc.

Blok Petro Poroszenki – 21,81 proc.

Samopomoc Andrija Sadowego – 10,98 proc.

Opozycyjny Blok Jurija Bojki – 9,42 proc.

Partia Radykalna Ołeha Liaszki – 7,44 proc.

Batkiwszczyna Julii Tymoszenko – 5,68 proc.

Okazuje się, że zdecydowaną większość mandatów zdobyły siły proeuropejskie, a z prorosyjskich ugrupowań w parlamencie znajdzie się tylko Opozycyjny Blok (z mniej niż 10-procentowym poparciem). Poza tym 5-procentowego progu wyborczego nie przekroczyły promoskiewskie siły: Komunistyczna Partia Ukrainy i Partia Regionów, a także formacje nacjonalistyczne: Swoboda, Prawy Sektor i Kongres Ukraińskich Nacjonalistów.

W ten sposób wybrano jednak tylko połowę parlamentarzystów. Pozostała jednak jeszcze druga połowa, którą wybierano w okręgach jednomandatowych. Ich rezultaty przyniosły znaczącą korektę składu parlamentu. W ich przypadku podliczenie wszystkich głosów trwało nieco dłużej, dlatego ogłoszenie końcowych wyników umknęło uwadze wielu obserwatorów.

Warto jednak przedstawić rezultaty z ukraińskich JOW-ów i zestawić je z wynikami głosowania na listy krajowe. Otóż wyglądają one następująco:

Blok Petro Poroszenki – 69 posłów,

Swoboda – 7 posłów,

Front Ludowy – 2 posłów,

Batkiwszczyna – 2 posłów,

Prawy Sektor – 2 posłów,

Kongres Ukraińskich Nacjonalistów – 2 posłów,

Opozycyjny Blok – 2 posłów,

Samopomoc – 1 poseł,

Patriota Ukrainy – 1 poseł,

Silna Ukraina – 1 poseł,

Tzw. kandydaci niezależni – 93 posłów.

Powstaje pytanie, kim są owi niezależni deputowani, którzy stanowią największą grupę wśród zwycięzców jednomandatowych okręgów wyborczych? Dziennikarze ukraińskiego tygodnika “Tyzden” przeprowadzili swoje dochodzenie w tej sprawie i okazało się, że aż 68 nowo wybranych posłów bądź reprezentuje opcję prorosyjską, bądź jest powiązana z ukraińskimi oligarchami, zaledwie 11 to politycy orientacji demokratycznej niepodległościowej (wybrani głównie na Ukrainie Zachodniej), zaś 14 to ludzie, których poglądów nie da się wyraźnie określić i wszystko wskazuje na to, że ich głosy w parlamencie będą przedmiotem targów i transakcji.

Warto przypomnieć, że jednym z postulatów pomarańczowej rewolucji na Ukrainie była likwidacja jednomandatowych okręgów wyborczych. Mandaty w JOW-ach padały bowiem często łupem lokalnych antyrozwojowych grup biznesowo-politycznych, które dysponowały przewagą pieniądza i poparciem miejscowej administracji. Większość tzw. niezależnych posłów zaraz po zaprzysiężeniu w parlamencie wkomponowywała się w dominujący układ oligarchiczno-nomenklaturowy i niemal zawsze głosowała za “partią władzy”. Bardzo często zdarzało się w JOW-ach, że zwycięzcami zostawali nie ludzie zasłużeni dla lokalnych społeczności i odpowiedzialni wobec wyborców, lecz ochroniarze, kierowcy lub sekretarki oligarchów. Ci ostatni dysponują bowiem olbrzymią przewagą finansową, która przekłada się na skuteczność w kampanii wyborczej.

Dochodzenie tygodnika “Tyzden” wykazało, że w obecnym parlamencie także znalazło się wielu deputowanych będącymi marionetkami w rękach oligarchów. Nic więc dziwnego, że redakcja opatrzyła swój tekst na ten temat wymownym tytułem: “Ciemna strona parlamentu”.

Rezultaty wyborów w JOW-ach pokazują też, że lokalna administracja i biznes faworyzowały wyraźnie partię prezydencką kosztem innych ugrupowań. Blok Petra Poroszenki, choć na listach krajowych przegrał minimalnie rywalizację z Frontem Ludowym, to jednak w okręgach mandatowych wręcz zmiażdżył rywala wynikiem: 69:2.

Warto, aby nad tymi wynikami pochylili się zwolennicy JOW-ów w Polsce. To bowiem, co sprawdza się w Wielkiej Brytanii, niekoniecznie sprawdza się na Ukrainie. Wynika to nie tyle z obowiązujących procedur, ile z poziomu kultury politycznej, kondycji elit, pluralizmu w mediach czy świadomości obywatelskiej. W związku z tym rodzi się pytanie, czy jest nam bliżej do Wielkiej Brytanii z jej długą nieprzerwaną tradycją parlamentarną, czy raczej do postkolonialnej Ukrainy?