Ponad 1,7 tys. radnych może zdobyć mandat bez wyborów. Bezkonkurencyjni?

PAP/EPA
PAP/EPA

1 714 radnych może zdobyć mandat radnego w gminie bez głosowania - poniedziałkowe dane PKW wskazują bowiem, że w tylu okręgach startuje tylko jeden kandydat. Sytuacja może się jednak zmienić - wciąż bowiem rozstrzygane są odwołania w sprawie rejestracji list.

Teoretycznie do poniedziałku wyborcy powinni mieć informacje o kandydatach startujących w wyborach do rad oraz na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, bowiem odpowiednie komisje powinny do tego dnia wywiesić obwieszczenia o zarejestrowanych listach. Nie wszędzie jednak sytuacja jest jasna, trwają bowiem procedury odwoławcze ws. rejestracji list.

Liczba 1714 mandatów uzyskanych bez głosowania zmniejszy się, jeśli w okręgu z jednym kandydatem zostanie zarejestrowany w wyniku odwołania kontrkandydat (w sumie do zdobycia jest 39 561 mandatów do rad gmin). Sytuacja może się także zmienić, jeśli ktoś np. zrezygnuje ze startu w wyborach.

Wybory do rad gmin (oprócz miast na prawach powiatu) odbywają się w jednomandatowych okręgach wyborczych. Każda gmina jest podzielona na tyle okręgów, ile mandatów jest do zdobycia w radzie gminy; najmniejsze rady liczą 15 osób. W każdym okręgu jest do zdobycia tylko jeden mandat. Komitet może zgłosić tylko jednego kandydata.

W 246 gminach i miastach zarejestrowano do poniedziałku tylko jednego kandydata w wyborach na wójta, burmistrza czy prezydenta miasta - wynika z danych PKW. Tutaj sytuacja jest inna, niż w przypadku wyborów do rad gmin. Wybory się odbywają nawet, jeśli startuje tylko jeden kandydat. Wówczas wyborcy, podobnie jak podczas referendum, opowiadają się za lub przeciwko kandydatowi.

PKW podało, że nie ma takich okręgów, w których w wyborach do rad nikt by nie startował, takiej sytuacji nie ma także, jeśli chodzi o wybory włodarzy.

Krzysztof Lorentz z Krajowego Biura Wyborczego tłumaczy, dlaczego procedura rejestracji list jeszcze się nie zakończyła, chociaż termin zgłaszania list kandydatów na radnych minął dość dawno, bo 7 października.

Jak wyjaśnił, PKW rozpatruje odwołania od postanowień komisarzy wyborczych, którzy rozpatrywali odwołania od postanowień komisji terytorialnych. Zaznaczył, że co prawda na wniesienie odwołania w każdym przypadku jest trzy dni i tyle samo na rozpatrzenie sprawy. Jednak - podkreślił - terminy na wniesienie odwołania liczone są od daty odebrania przez pełnomocnika wyborczego postanowienia odpowiedniego organu.

Może się zdarzyć, choć oczywiście nie musi, że pełnomocnik wyborczy odbierze postanowienie dopiero po tygodniu od jego wydania

— dodał.

Powiedział, że komisje terytorialne mogą publikować obwieszczenie o zarejestrowanych listach i kandydatach nawet, jeśli trwają procedury odwoławcze. Jeśli sytuacja się zmieni po rozstrzygnięciu ws. rejestracji listy, będą musiały obwieszczenie skorygować.

Zasadniczo komisja terytorialna treść obwieszczenia ustala na podstawie tego, jaki jest stan sprawy

— ocenił.

Lorentz przyznał, że trudno sobie wyobrazić, że rejestracja list zakończy się w sobotę przed dniem wyborów. „Skąd byśmy wzięli karty do głosowania?” - dodał. Zaznaczył jednak, że ustawa nie wskazuje żadnego ostatecznego terminu, do kiedy postępowania powinny się zakończyć i po upływie którego spraw o rejestrację już się nie rozpatruje, czy je umarza. „Każda sprawa musi być zakończona. Długi termin doręczeń decyzji może spowodować, że ta procedura będzie trwała dłużej niż powinna” - dodał.

Wybory samorządowe odbędą się 16 listopada. Wybierzemy w nich blisko 47 tys. radnych gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich, a także prawie 2,5 tys. wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

PAP/Wuj

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych