Artur Warzocha, kandydat na prezydenta Częstochowy: „Czas skończyć z efekciarstwem i pustymi hasłami”

Artur Warzocha, fot. YouTube/TV PiS
Artur Warzocha, fot. YouTube/TV PiS

Rozmowa z Arturem Warzochą, kandydatem PiS na prezydenta Częstochowy, w której od czterech lat rządzi Krzysztof Matyjaszczyk z SLD.

wPolityce.pl: Czego w pańskiej ocenie Częstochowa potrzebuje teraz najbardziej?

Artur Warzocha: Przede wszystkim kapitału i rozwoju gospodarczego. Od kilku lat w Częstochowie panuje cywilizacyjna zapaść. Ona jest związana z tym, że więcej miejsc pracy ubywa niż przybywa. Potrzebna jest także praca dla młodych, ambitnych ludzi. Bo nie chodzi tylko o to, aby tutaj zainstalować jakieś potężne koncerny, które dadzą pracę osobom mniej wymagającym. To oczywiście też jest ważne, nawet bardzo, ale pewien przełom cywilizacyjny możemy osiągnąć tylko budując miejsca pracy dla wysoko wyspecjalizowanych kadr.

Najpierw trzeba te kadry wyszkolić. Czy Częstochowa ma takie możliwości?

Mamy w Częstochowie dwie wyższe uczelnie. Politechnika jest naprawdę niezłą uczelnią, która mieści się w środku rankingów. Mamy również humanistyczną Akademię im. Jana Długosza, która aspiruje do miana uniwersytetu. Tej uczelni koniecznie trzeba pomóc, aby ona mogła nadal się rozwijać i dawać dyplom uniwersytecki.

Co należy zrobić, żeby odwrócić trend młodych osób wyjeżdżających do innych miast?

Rzeczywiście, problemem jest depopulacja, szczególnie doskwiera nam odpływ młodych ludzi. Ci, którzy z Częstochowy wyjeżdżają na studia, już do niej nie wracają. Zostaje gdzie indziej, gdzie ma pracę. Nawet z oficjalnych danych Urzędu Miasta wynika, że za czteroletniej kadencji prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka z miasta wyjechało 15 tysięcy mieszkańców.

A jaki to ma związek z prezydentem z SLD? Jakie błędy w pana ocenie popełnił?

On cztery lata temu rozbudził wielkie nadzieje, bo głosił takie hasło, że Częstochowa ma być miastem przemysłowo-akademickim. A efekty czterech lat jego pracy są takie, że akademickości nie ma, a przemysł się zwija. W ciągu tych czterech lat praktycznie zniknęła Huta Częstochowa, która zatrudniała kilka tysięcy ludzi, teraz zatrudnia niecałe 1500 osób. I są przygotowywane kolejne zwolnienia. Huta jest już częścią koncernu Donbas, jest w trybach polityki korporacyjnej tego koncernu. Zarządzanie odbywa się na Ukrainie, a większościowym udziałowcem jest, to już wiemy Rosjanin Roman Abramowicz. Prezydent temu się przyglądał biernie i przygotował jedynie pakiet socjalny, osłonowy dla pracowników, kurs języka angielskiego. A ci, którzy wzięli odprawy trafili do Urzędu Pracy i niebawem ich zapasy się skończą.

A jak wygląda sprawa ściągnięcia do Częstochowy inwestorów w innych dziedzinach?

Prezydent nie sprowadził żadnego inwestora, nikogo nie namówił. Dosłownie w ostatnim momencie, w czerwcu tego roku zostały uruchomione dwie podstrefy, dwóch specjalnych stref ekonomicznych, ale ich poziom przygotowania dla inwestorów jest niezadowalający. Tam trzeba wykonać jeszcze ogrom pracy, trzeba ten teren przygotować i uzbroić także w nowoczesne media takie jak światłowód. Nie może to być po prostu wytyczony kawałek pola. Nic tam się nie dzieje. Ale też chętnych nie ma, są tylko jakieś listy intencyjne i tyle. Częstochowie są potrzebne tysiące miejsc pracy, a nie kilkanaście czy kilkadziesiąt. Nic nie zrobiono na przykład z ogromnymi terenami wokół huty, które mogłyby być bardzo atrakcyjnym obszarem dla inwestorów.

Z tego co słyszę to przepis na sukces Częstochowy jest jeden i to dokładnie ten, który miał prezydent Matyjaszczyk. To ma być miasto przemysłowo akademickie, nieprawdaż?

Ależ nie tylko! Częstochowa musi korzystać ze swojej specyfiki, z tego, że jest duchową stolica Polski, z tego, że ma Jasną Górę. To przecież centrum ogólnopolskiego, a nawet światowego pielgrzymowania. Sama Częstochowa z Jasną Górą, ale także otaczająca miasto Jura Krakowsko - Częstochowska ma ogromne walory turystyczne, czy też krajoznawczo - turystyczne. I z tego także Częstochowa powinna korzystać. Natomiast obecny prezydent odciął się od kwestii w swojej polityce i nie uwzględnia potrzeb pielgrzymów. Nie wychodzi im naprzeciw.

Ale samo miasto pięknieje. Czy to nie jest jednak znak jakiegoś rozwoju?

Mamy centralną Aleję Najświętszej Maryi Panny, która została zrewitalizowana, ale to nie jest pomysł prezydenta Matyjaszczyka, tylko jego poprzedników. Centrum rzeczywiście wygląda bardzo ładnie, ale w przylegających dzielnicach już tak nie jest. Częstochowa jest olbrzymim rozległym miastem, powierzchnią równą Brukseli, niestety dzielnice na peryferiach miasta wyglądają jak zaniedbane, zapadłe wsie jeżeli chodzi o poziom infrastruktury. Tam nic się już nie robi. Także widzę u prezydenta Matyjaszczyka i całej ekipy SLD działania efekciarskie i zupełnie puste hasła. To były cztery lata niewykorzystanych szans. On zawiódł ludzi, którym obiecał, że Częstochowa będzie miastem przemysłowo - akademickim.

Rozmawiał Marcin Wikło

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj patriotyczne media wPolsce24 Wspieraj patriotyczne media wPolsce24 Wspieraj patriotyczne media wPolsce24

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych